17.02.2023, 03:34 ✶
Cynthia niewiele wytykała swój nos poza prosektorium. Nie angażowała się w politykę, nie chciała wybierać, dopóki nie było to konieczne. Miała swoje życie i swoje sprawy, może trochę martwe i samotne, ale własne, a przede wszystkim dające poczucie pełnej kontroli, a co z tym szło — bezpieczeństwa. Zawsze uznawała przemoc oraz wyciągnięcie różdżki za metodę ostateczną do osiągnięcia celu, taką do wykorzystania, dopiero gdy dialog lub lżejsze formy negocjacji zawiodły.
Nie chodziło o to, że życzyła źle Charłakom, że nie zasługiwali na dobre traktowanie. Tylko czy w trwających, tak niespokojnych miesiącach ten marsz był potrzebny? Czy potrzeba było wydarzenia, do którego wystarczyła tylko iskra, aby zakłócić porządek i bezpieczeństwo? Aby wzajemnie się ranić? Nie szkoda było im na to czasu, który przecież mogli znacznie lepiej wykorzystać? Były inne formy walki, wychodzenie na ulice nie było teraz rozsądne. Jako przedstawicielka rodziny widniejącej w skorowidzu czystej krwi wiedziała, o czym mówiono na przyjęciach, jakie konserwatywne i stare prawdy jawiły się na ustach coraz to młodszych przedstawicieli szlachetnych nazwisk.
I tak oto los splótł ich ze sobą w sytuację, która chyba nie była na rękę zarówno Cynthii, jak i Theonowi. Nie sądziła, że go tu spotka, chociaż zdawała sobie sprawę, z jakiej rodziny mężczyzna pochodził.
Na jego odpowiedź brew jej drgnęła, cień rozbawienia przemknął przez chłodne oblicze. Zawsze w jakiś sposób umieli się ze sobą porozumieć, chociaż niekiedy ich konwersacje mogły wydawać się wstępem do kuchni dla przypadkowego obserwatora. Pewnie dlatego, że jasnowłosa miała w naturze coś, co prowokowało i chociaż była chłodna, niedostępna i źle nastawiona do ludzi, to jednak rzucała nieme wyzwania. Była dumna, przez co czasem nawet zerkała na innych z góry. To akurat nie było zabiegiem celowym. Tak więc jej oczy przesunęły się po jego sylwetce i twarzy, gdy kucnęła, aby pozbyć się rozcięcia na policzku. Odziana w rękawiczkę dłoń delikatnie, aczkolwiek stanowczo unosiła jego podbródek. Trochę bezwstydnie.
- Naprawdę Yaxley. - odparła w końcu z delikatnym wzruszeniem ramion, opuszczając różdżkę. Powędrowała za jego wzrokiem, za słowami. Ręka wyglądała źle i od razu zauważyła, że będzie konieczne trudniejsze, całodobowe leczenie niż kilka prostych zaklęć. Mogła mu pomóc? Owszem, na wiele sposobów. Była w stanie dostać się z nim do Munga bez większych kolejek, mogła również zabrać go do siebie i przygotować odpowiedni roztwór bez wścibskich oczu. Co chciała zrobić? Nie była pewna. W milczeniu tkwiła dłuższą chwilę, wpatrując się w dłoń mężczyzny. - Zniknęły.
Dokończyła jego wypowiedź, splątując ręce pod biustem. Rozejrzała się dookoła, kolejka oczekujących na pomoc była spora, a wszędzie kręcili się aurorzy, zbierali chyba zeznania lub poszukali potencjalnej ofiary do aresztu. - Będzie Ci łatwiej, jak odpowiednio ułożymy rękę i skorzystam z usztywnienia, ale kości nie przywróci Ci żaden czar. Musisz dostać eliksir, co niestety, ale sprawia, że będziesz potrzebował przynajmniej doby, aby powrócić do normalnego funkcjonowania. I nie będzie to przyjemne Theon.
