• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[8.09.72] Just do what I say and I'll love you

[8.09.72] Just do what I say and I'll love you
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#6
25.08.2025, 22:58  ✶  
Nie było dźwięku. Nie było błysku światła. Było tylko ciche, ostateczne zerwanie. W jednej chwili serce młodego brygadzisty biło w panicznym rytmie, a w następnej… była już tylko cisza. Pusta, głucha cisza w miejscu, gdzie przed sekundą było życie. Cynthia, ze swoją mroczną wiedzą, poczuła to, jak pęknięcie niewidzialnej, srebrnej nici. To było czyste. Bezkrwawa egzekucja, precyzyjna jak cięcie skalpela. I było to najohydniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiła. Wybór, który jej podarował nie był tak naprawdę żadnym wyborem, bo mniejsze zło wciąż było złem. Oszczędziła mu bólu i tortur, oszczędziła krzyków oraz cierpienia, pozwalając mu umrzeć łagodnie, w towarzystwie najważniejszych dla niego wspomnień, zamknęła go w bańce, z której stopniowo ulatywało powietrze. Gdy odsunęła dłoń od jego piersi, a jej palce, choć niesplamione krwią, zdawały się palić ją żywym ogniem. Spojrzała na nie, jakby należały do kogoś innego. To nie były dłonie uzdrowicielki, nie były to nawet dłonie koronera. To były dłonie morderczyni.
Głos Śmierciożercy, pełen szczerego, perwersyjnego podziwu, dotarł do niej jak zza grubej, szklanej ściany. „To było piękne. Naprawdę piękne.” Piękne. To słowo uderzyło w nią tak, jakby fizycznie oberwała z pięści, wywołując skręt żołądka. Podniosła powoli wzrok, a jej umysł, w akcie desperackiej samoobrony, zaczął się wyłączać. Dźwięki stawały się przytłumione, kolory traciły na intensywności. Został tylko on, Louvain, uśmiechający się promiennie, jakby właśnie obejrzał wspaniałe przedstawienie. Nie mogła tego objąć rozumem, chyba dlatego, że nigdy nie chciała przecież nikomu zrobić najgorszej z możliwych krzywd, nie była taką osobą. Iskra przerażenia plątała się jednak z maleńką fascynacją tym, co umożliwiała jej nekromancja. A może robiła już coś podobnego wcześniej, tylko o tym nie pamiętała? Obserwowała, jak składa dłonie do bezdźwięcznych oklasków. Patrzyła, jak jej milczenie i pustka w oczach podsycają jego fascynację. Czuła się jak okaz w gabinecie osobliwości, lalka, marionetka, która zrobiła to, czego dokładnie sobie życzył przez to, w jakiej sytuacji ją postawił. Przez krótką chwilę nawet chciała go zapytać, co według niego było pięknego w odbieraniu komuś życia, ale żaden dźwięk nie mógł wydobyć się spomiędzy jej warg, jedynie nimi poruszyła, starając się po prostu nie spoglądać na leżącego bezwładnie mężczyznę i na swoje ręce. Może faktycznie coś było? Maska była chłodna pomimo tego, jak gorąco było dookoła nich, a szkarłatna smuga pozostawiona na metalu podkreślała tylko jej surowość i groteskowe piękno. Przesunęła po niej spojrzeniem, jakby chciała zapamiętać każdy szczegół, chociaż tak naprawdę próbowała poradzić sobie z tym, co działo się wewnątrz niej. Wyłączenie było niegdyś najłatwiejszą dla niej drogą, ale teraz nic nie było już tak proste. Pojedyncze myśli, emocje, przebijały się przez taflę, pozwalając jej dostrzec inne kolory. Nie była tylko pewna, czy je lubi.
- Może okazać się, że masz rację. - odparła w końcu, pokonując suchość w ustach i podnosząc na niego wciąż puste spojrzenie, ale nie obdarzyła go żadnym uśmiechem. Kolejny raz obróciła przedmiotem w dłoni, zanim skierowała go w stronę właściciela. Popychał ją na drogę, która do takiej maski prowadziła, podobnie zresztą do widma Azkabanu. Wyprostowała głowę, gdy maska ustawiona przez Louvaina miała zakryć jej twarz, jakby zastanawiała się, czy faktycznie by pasowała – to jednak nie było to, teraz było jej po prostu obojętne. Dotarło do niej, jak szybko biło jej wcześniej serce, kołatało się w panice, a jednak nawet nie drgnęły jej palce. Może była taka jak oni wszyscy, tylko nie chciała tego widzieć? Żołądek kolejny raz się skręcił, a ona musiała zacisnąć usta i wstrzymać powietrze, kierując myśli w stronę tego, co dzisiejszego wieczora miała do zrobienia. Jego szept, jego komplement na temat jej chłodu, dotarł do niej, ale nie zarejestrowała go w pełni. Była zbyt daleko.
Zaskoczeniem – kolejnym zresztą, był wyraz jego twarzy. Zupełnie zapomniała, że ta umiała przybrać tak łagodne, opiekuńcze wręcz oblicze i odrobinę zbiło ją to z tropu. Nie miała pojęcia, dokąd zawędrowała jego fantazja. Gdy jego dłonie objęły jej szyję, a kciuki pogładziły policzki, nie drgnęła. Nie cofnęła się. Nie oddychała. Zamknął jej twarz w dłoniach, chłodnymi palcami hacząc o rozgrzaną skórę jej buzi, a potem zmniejszył odległość na tyle, że równie gorący oddech rozlał się na jej ustach. Uwolniło to frustrację, zmęczenie, złość, fascynację – wszystkie te rzeczy, które nie były rozsądne tego wieczoru. Uniosła dłonie, zaciskając palce na jego szacie, kurczowo trzymając materiał tak, jakby mogła w ten sposób zrobić mu krzywdę, zaprotestować przeciwko temu, do czego ją zmusił. Była kobietą dumną i nauczoną tego, żeby radzić sobie samej, dzięki czemu nie roztrzaskała się przez ten czuły gest na setki kawałków i nic nie zwilżyło jej oczu czy policzków. Chaos i czas na chwilę się zatrzymał. Trzymała głowę wysoko, powieki mając zaciśnięte, zmuszając Louvaina, aby zrobił krok do tyłu, jeśli ów atak z zaskoczenia odniósł skutek, a jeśli nie, tylko mocniej przylgnęła do jego ciała. Kilka sekund później przygryzła dolną wargę mężczyzny nieco mocniej, niż powinna i odsunęła się, obdarzając go krótkim spojrzeniem, zanim wspięła się na palce. Tym razem to jej oddech rozlał się po jego skórze, pieszcząc ucho i szyję. Mruknęła w zastanowieniu, nim się odezwała, jakby kluczowy był wybór odpowiednich słów. - Czasem, żeby dostać to, czego chcemy, trzeba zapłacić naprawdę wysoką cenę.
Tylko czy zawsze było warto? Nie znała odpowiedzi.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (3517), Louvain Lestrange (3192)




Wiadomości w tym wątku
[8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Louvain Lestrange - 08.06.2025, 15:12
RE: [8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Cynthia Flint - 08.06.2025, 21:26
RE: [8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Louvain Lestrange - 17.07.2025, 21:00
RE: [8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Cynthia Flint - 30.07.2025, 21:24
RE: [8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Louvain Lestrange - 11.08.2025, 00:12
RE: [8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Cynthia Flint - 25.08.2025, 22:58
RE: [8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Louvain Lestrange - 05.10.2025, 17:31

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa