14.08.2025, 16:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2025, 19:20 przez Basilius Prewett.)
Basilius przejechał dłonią po zmęczonej twarzy, a potem oparł się o ścianę.
– Tak, coś zdecydowanie jest tu bardzo niepokojące – zgodził z bratem, bo przecież od kiedy tylko przekroczył próg ich kamienicy miał wrażenie, że było tu coś jeszcze. Coś co wywoływało strach. No cóż... Najwyraźniej okres, w którym w tym domu panowały jakieś pozytywne emocje nie mógł trwać zbyt długo. – Chyba lepiej, abyśmy tutaj nie nocowali. Nawet gdy pożar ustanie. Spróbujemy przyjść tutaj na spokojnie innego dnia i wszystko przejrzymy. Może da się to jakoś łatwo zdjąć czymkolwiek by to nie było.
Gdy Icarus spytał kto z nim idzie na twarzy Basiliusa zagościło zawahanie. Chciał iść z bratem. Naprawdę chciał. Potrzebował mieć rodzeństwo (i Cerbera) obok siebie cały ten czas, aby mieć pewność że są bezpieczni. Bo co jeśli teraz się rozdzielą i komuś coś się stanie? Nie potrafił sobie wyobrazić, że jedno z nich jest ranne, a jednocześnie świadomość zagrożenia była zbyt wielka, aby najstarszy Prewett ignorował tę możliwość. Może powinni teleportować się do matki? Trudno, najwyżej by gadała, ale przynajmniej (o ile pożar nie dosięgł jej domu) wszyscy byliby bezpieczni, a jeśli nie bezpieczni to chociaż w jednym miejscu.
Tylko, że musiał iść dalej. Dalej był w pracy i gdyby teraz zostawił wszystkich samych sobie to jakim byłby w ogóle uzdrowicielem? I co? Miałby powiedzieć magicznemu pogotowiu, że chociaż zgłosił się na ochotnika, to teraz ich porzucał i mogą iść do szpitala, aby wziąć kolejnego klątwołamacza? Absolutnie nie.
Wyglądało na to, że ponownie będą musieli się rozdzielić.
Przynajmniej Ellie i Icarus będą trzymać się razem. No i zabiorą stąd Cerbera.
– Muszę wracać do pracy. Nie pozwolą mi na razie zniknąć – powiedział, siląc się na spokojny ton głosu. Będzie dobrze. Tak jego rodzeństwo ewidentnie się przejmowało, ale naprawdę będzie dobrze. – Znajdę was później. Idziecie sprawdzić co z Moną, tak? Poszukam was tam potem o ile będzie to bezpieczne miejsce. Myślę, że zawsze możecie udać się do domku na wsi, wątpię, aby matka mówiła coś przy tej okazji.
To było dziwne, bo nie za bardzo wiedział co powiedzieć ich dwójce jednocześnie, chociaż w jego głowie układały się słowa przeznaczone do każdego z nich osobno. Najchętniej wziąłby siostrę na bok, jeszcze raz przytulił, znowu zapewnił że wszystko będzie dobrze i poprosił, aby miała oko na Icarusa, jednocześnie obiecując, że po tym wszystkim na pewno zabierze ją na jakiś fajny dzień w mieście. A potem położyłby ręką na ramieniu Icarusa i zapewnił go, że cokolwiekby się teraz nie działo, to młodszy Prewett na pewno sobie z tym poradzi i że naprawdę ich wszystkich kocha.
Miał tylko wrażenie, że to były słowa przeznaczone do ich uszu osobno. Co miał więc teraz powiedzieć gdy byli w trójkę (no czwórkę) a czasu nie było dużo.
– I uważajcie na siebie. Dam wam coś z apteczki na wszelki wypadek. Do zobaczenia za kilka godzin.
– Tak, coś zdecydowanie jest tu bardzo niepokojące – zgodził z bratem, bo przecież od kiedy tylko przekroczył próg ich kamienicy miał wrażenie, że było tu coś jeszcze. Coś co wywoływało strach. No cóż... Najwyraźniej okres, w którym w tym domu panowały jakieś pozytywne emocje nie mógł trwać zbyt długo. – Chyba lepiej, abyśmy tutaj nie nocowali. Nawet gdy pożar ustanie. Spróbujemy przyjść tutaj na spokojnie innego dnia i wszystko przejrzymy. Może da się to jakoś łatwo zdjąć czymkolwiek by to nie było.
Gdy Icarus spytał kto z nim idzie na twarzy Basiliusa zagościło zawahanie. Chciał iść z bratem. Naprawdę chciał. Potrzebował mieć rodzeństwo (i Cerbera) obok siebie cały ten czas, aby mieć pewność że są bezpieczni. Bo co jeśli teraz się rozdzielą i komuś coś się stanie? Nie potrafił sobie wyobrazić, że jedno z nich jest ranne, a jednocześnie świadomość zagrożenia była zbyt wielka, aby najstarszy Prewett ignorował tę możliwość. Może powinni teleportować się do matki? Trudno, najwyżej by gadała, ale przynajmniej (o ile pożar nie dosięgł jej domu) wszyscy byliby bezpieczni, a jeśli nie bezpieczni to chociaż w jednym miejscu.
Tylko, że musiał iść dalej. Dalej był w pracy i gdyby teraz zostawił wszystkich samych sobie to jakim byłby w ogóle uzdrowicielem? I co? Miałby powiedzieć magicznemu pogotowiu, że chociaż zgłosił się na ochotnika, to teraz ich porzucał i mogą iść do szpitala, aby wziąć kolejnego klątwołamacza? Absolutnie nie.
Wyglądało na to, że ponownie będą musieli się rozdzielić.
Przynajmniej Ellie i Icarus będą trzymać się razem. No i zabiorą stąd Cerbera.
– Muszę wracać do pracy. Nie pozwolą mi na razie zniknąć – powiedział, siląc się na spokojny ton głosu. Będzie dobrze. Tak jego rodzeństwo ewidentnie się przejmowało, ale naprawdę będzie dobrze. – Znajdę was później. Idziecie sprawdzić co z Moną, tak? Poszukam was tam potem o ile będzie to bezpieczne miejsce. Myślę, że zawsze możecie udać się do domku na wsi, wątpię, aby matka mówiła coś przy tej okazji.
To było dziwne, bo nie za bardzo wiedział co powiedzieć ich dwójce jednocześnie, chociaż w jego głowie układały się słowa przeznaczone do każdego z nich osobno. Najchętniej wziąłby siostrę na bok, jeszcze raz przytulił, znowu zapewnił że wszystko będzie dobrze i poprosił, aby miała oko na Icarusa, jednocześnie obiecując, że po tym wszystkim na pewno zabierze ją na jakiś fajny dzień w mieście. A potem położyłby ręką na ramieniu Icarusa i zapewnił go, że cokolwiekby się teraz nie działo, to młodszy Prewett na pewno sobie z tym poradzi i że naprawdę ich wszystkich kocha.
Miał tylko wrażenie, że to były słowa przeznaczone do ich uszu osobno. Co miał więc teraz powiedzieć gdy byli w trójkę (no czwórkę) a czasu nie było dużo.
– I uważajcie na siebie. Dam wam coś z apteczki na wszelki wypadek. Do zobaczenia za kilka godzin.
Koniec sesji