Wyjaśniła mu nieco żywszym niż zwykle tonem, bo zawsze, gdy poruszała się w wątku pracy, eliksirów lub uzdrawiania wykazywała większy entuzjazm. Niewygodnie było jej kucać, więc ruchem magicznego patyka przyzwała jeden z przewróconych stołków, podwijając zaraz rękawy swojej koszuli. Włosy miała spięte ciasno, żaden kosmyk nie zdołał jeszcze uciec.
Nie chodziło o to, że życzyła źle Charłakom, że nie zasługiwali na dobre traktowanie. Tylko czy w trwających, tak niespokojnych miesiącach ten marsz był potrzebny? Czy potrzeba było wydarzenia, do którego wystarczyła tylko iskra, aby zakłócić porządek i bezpieczeństwo? Aby wzajemnie się ranić? Nie szkoda było im na to czasu, który przecież mogli znacznie lepiej wykorzystać? Były inne formy walki, wychodzenie na ulice nie było teraz rozsądne. Jako przedstawicielka rodziny widniejącej w skorowidzu czystej krwi wiedziała, o czym mówiono na przyjęciach, jakie konserwatywne i stare prawdy jawiły się na ustach coraz to młodszych przedstawicieli szlachetnych nazwisk.
I tak oto los splótł ich ze sobą w sytuację, która chyba nie była na rękę zarówno Cynthii, jak i Theonowi. Nie sądziła, że go tu spotka, chociaż zdawała sobie sprawę, z jakiej rodziny mężczyzna pochodził.
Na jego odpowiedź brew jej drgnęła, cień rozbawienia przemknął przez chłodne oblicze. Zawsze w jakiś sposób umieli się ze sobą porozumieć, chociaż niekiedy ich konwersacje mogły wydawać się wstępem do kuchni dla przypadkowego obserwatora. Pewnie dlatego, że jasnowłosa miała w naturze coś, co prowokowało i chociaż była chłodna, niedostępna i źle nastawiona do ludzi, to jednak rzucała nieme wyzwania. Była dumna, przez co czasem nawet zerkała na innych z góry. To akurat nie było zabiegiem celowym. Tak więc jej oczy przesunęły się po jego sylwetce i twarzy, gdy kucnęła, aby pozbyć się rozcięcia na policzku. Odziana w rękawiczkę dłoń delikatnie, aczkolwiek stanowczo unosiła jego podbródek. Trochę bezwstydnie.
- Naprawdę Yaxley. - odparła w końcu z delikatnym wzruszeniem ramion, opuszczając różdżkę. Powędrowała za jego wzrokiem, za słowami. Ręka wyglądała źle i od razu zauważyła, że będzie konieczne trudniejsze, całodobowe leczenie niż kilka prostych zaklęć. Mogła mu pomóc? Owszem, na wiele sposobów. Była w stanie dostać się z nim do Munga bez większych kolejek, mogła również zabrać go do siebie i przygotować odpowiedni roztwór bez wścibskich oczu. Co chciała zrobić? Nie była pewna. W milczeniu tkwiła dłuższą chwilę, wpatrując się w dłoń mężczyzny. - Zniknęły.
Dokończyła jego wypowiedź, splątując ręce pod biustem. Rozejrzała się dookoła, kolejka oczekujących na pomoc była spora, a wszędzie kręcili się aurorzy, zbierali chyba zeznania lub poszukali potencjalnej ofiary do aresztu. - Będzie Ci łatwiej, jak odpowiednio ułożymy rękę i skorzystam z usztywnienia, ale kości nie przywróci Ci żaden czar. Musisz dostać eliksir, co niestety, ale sprawia, że będziesz potrzebował przynajmniej doby, aby powrócić do normalnego funkcjonowania. I nie będzie to przyjemne Theon.
Wyjaśniła mu nieco żywszym niż zwykle tonem, bo zawsze, gdy poruszała się w wątku pracy, eliksirów lub uzdrawiania wykazywała większy entuzjazm. Niewygodnie było jej kucać, więc ruchem magicznego patyka przyzwała jeden z przewróconych stołków, podwijając zaraz rękawy swojej koszuli. Włosy miała spięte ciasno, żaden kosmyk nie zdołał jeszcze uciec.