Kiedy przez jeszcze dłuższą (w jego odczuciu) chwilę nikt nie wychodził z tego cholernego pubu, Dacre był coraz bardziej zestresowany. Nie mieściło mu się w głowie, że jego przyjaciel mógłby nie żyć - to było zupełnie niepojęte, nie do wyobrażenia, nie do przyjęcia. To nie mogło się wydarzyć. Mimo to ta cisza, ta pustka, gdy on nie wychodził, zdawała się wampirowi wiecznością, przepełnioną bólem, przerażeniem, rozpaczą, błaganiem... głównie błaganiem - by to nie była prawda, byleby nie okazało się, że jego już nie ma. On musiał żyć. Musiał!
Gdy więc wytoczył się ze środka, Dacre odetchnął z ulgą, podbiegając do niego, żeby go przytrzymać i jednocześnie przytulić do siebie mocno. Trzymał go rozpaczliwie, jakby miał go już nigdy więcej nie zobaczyć - bo w pewnym momencie jednak wystraszył się, że wszystko na nic, że za późno przybył, że już nie zobaczy przyjaciela. Że to wszystko skończone. Że już nie ma dla kogo istnieć.
- Za cholerę nie wiem, o czym mówisz - powiedział łamiącym się głosem, patrząc mu w oczy po tym, jak Ozzy odsunął się od niego i ujął jego twarz w dłonie - ale nie masz pojęcia, jak bardzo cieszę się, że żyjesz. Nie mógłbym być bez ciebie, jesteś dla mnie najważniejszy.
Zapewne rodzina by się oburzyła, gdyby słyszała te słowa, ale Dacre teraz nie zastanawiał się nad tym, co gada, tylko mówił to, co dyktowało mu jego serce - nieważne, że martwe. Naprawdę był przerażony tym, co się działo i martwił się o przyjaciela; najważniejsze było dla niego życie wilkołaka, a wszystko inne było zepchnięte na dalszy plan. To nie to, że nie martwił się o losy członków rodziny, ale prawda była taka, że z nimi nie był tak silnie związany, jak z Osirisem, więc ich bezpieczeństwo było dla niego na drugim miejscu.
- Nie wiem, co się dzieje, ale to na pewno nie jest nic naturalnego - powiedział, nieco bardziej odsuwając się od Ozzy'ego po tym, jak tulił go jak najcenniejszy skarb przez cały czas, póki Lupin sam nie postanowił się od niego oderwać - Pożar objął chyba cały Londyn, bo w Bloomsbury jest to samo. Nie wierzę, że płoną tylko te dwie dzielnice: czarodziejski Londyn i Bloomsbury, to musi być coś większego. Coś jest nie tak, tylko nie wiem jeszcze, co.
Nie zauważył jeszcze Mrocznych Znaków, widniejących na niebie nad miastem: nie interesował się tym, co dzieje się na niebie, a poza tym dym był za gęsty.
@Osiris Lupin