25.08.2025, 17:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.08.2025, 17:53 przez Robert Albert Crouch.)
Robert stoi przy Monie, Morpheusie, Jonathanie, Electrze i Anthonym, ogląda wernisaż. Witam się krótko z Oleandrem. Zagaduje najpierw do Hannibala, potem do Lyssy. Chwalę w narracji ciasta Nory. Wspominam o Philomenie, Aaronie, Lorien, Elliotcie. Patrzę na cegiełki.
Sala bankietowa była środowiskiem zdecydowanie bardziej przyjaznym dla stworzeń Robertopodobnych. Kręcenie się w towarzystwie, zagadywanie socjety, tańce, muzyka i sztuka napełniały Croucha przyjemnym poczuciem przynależności. Uwielbiał przyjęcia wszelkiego rodzaju, szczególnie takie, które przynosiły okazję do obserwacji politycznych adwersarzy lub nawiązania nowych znajomości. W dodatku pierwszym, co zrobił, było podejście do szwedzkiego stołu i nałożenie sobie kilku frykasów na ten wspaniały wieczór. The Globe wynajmowało niezwykłych kucharzy, a w dodatku po skosztowaniu przekąsek wytrawnych, zamierzał się zająć ciastami przygotowanymi przez Norę Figg. Do jego uszu doszły nawet pogłoski o torcie.
Kiedy podszedł do nich Oleander, Robert nie omieszkał uścisnąć serdecznie dłoni dalszemu kuzynowi. Ciekawsze, że do tego Croucha było mu dalej niż do stojących obok Selwynów. Niestety również i pod kątem spojrzenia na świat. Cóż, tego wieczoru panowało zawieszenie broni. Przynajmniej na samym początku bankietu. Swoją drogą, Robert pomyślał o Philomenie. Z nią również wypadało się przywitać, choć bez specjalnej przyjemności. Chciał też pogadać z Elliotem i Moodym. To drugie było trudniejsze, skoro nie miał ochoty na przekomarzanie się z Lorien.
– Gratuluję ci serdecznie, drogi kuzynie. Muzyka była fenomenalna – uśmiechnął się po Robertowemu - tak profesjonalnie, że nie wiadomo do końca, było, czy szczerze, czy nie. Sam Robert tego nie wiedział. Za często przybierał ten wyraz twarzy. Stało się to już instynktowne.
Podobnież pogratulował Hannibalowi i Mathildzie. Zachichotał również (już teraz całkiem szczerze, gdy usłyszał o starej Mulciber). Położył jednak dłoń na piersi kuzyna, jakby chcąc go zatrzymać w jego zapędach do zachodzenia za skórę najgroźniejszym osobistościom na sali. Lepiej było nie znosić ich w kuluarach, walczyć z nimi tak, by się przy tym nie zranić. Albo zostawić walkę politykom, którzy mieli znacznie grubszą skórę i lepsze strategie.
– Będę pamiętał. Jeszcze raz serdecznie ci gratuluję – uśmiechnął się do Hannibala i podążył za nim wzrokiem, gdy ten odchodził.
Później podeszła do nich Lyssa, kolejna przedstawicielka artystycznej młodzieży. Robert uśmiechnął się również i do niej.
– Nazywam się Robert Crouch, panienko Dolohov. A to moja kuzynka, Mona Rowle. Właśnie zachwycamy się panienki obrazami – rzekł z wyczuwalnym w głosie podziwem. – Nie mogę się nacieszyć tym, jaki utalentowane i nowatorskie jest wasze pokolenie. W tych obrazach widać nadzieję na przyszłość.
Rzucił też okiem na makietę z cegiełek. Sam już swoją wpłacił, dbając by kilku odpowiednich fotografów akurat było w pobliżu. Należało w tych trudnych czasach szczególnie dbać o wizerunek, szczególnie, jak w Ministerstwie prowadziło się działania w celu naprawy skutków Spalonej Nocy.
Percepcja (◉◉○○○) na zobaczenie, ile cegiełek jest na makiecie
Rzut N 1d100 - 20
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Nici: przyjaźń (rodzinna, opiekuńcza)