17.08.2025, 19:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2025, 14:51 przez Hannibal Selwyn.)
- Przyjaciółka - uśmiechnął się, pewien, że po bankiecie, na którym będą widziani razem, nie obędzie się bez plotek na ten temat.
Posiadanie własnej garderoby na wyłączność miało swoje niekwestionowane zalety. Można było w niej odespać zarwaną noc w przerwie w pracy. Można było spokojnie przygotować się do występu, przebrać, zrobić makijaż. Można było przyjąć gościa.
Tylko… najpierw trzeba było tam posprzątać.
Teatralne skrzaty zrobiły jednak dobrą robotę, jak zawsze. Przepocona po próbie koszulka zniknęła z szezlonga, kwiaty na stoliku zostały wymienione na świeże, a woda w karafce czekała na spragnionego, z jakiegoś powodu w towarzystwie dwóch - a nie jednej, jak zwykle - szklanek. Na wieszaku wisiał kremowy garnitur, najwyraźniej przygotowany do założenia.
Toaletka Hannibala, magiczny przedmiot należący od pokoleń do rodu Selwynów, pozostała nietknięta - obsługa teatru miała surowy zakaz ruszania czegokolwiek, co się na niej znajdowało. Utensylia do makijażu leżały w nieładzie, wśród nich poniewierały się grzebień i pojedynczy kolczyk. Za ramę lustra zatknięta była ususzona biała róża. Tuż obok tego zabytkowago mebla ktoś postawił mały stołeczek z miską wody i gąbką - pracownicy techniczni byli najwyraźniej dobrze poinstruowani.
Selwyn puścił Mathildę przodem, zamknął za nimi drzwi i nie tracąc czasu zrzucił przez głowę górną część kostiumu Merlina. Jego plecy przedstawiały nieco makabryczny widok - rozmazana i zasychająca czerwona substancja, zmieszana z potem, znikała aż za paskiem spodni. Rozproszona iluzja odsłoniła ich opłakany stan. Cały strój nadawał się jedynie do prania. Hannibal beztrosko rzucił koszulę na podłogę, zerknął na tancerkę i pociągnął za sznurek od spodni, odruchowo rozwiązując go nieznośnie powolnym ruchem, jakby robił striptiz. Na tym jednak kokieteria się skończyła, bo wszak nie było na nią czasu. Po chwili spodnie dołączyły do koszuli, a Hannibal, w najmniejszym stopniu nieskrępowany, wykręcił się przed lustrem, żeby zobaczyć, jak wyglądają jego plecy. Jak można się było spodziewać, czerwonawe zacieki sięgały niemal do kolan. Szczęśliwie, nauczony doświadczeniem wcześniejszych prób do "Ekstazy", miał na sobie bieliznę obłożoną zaklęciem odpychającym płyny, ale przez to sztuczna krew mogła swobodniej spływać niżej.
- To wygląda nie jakbym cierpiał za miliony, tylko jakbym był wykorzystany przez miliony - parsknął śmiechem - myślisz, że usłyszymy na bankiecie o fetyszyzacji cierpienia i odwoływaniu się do najniższych instynktów widza?
Na chwilę usiadł przy toaletce, zerkając uważnie na swoje odbicie w jej lustrze. Wprawnym, efektywnym gestem przesunął dłonią po szyi, przyjrzał się krytycznie efektowi i wstał. Okręcił się w stronę Mathildy, cały czas ubranej w swój pierzasty strój - Nie chcesz tego ściągnąć? Byłoby ci wygodniej.
Posiadanie własnej garderoby na wyłączność miało swoje niekwestionowane zalety. Można było w niej odespać zarwaną noc w przerwie w pracy. Można było spokojnie przygotować się do występu, przebrać, zrobić makijaż. Można było przyjąć gościa.
Tylko… najpierw trzeba było tam posprzątać.
Teatralne skrzaty zrobiły jednak dobrą robotę, jak zawsze. Przepocona po próbie koszulka zniknęła z szezlonga, kwiaty na stoliku zostały wymienione na świeże, a woda w karafce czekała na spragnionego, z jakiegoś powodu w towarzystwie dwóch - a nie jednej, jak zwykle - szklanek. Na wieszaku wisiał kremowy garnitur, najwyraźniej przygotowany do założenia.
Toaletka Hannibala, magiczny przedmiot należący od pokoleń do rodu Selwynów, pozostała nietknięta - obsługa teatru miała surowy zakaz ruszania czegokolwiek, co się na niej znajdowało. Utensylia do makijażu leżały w nieładzie, wśród nich poniewierały się grzebień i pojedynczy kolczyk. Za ramę lustra zatknięta była ususzona biała róża. Tuż obok tego zabytkowago mebla ktoś postawił mały stołeczek z miską wody i gąbką - pracownicy techniczni byli najwyraźniej dobrze poinstruowani.
Selwyn puścił Mathildę przodem, zamknął za nimi drzwi i nie tracąc czasu zrzucił przez głowę górną część kostiumu Merlina. Jego plecy przedstawiały nieco makabryczny widok - rozmazana i zasychająca czerwona substancja, zmieszana z potem, znikała aż za paskiem spodni. Rozproszona iluzja odsłoniła ich opłakany stan. Cały strój nadawał się jedynie do prania. Hannibal beztrosko rzucił koszulę na podłogę, zerknął na tancerkę i pociągnął za sznurek od spodni, odruchowo rozwiązując go nieznośnie powolnym ruchem, jakby robił striptiz. Na tym jednak kokieteria się skończyła, bo wszak nie było na nią czasu. Po chwili spodnie dołączyły do koszuli, a Hannibal, w najmniejszym stopniu nieskrępowany, wykręcił się przed lustrem, żeby zobaczyć, jak wyglądają jego plecy. Jak można się było spodziewać, czerwonawe zacieki sięgały niemal do kolan. Szczęśliwie, nauczony doświadczeniem wcześniejszych prób do "Ekstazy", miał na sobie bieliznę obłożoną zaklęciem odpychającym płyny, ale przez to sztuczna krew mogła swobodniej spływać niżej.
- To wygląda nie jakbym cierpiał za miliony, tylko jakbym był wykorzystany przez miliony - parsknął śmiechem - myślisz, że usłyszymy na bankiecie o fetyszyzacji cierpienia i odwoływaniu się do najniższych instynktów widza?
Na chwilę usiadł przy toaletce, zerkając uważnie na swoje odbicie w jej lustrze. Wprawnym, efektywnym gestem przesunął dłonią po szyi, przyjrzał się krytycznie efektowi i wstał. Okręcił się w stronę Mathildy, cały czas ubranej w swój pierzasty strój - Nie chcesz tego ściągnąć? Byłoby ci wygodniej.