Początkowo nie dotarło do niego, że Osiris jakby się "zawiesił" po tym, jak usłyszał, że jest najważniejszy dla Dacre - dla wampira to też były wiele znaczące słowa, bo były z głębi jego serca i teraz wyrwały się w obliczu zagrożenia, trochę poza jego świadomością. Były najczystszą prawdą, wypowiedzianą trochę ze względu na to, że przecież mogło się zdarzyć, że faktycznie Ozzy zginął w tym pożarze. Cholera, na pewno dużo ludzi poumierało przez te płomienie! A Dacre nie wybaczyłby sobie, gdyby nie powiedział mu, jak bardzo jest ważny w życiu wampira. Oczywiście sądził, że wilkołak i tak o tym wie, ale co innego to wiedzieć, a zupełnie co innego - usłyszeć.
Dopiero po chwili zorientował się, że ma palce mężczyzny na policzku i że przesuwają się one w dół, na jego szyję. Zamrugał i popatrzył na Ozzy'ego nieco zaskoczony; spojrzał w te jego błyszczące miłością oczy i uśmiechnął się niepewnie - trochę wystraszony, a trochę szczęśliwy. W jego własnych oczach odbijały się płomienie, gdy na moment sam zamarł, nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć na to wyznanie: było teoretycznie takie samo, jak jego własne... Dobrze, prawdę mówiąc, było dokładnie takie samo, tylko Dacre nie bardzo mógł mówić takie rzeczy. Nie mógł czuć takich rzeczy. Jego wyznanie w teorii było wyznaniem przyjaciela do przyjaciela (w praktyce było czymś więcej, ale wampir sam nie do końca zdawał sobie z tego sprawę); a słowa Osirisa były wyznaniem kogoś, kto kocha.
Przytulił w końcu Lupina mocno, obejmując znów w taki sposób, jakby chciał go chronić przed całym złem tego świata.
- Nie wiem, czy damy radę przejechać przez ten ogień - powiedział, patrząc niepewnie na to wszystko, co się wokół działo. Wielu czarodziejów wyczarowywało wodę ze swoich różdżek, część próbowała rozproszyć zaklęty ogień przeciwzaklęciami, inni próbowali innej magii... Pub Osirisa też płonął, ale zdawał się nie zajmować ogniem w całości, a jedynie częściowo - jakby płomienie nie zamierzały za bardzo uszkodzić tego budynku, a jedynie trochę, odrobinkę. Tak, żeby zaznaczyć swoją obecność - Wszystko płonie, ten ogień jest... przerażający.
Głos mu się nieznacznie łamał, gdy patrzył na to wszystko. Nie bardzo wiedział, co robić, za co się wziąć: czy rzeczywiście jechać do domu i patrzyć, co się tam działo, czy raczej zostać tu i pomagać ludziom, bo to mógł bezpiecznie zrobić, bez żadnych głupich oskarżeń o czary w obecności mugoli. Tu miał jakąkolwiek sprawczość, tutaj mógł... przynajmniej nie czuć się bezużyteczny w obliczu tragedii. Z drugiej strony ich dobytek też z pewnością płonął i trzeba było go ratować - o ile jeszcze zostało coś do ratowania.
- Przede wszystkim... - zaczął i odsunął się trochę od przyjaciela, zaczynając przeszukiwać swoje kieszenie, żałując teraz, że oddał tamtej kobiecie jej ubrania, bo teraz by się przydały. W reszcie zdjął własną koszulę i owinął nią twarz Osirisa w taki sposób, żeby mógł cokolwiek widzieć, ale żeby oddychał przez materiał. Oblał też ich obu wodą wyczarowaną z różdżki, żeby ogniowi ciężej było ich obu dosięgnąć - Zapomniałem, że ty musisz oddychać i że z pewnością nie jest ci łatwo w tym całym dymie.
Na pieczenie oczu niestety nie mógł nic poradzić, ale trudno się mówi: to musieli jakoś przeżyć.
- Też wolę się nie rozdzielać - wymamrotał, w końcu odsuwając się od przyjaciela na tyle, że już się nie tulili. Rozejrzał się znowu, zastanawiając, co dalej robić. Zauważył jakąś postać, wybiegającą z budynku nieopodal - ten człowiek płonął. Dacre nawet nie wiedział, kto to, ale nie liczyło się to dla niego w tym momencie szczególnie - to był jeden z czarodziei... ważne było tylko, czy miał krew mugolską, czy był półkrwi lub czystej. Miał ochotę skierować różdżkę w stronę tej osoby, ale się zawahał, zaciskając zęby, kiedy słyszał jej wrzaski. Ostatecznie jednak skupił wszystkie swoje siły i wyczarował strumień wody, kierując go w stronę tej osoby - która teraz padła już na ziemię i tarzała się po niej w agonii. Strumień wody ugasił powoli - porażająco powoli - tańczące po niej płomienie, ale postać przestawała się ruszać. Po ugaszeniu ognia postać leżała nieruchomo na ziemi, częściowo zwęglona; ciężko było stwierdzić, czy żyje.
@Osiris Lupin