17.02.2023, 03:10 ✶
Pracowała nad Panią Morgan, zszywając odpowiednio jej klatkę piersiową po badaniach na narządach wewnętrznych — o dziwo jej serce było odrobinę zbyt małe, a lewa komora zdawała się mieć uszkodzoną aortę, która nie była jednak przyczyną zgonu. Jasnowłosa pochylała się nad trupem w milczeniu, skupiona na tym, aby jak najlepiej i najmniej widocznie przywrócić ją do pierwotnego stanu, aby później rodzina mogła ją przygotować do pochówku, o ile oczywiście Ministerstwo uzna ich raport za stosowny. Odłożyła narzędzie, zsuwając z rąk rękawiczki i kierując się do zlewu, gdy ciszę przerwał łagodny głos o znajomym brzmieniu. Wyprostowała się i odwróciła twarz w stronę jegomościa, lustrując go spojrzeniem najpierw z nutą zaskoczenia, a później jedynie wypuszczając bezgłośnie powietrze spomiędzy warg, przywdziała odpowiednią maskę i uśmiechnęła się delikatnie w odpowiedzi.
- Dzień dobry, Perseusie. - zaczęła równie łagodnie, odszukując jego ciemnych oczu tak, aby stalowy błękit jej własnych wyszedł mu naprzeciw. Lubiła rozmawiać twarzą w twarz, jeśli już jakaś konwersacja zostawała podjęta, chociaż los chciał, że Cyna nie była mistrzynią tak popularnych w Londynie pogawędek. - Obawiam się, że wyszedł. Niewiele się spóźniłeś, raptem piętnaście minut. Czy mogę w czymś pomóc?
Zapytała uprzejmie i jeszcze kilka sekund utrzymywała kontakt wzrokowy, zanim dotarła do wcześniej wyznaczonego sobie celu, jakim był zlew. Umyła dłonie, przetarła o ciemny ręcznik i znów odwróciła się w jego stronę, poświęcając mu uwagę. Ona absolutnie na jego dłoń uwagi nie zwróciła, bo nie w głowie były jej romanse i przeżycia natury intymnej. Pozostawała raczej kobietą nieufną, oddaną swojej pracy, która nie potrzebowała w życiu sensacji dodatkowych, już te fundowane przez Castiela były wystarczające. Ojciec też odpuścił temat jej zamążpójścia, skupiając się w ostatnich miesiącach bardziej na jej bliźniaku. Stanęła naprzeciw niego w rozpiętym fartuchu, spod którego wystawała biała koszula z perłowymi guzikami i spódnica. Cynthia zawsze była pedantyczna, miała absolutną obsesję na temat własnej prezencji. Była też bezczelna i zdystansowana na tyle, aby czasem z aparycji robić użytek. Może nie zniżała się do poziomu pięcia się po szczeblach kariery poprzez odwiedzanie poszczególnych łóżek, ale umiała złapać rękoma to, czego aktualnie chciała. Słuchała go, obserwowała i śledziła jego poczynania ze spokojem i elegancja, nie chcąc mu przerywać.
- Rozumiem. Jeśli masz ochotę, możesz na niego zaczekać. - zaczęła, wskazując dłonią na jeden z foteli, który stał nieopodal stojącego w rogu biurka, a następnie zerknęła pod biały rękaw fartucha, wprost na tarczę zegarka. - Powinien wrócić niebawem, może trzydzieści minut?
Wiedziała, że jej współpracownik go lubił i warto było czasem poświęcić odrobinę czasu na uzyskanie tych maleńkich plusów, które mogłyby pozytywnie wpłynąć na rozwój jej kariery. Wyprostowała rękę, ruchem dłoni zgarniając kosmyk włosów za ucho, bo uciekł z ciasno spiętego koka. Zsunęła z ramion fartuch, odwieszając go na haczyku i sama zajęła miejsce za biurkiem, podnosząc z niego różdżkę. Machnęła w stronę nieboszczki, a czarny worek utrzymujący właściwą temperaturę zakrył trupa. Podniosła na niego spojrzenie spod oszukanych, czarnych rzęs. - Masz ochotę na kawę lub herbatę?
