16.08.2025, 16:23 ✶
Po tym, co działo się w pierwszych dniach września, każdy potrzebował odskoczni, a teatr i sztuka mogły być odpowiednim ku temu miejscem, zwłaszcza że przyświecał im tak szczytny cel. Londyn leniwie wstawał z popiołu i daleko temu było do majestatu godnego feniksa. Ojciec uznał, że to doskonały pomysł, bo w ostatnich tygodniach jasnowłosa tkwiła w kostnicy lub w pracowni ich domu, skupiając się na tym, co umiała najlepiej. Wydarzenia z nocy sprawiły, że pojawiły się w jej głowie nowe pomysły dotyczące nekromancji, nad którymi chciała się niżej pochylić. Zaproszenie od Louvaina było miłą niespodzianką, bo jej ród nie był raczej na tyle majętny, aby być branym pod uwagę na gościa honorowego. Zostawienie spraw Ministerstwa, spalenizny i ruiny za sobą mogło dobrze im zrobić, pozwolić nabrać perspektywy i złapać oddechu. Magia makijażu i eliksir wigoru sprawił, że trochę odżyła, ale wybrana przez nią sukienka nie przylegała tak, jak powinna. Głęboki odcień granatu podkreślał jej jasne oczy, a ozdoba w kształcie księżyca, którą dostała kiedyś od Tori, tkwiła wpięta po lewej stronie, podtrzymując fale ciężkich, jasnych loków, opadających na odkryte ramię. Zabieg celowy, bo w zamyśleniu zawijała kosmyk na placu, co było bardziej dyskretne, niż stukanie w coś paznokciami.
Nie spodziewała się takiego towarzystwa, ale było to miłe zaskoczenie. Widok Atreusa i Brenny sprawił, że uśmiechnęła się łagodniej i cieplej, niż miała to w zwyczaju, ale dopiero uścisk przyjaciółki sprawił, że przymknęła na chwilę oczy i odetchnęła głębiej, czując, jak coś ściska ją wewnątrz. Longbottom zawsze była i będzie dla niej ważna, a fakt, że nie miały okazji spędzać razem tyle czasu, co kiedyś sprawiał, że zrobiło się jej po prostu przykro. Zajęła miejsce obok ciemnowłosego, gdy sztuka miała się rozpocząć i skupiła się na oglądaniu. Na tyle, jak bardzo mogła – bo prawda była taka, że zarówno myśli, jak i spojrzenie uciekały jej gdzieś daleko od tego, co działo się na scenie. Nie umknęło jednak jej uwadze kilka szczegółów, które sprawiały, że historia różniła się od tego, co pamiętała z ksiąg w bibliotece Hogwartu. Zerkała na Lou, na Atreusa i Brennę, którzy zaskakująco dobrze koło siebie wyglądali i nie mogła przepędzić myśli, że mogłaby się do tego przyzwyczaić. Błękitne spojrzenie przemknęło również po Caiusie, którego nie znała aż tak dobrze, ale magiczna arystokracja była tak ściśnięta i wybredna, że z pewnością mieli wcześniej jakiś kontakt. Przyglądała się artystom, scenografii, przymykała oczy, gdy muzyka się zmieniała, mając na celu nadanie odpowiedniego klimatu. Poprawiła się na siedzisku, odgarniając palcami włosy do tyłu, gdy światła ponownie się zapaliły. Zapamiętała kilka szczegółów, ale nie mogła pozbyć się temu, że w ostatnich miesiącach ich życie – wszystkich – również przypominało sztukę. Nagrodziła obsadę delikatnymi brawami, gdy ta się przedstawiła. Może za biczowaniem – mało pasującym do Merlina, kryło się ukryte przesłanie do osób zebranych na sali, które dzieliła strona oraz poglądy.
- Ciekawa interpretacja jego życia. Oryginalna. Utalentowanych mamy artystów z młodego pokolenia. - skomentowała w stronę Lou, odwracając w jego kierunku twarz. Przez chwilę mu się przyglądała, jakby próbowała ocenić, jak bardzo nieznośne to dla niego było – nie sam fakt pokazania się, bo do tego był raczej przyzwyczajony, ale cała reszta. Miała nadzieję, że będą po prostu wszyscy dobrze się bawić, odetchną przez te kilka godzin. Potem i tak przecież wróci rzeczywistość. Cynthia uśmiechnęła się do niego lekko, a potem wychyliła się nieco do przodu, dłonią poprawiając materiał, który przesunął się leniwie na skórze. Najpierw zerknęła po panach, ale jej spojrzenie na dłużej utknęło na Brennie. - A jak wam się podobało?
Nie spodziewała się takiego towarzystwa, ale było to miłe zaskoczenie. Widok Atreusa i Brenny sprawił, że uśmiechnęła się łagodniej i cieplej, niż miała to w zwyczaju, ale dopiero uścisk przyjaciółki sprawił, że przymknęła na chwilę oczy i odetchnęła głębiej, czując, jak coś ściska ją wewnątrz. Longbottom zawsze była i będzie dla niej ważna, a fakt, że nie miały okazji spędzać razem tyle czasu, co kiedyś sprawiał, że zrobiło się jej po prostu przykro. Zajęła miejsce obok ciemnowłosego, gdy sztuka miała się rozpocząć i skupiła się na oglądaniu. Na tyle, jak bardzo mogła – bo prawda była taka, że zarówno myśli, jak i spojrzenie uciekały jej gdzieś daleko od tego, co działo się na scenie. Nie umknęło jednak jej uwadze kilka szczegółów, które sprawiały, że historia różniła się od tego, co pamiętała z ksiąg w bibliotece Hogwartu. Zerkała na Lou, na Atreusa i Brennę, którzy zaskakująco dobrze koło siebie wyglądali i nie mogła przepędzić myśli, że mogłaby się do tego przyzwyczaić. Błękitne spojrzenie przemknęło również po Caiusie, którego nie znała aż tak dobrze, ale magiczna arystokracja była tak ściśnięta i wybredna, że z pewnością mieli wcześniej jakiś kontakt. Przyglądała się artystom, scenografii, przymykała oczy, gdy muzyka się zmieniała, mając na celu nadanie odpowiedniego klimatu. Poprawiła się na siedzisku, odgarniając palcami włosy do tyłu, gdy światła ponownie się zapaliły. Zapamiętała kilka szczegółów, ale nie mogła pozbyć się temu, że w ostatnich miesiącach ich życie – wszystkich – również przypominało sztukę. Nagrodziła obsadę delikatnymi brawami, gdy ta się przedstawiła. Może za biczowaniem – mało pasującym do Merlina, kryło się ukryte przesłanie do osób zebranych na sali, które dzieliła strona oraz poglądy.
- Ciekawa interpretacja jego życia. Oryginalna. Utalentowanych mamy artystów z młodego pokolenia. - skomentowała w stronę Lou, odwracając w jego kierunku twarz. Przez chwilę mu się przyglądała, jakby próbowała ocenić, jak bardzo nieznośne to dla niego było – nie sam fakt pokazania się, bo do tego był raczej przyzwyczajony, ale cała reszta. Miała nadzieję, że będą po prostu wszyscy dobrze się bawić, odetchną przez te kilka godzin. Potem i tak przecież wróci rzeczywistość. Cynthia uśmiechnęła się do niego lekko, a potem wychyliła się nieco do przodu, dłonią poprawiając materiał, który przesunął się leniwie na skórze. Najpierw zerknęła po panach, ale jej spojrzenie na dłużej utknęło na Brennie. - A jak wam się podobało?