Wampir jeszcze przez chwilę (wciąż: wydającą się wiecznością, kiedy brało się w tym wszystkim udział, ale w rzeczywistości to były chwilę - wszystko to razem wydarzyło się w ciągu najwyżej kilku minut) stał jak zamurowany i patrzył na leżącą na chodniku postać. Dopiero głos Osirisa wyrwał go z tego otępienia wywołanego szokiem.
- Co...? - popatrzył na przyjaciela półprzytomnie, a później znów spojrzał na tamtego człowieka - Nie wiem. Możliwe. Tak czy inaczej nie jestem w stanie mu bardziej pomóc.
Taka też była prawda: nie mógł nic więcej zrobić, bo nie znał się na uzdrawianiu, nie miał ze sobą eliksirów, nie mógł nawet odciągnąć tej osoby w bezpieczne miejsce. Jedyne, co mógł dla niej zrobić, to ugasić ten ogień, ale tu wszędzie było niebezpiecznie i upiornie gorąco.
- Chodź, faktycznie trzeba się stąd wydostać i sprawdzić nasze domy.
Pociągnął przyjaciela za rękaw w stronę Pokątnej, żeby stamtąd jakoś przedostać się do dzielnic, w których mieli swoje mieszkania. Nie bardzo wiedział, jak to zrobić - czy jazda na motocyklu była w ogóle możliwa w tych warunkach? Chyba nie bardzo, ale zdawało się, że nie mają innego wyboru. Mało prawdopodobne, żeby Sieć Fiuu działała - zresztą nawet jeśli, to przecież nie było gwarancji, że przy podróży kominkiem nie trafi się prosto w paszczę smoka, zupełnie dosłownie. Mogli przecież wyskoczyć z kominka wprost w płomienie, co z pewnością nie wyszłoby im na zdrowie.
Dacre chciał pomóc tutaj, chciał móc coś zrobić, ale rzeczywiście bał się o swój dobytek i potrzebował sprawdzić, w jakim stanie są ich domy. Postanowił sobie, że jeśli okaże się, że płoną, to mimo wszystko zacznie je gasić, choćby i na oczach mugoli - Ministerstwo doprawdy nie miało prawa się do tego przyczepić w tych warunkach.