A następnie otworzyła szufladę, wyjmując teczkę z odpowiednim nazwiskiem, aby dopisać swoje spostrzeżenia na temat serca oraz jego wagę do raportu. Miała podzielność uwagi, niezapowiedziany gość nie musiał wcale stanowić przeszkody w pracy. Cynthia była z natury chłodną kobietą o naturalnym, pozbawionym uśmiechu wyrazie twarzy i zaraz on do niej wracał, gdy tylko przestawała się starać.
- Dzień dobry, Perseusie. - zaczęła równie łagodnie, odszukując jego ciemnych oczu tak, aby stalowy błękit jej własnych wyszedł mu naprzeciw. Lubiła rozmawiać twarzą w twarz, jeśli już jakaś konwersacja zostawała podjęta, chociaż los chciał, że Cyna nie była mistrzynią tak popularnych w Londynie pogawędek. - Obawiam się, że wyszedł. Niewiele się spóźniłeś, raptem piętnaście minut. Czy mogę w czymś pomóc?
Zapytała uprzejmie i jeszcze kilka sekund utrzymywała kontakt wzrokowy, zanim dotarła do wcześniej wyznaczonego sobie celu, jakim był zlew. Umyła dłonie, przetarła o ciemny ręcznik i znów odwróciła się w jego stronę, poświęcając mu uwagę. Ona absolutnie na jego dłoń uwagi nie zwróciła, bo nie w głowie były jej romanse i przeżycia natury intymnej. Pozostawała raczej kobietą nieufną, oddaną swojej pracy, która nie potrzebowała w życiu sensacji dodatkowych, już te fundowane przez Castiela były wystarczające. Ojciec też odpuścił temat jej zamążpójścia, skupiając się w ostatnich miesiącach bardziej na jej bliźniaku. Stanęła naprzeciw niego w rozpiętym fartuchu, spod którego wystawała biała koszula z perłowymi guzikami i spódnica. Cynthia zawsze była pedantyczna, miała absolutną obsesję na temat własnej prezencji. Była też bezczelna i zdystansowana na tyle, aby czasem z aparycji robić użytek. Może nie zniżała się do poziomu pięcia się po szczeblach kariery poprzez odwiedzanie poszczególnych łóżek, ale umiała złapać rękoma to, czego aktualnie chciała. Słuchała go, obserwowała i śledziła jego poczynania ze spokojem i elegancja, nie chcąc mu przerywać.
- Rozumiem. Jeśli masz ochotę, możesz na niego zaczekać. - zaczęła, wskazując dłonią na jeden z foteli, który stał nieopodal stojącego w rogu biurka, a następnie zerknęła pod biały rękaw fartucha, wprost na tarczę zegarka. - Powinien wrócić niebawem, może trzydzieści minut?
Wiedziała, że jej współpracownik go lubił i warto było czasem poświęcić odrobinę czasu na uzyskanie tych maleńkich plusów, które mogłyby pozytywnie wpłynąć na rozwój jej kariery. Wyprostowała rękę, ruchem dłoni zgarniając kosmyk włosów za ucho, bo uciekł z ciasno spiętego koka. Zsunęła z ramion fartuch, odwieszając go na haczyku i sama zajęła miejsce za biurkiem, podnosząc z niego różdżkę. Machnęła w stronę nieboszczki, a czarny worek utrzymujący właściwą temperaturę zakrył trupa. Podniosła na niego spojrzenie spod oszukanych, czarnych rzęs. - Masz ochotę na kawę lub herbatę?
A następnie otworzyła szufladę, wyjmując teczkę z odpowiednim nazwiskiem, aby dopisać swoje spostrzeżenia na temat serca oraz jego wagę do raportu. Miała podzielność uwagi, niezapowiedziany gość nie musiał wcale stanowić przeszkody w pracy. Cynthia była z natury chłodną kobietą o naturalnym, pozbawionym uśmiechu wyrazie twarzy i zaraz on do niej wracał, gdy tylko przestawała się starać.