Postać Merlina była już przerobiona na każdy możliwy format. Śmiało można było strzelać, że to najczęściej interpretowana postać w całej magicznej kulturze masowej. Przynajmniej w na terenie Wielkiej Brytanii. Ciężko było tutaj odnaleźć coś nowego i postawić staruszka w nowym świetle. Zapewne dlatego Selwyn musiał momentami eksperymentować, a z eksperymentami była różnie. Raz lepiej, a czasami gorzej.
- Klasyczna dychotomia. Odtwórcze i bez smaku. - odpowiedział Cynthi, nawet nie starając się ukrywać swojej irytacji przeplatanej z zawodem. Chociaż nie było to powiedziane wprost, ale z jakiegoś wymuszonego powodu, zdaniem Louvaina droga Ambicji do potęgi była odgórnie naznaczona ciężarem tego co niewłaściwie, złe i mroczne. Albo przynajmniej stwarzano wrażenie, że droga ku potędze musi odbywać się kosztem dobra. Okropne spłycanie tematu. I dobrze wiedział o czym mówił, zwłaszcza kiedy odsuwał krzesło, przepuszczał w drzwiach i podawał rękę na schodach swojej wybitnej nekromentce. Nie odpuszczał swojej blond partnerki nawet na dwa kroki, nieustanie trzymając rękę na jej plecach.
- Lubię szkołę Stanisławskiego, ale akurat ten bicz? Odrobinę przerost formy nad treścią. Rosyjski system przeżywania, a nie wyłącznie odgrywania dodawał wiele smaku i zdecydowanie poszerzał sceniczny wokabularz. Jednak musiał być apropo, a ten tutaj pojawił się chyba bardziej, żeby szokować niżeli co innego. Jednak nie sposób odmówić, że faktycznie zadziałało. Patrzenie z loży, tam z góry, na fizyczne obrażenie i jaki wywołał on strach w pierwszych rzędach skutecznie pobudził synapsy Louvaina. Nie spodziewał doświadczyć się tego typu brutalności akurat tutaj, ale nawet taka wpadała w jego gusta podłości. Leniwym wzrokiem spojrzał w kierunku prac Lyssy, które niewątpliwie musiały być w pewien sposób zaczarowane. Nie uwierzyłby, że pyskata trajkotka nie wykorzysta okazji, żeby przemycić coś od siebie. Coś od czego mało odporny widz, może ulec artystycznym wpływom fuczki i doznać jakiegoś wewnętrznego wstrząsu. I dobrze zgadywał, bo przechodząc obok czuł magiczne wibracje, a oklumencka nadwrażliwość na wpływy z zewnątrz nie oszukiwały go. Jednak nie przyglądał się plakatom zdecydowanie dłużej żeby wejść z nimi w interakcję. Może później. Jednak z wielką obojętnością przeszedł obok zbiórki i tych wszystkich cegiełek. Był sceptyczny do przekazywania w ręce Salwynów pieniędzy jeszcze przed wydarzeniem, a po obejrzeniu sztuki był już zdecydowany, że nie zasługują nawet na jego jednego złamanego knuta.
- Magiczny, niemagiczny, ważne żeby niszczył. Zaśmiał się, a potem spojrzał raczej w stronę swoich chłopaków z sarkastycznym uśmieszkiem, licząc, że docenią jego wyrafinowany humorek. Jednocześnie skinieniem głowy zasugerował całej paczce, że skoro już się tutaj przy barze znaleźli można sobie na coś pozwolić. Wątpił, żeby ktoś pokusił się na taką frywolność wnosząc tu magiczne drinki, dostojność dzisiejszego wieczoru raczej nie pozwalała na takie figle. Ale gdyby były to i siłą wlałby Atreusowi kilka do mordy, żeby zobaczyć jak znowu przemienia się w włochatego gryzonia.