W taki sposób mógłby podsumować przedstawioną sztukę jako całość. Przesłanie płynące z żywota Merlina i wszystkich jego życiowych prób uważał za kompletny banał. Dobro triumfujące nad złem. Pozostawionego niesmaku po obejrzeniu spektaklu nie zabije nawet najbardziej wyselekcjonowane rachatłukum, którym częstował westybul. Jednak by uniknąć wyjścia na całkowicie zgorzkniałego ignoranta, Louvain musiał przyznać, że poszczególne elementy były godne tego widowiska. Widać było wiele pracy włożone w przygotowanie Hannibala do głównej roli. Kunszt aktorski zasługujący na swoją uwagę. Szkoda tylko, że papka propagandowa wciśnięta w postać Merlina odebrała Lestrangowi możliwość oklaskania młodego aktora. Za to kompozycja Oleandra, jak i cały jego warsztat, w pełni zasługiwał na wszystkie otrzymane oklaski. Każda muzyczna sekwencja idealnie nadawała odpowiedni nastrój panujący nie tylko na scenie, ale na całej sali. Grafiki stworzone na plakatach autorstwa Lyssy, również prezentowały się elegancko i spinały się koncepcyjnie w całości. Jednak jedyną osobą, która mogła liczyć na brawa ze strony Louvaina była Ambicja. Całkowite zaskoczenie i ujmująca niespodzianka tego wieczoru. Z nieodżałowanej roli w jaką wcieliła się Mathidla, tancerka wycisnęła wszystko co było tylko możliwe. Wyżynała z towarzyszki Morgany całą jej gehennę spowodowaną dziejową niesprawiedliwością. Louvain odnalazł w jej ruchach uzewnętrznienie wszystkiego co doskwierało jego duszy oraz sercu od wielu miesięcy. Przychodząc pod dach The Globe nie spodziewał się, że dane mu będzie przeżyć coś z czym chociaż odrobinę będzie się mógł utożsamić.
Gdyby jednak ktoś czuł się niedoceniony, lub niesprawiedliwie oceniony przez młodego Lestranga no to kurwa trudno. Następnym razem postaraj się bardziej. Louvain może i był krytykiem, ale nie kwalifikowanym, a na Ekstazie Merlina zjawił się głównie w celach towarzyskich oraz dla przy stymulowania swoje ego. To że sztuka będzie nosiła znamiona komentarza społecznego do obecnych wydarzeń w kraju było oczywiste. Mniej oczywiste natomiast było, jak zapatruje się na aktualności towarzyskie Crème de la crème. Program, który wspólnie obejrzeli uznał, za budujący dla tych którzy karmili się złudną nadzieją, jednak dość przystępny i zachowawczy. Nie doszukał się niczego co nosiłoby znamiona buntowniczej odezwy dla dobrojadków. To oznaczało, że mrok wojny zaglądał nawet przez sceniczne reflektory. I dobrze.
Ponoć był zaręczony, ale nieszczególnie się tym przejmował zapraszając na ten wieczór Cynthię. Jej obecność miała studzić jego temperament, kiedy miał zasiąść w jednej loży ze szlamolubną. Za każdym razem, kiedy będzie zmuszał ugryźć się w język, będzie to przyjacielski gest w stronę Atreusa. Przynajmniej będzie miał pretekst dla własnego sumienia, że potrafił wybrać pomiędzy własnym egoizmem, a przyjacielem. Ostatecznie był też Caius do którego będzie mógł wysyłać porozumiewawcze spojrzenia, jak padnie na głos jakieś dobrojadkowe pierdolenie o biednych ofiarach, terrorze i innych takich. Przede wszystkim należało się pokazać, uśmiechnąć w dobrym kierunku i uścisnąć kilka odpowiednich dłoni. Nie zapominał też o własnej ochronie. Przed wydarzeniem zażył swój eliksir imitujący ciepło ludzkiego ciała, a w trakcie, przez oklumencję. Starając się jak najlepiej trzymać z dala od swoich myśli i nie tylko, wszystkich ciekawskich jasnowidzów, aurowidzów i całą resztę tego gatunku perwersów.
rozpraszanie na ochronę przed wglądem w aurę, nici i wszystko inne
Sukces!