27.08.2025, 20:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.08.2025, 20:48 przez Woody Tarpaulin.)
Za dużo spraw kryminalnych prowadził w życiu detektyw Longbottom, żeby nie mieć obcykane, jaki ślad może człowieka zdradzić. Chuj wie, z kim się Wiwerniarz kuma po kątach, a krew to krew, ślad to ślad — jakby go ktoś chciał odczytać, to odczyta, ot co. Wtedy prosta droga do Rejwachu.
— Widać, że ci są, moja panno, obce dobre praktyki pracy na miejscu zdarzenia i nie wiesz, na czym więksi od ciebie wpadali. — Nie przepuścił jej tej sesji zrzędzenia i już na usta cisnęła mu się jakaś mądrość policyjna, lecz nie było po temu czasu. — Pod choinkę w tym roku będzie egzemplarz biblii kryminalistycznej — zawyrokował tylko łaskawie.
Zmierzył Lewisa niezadowolonym spojrzeniem za tę pyskóweczkę. Z każdej strony ataki, jak żyć w tym domu.
— Żeśmy zrobili, co mogli, żeby się do ciebie poziomem dopasować.
Mimo to w skupieniu pokiwał głową, gdy McKinnon wyznaczył im limit czasowy na figle. Było to bardzo rozsądne… o ile wszystko poszłoby dobrze. Woody nie musiał być mistrzem sztuki mechanizmów, aby zorientować się, że pierdolona wiwerna na witrynie, która rozdziawiła paszczę i jazgotała wniebogłosy, oznacza, że mają przejebane.
Psiakrew.
— Pół godziny, ta?! — zaironizował, po czym zaklął siarczyście, zamaszyście podnosząc przyniesioną z Rejwachu skrzynię z duchami. — Pierdolę to. Powiedziałem, że Wiwern będzie nawiedzony, to będzie.
Wlazł tam do środka, mimo skrzeczącej Wierny i zerwanej linki, ledwo drzwi odpuściły. Długimi susami przelazł przez zaplecze — czy to samo, na którym kilka dni później miała być więziona kobieta? — nie oglądając się na nic. Prosto na główną salę pubu. Teraz pozostawało mieć nadzieję, że duchy od Ambrosii były dokładnie takie, jak miały być: wstrętne, głośne kurwiska przyklejone do miejsca, w którym się je rozpuści.
Woody wziął pierwszą lepszą butelkę nabitą duchem i cisnął ją pod sam kontuar — tak, żeby wiwerniarza łeb bolał co zmianę od opętańczych wrzasków, a klienci nie czuli się za dobrze, zamawiając coś przy ladzie.
rzucam AF na rzut duchem
Butelka poszła w mak w idealnym miejscu, a nad podłogą zaczęła się formować powoli obiecująca, półprzezroczysta, pokraczna sylwetka.
— Widać, że ci są, moja panno, obce dobre praktyki pracy na miejscu zdarzenia i nie wiesz, na czym więksi od ciebie wpadali. — Nie przepuścił jej tej sesji zrzędzenia i już na usta cisnęła mu się jakaś mądrość policyjna, lecz nie było po temu czasu. — Pod choinkę w tym roku będzie egzemplarz biblii kryminalistycznej — zawyrokował tylko łaskawie.
Zmierzył Lewisa niezadowolonym spojrzeniem za tę pyskóweczkę. Z każdej strony ataki, jak żyć w tym domu.
— Żeśmy zrobili, co mogli, żeby się do ciebie poziomem dopasować.
Mimo to w skupieniu pokiwał głową, gdy McKinnon wyznaczył im limit czasowy na figle. Było to bardzo rozsądne… o ile wszystko poszłoby dobrze. Woody nie musiał być mistrzem sztuki mechanizmów, aby zorientować się, że pierdolona wiwerna na witrynie, która rozdziawiła paszczę i jazgotała wniebogłosy, oznacza, że mają przejebane.
Psiakrew.
— Pół godziny, ta?! — zaironizował, po czym zaklął siarczyście, zamaszyście podnosząc przyniesioną z Rejwachu skrzynię z duchami. — Pierdolę to. Powiedziałem, że Wiwern będzie nawiedzony, to będzie.
Wlazł tam do środka, mimo skrzeczącej Wierny i zerwanej linki, ledwo drzwi odpuściły. Długimi susami przelazł przez zaplecze — czy to samo, na którym kilka dni później miała być więziona kobieta? — nie oglądając się na nic. Prosto na główną salę pubu. Teraz pozostawało mieć nadzieję, że duchy od Ambrosii były dokładnie takie, jak miały być: wstrętne, głośne kurwiska przyklejone do miejsca, w którym się je rozpuści.
Woody wziął pierwszą lepszą butelkę nabitą duchem i cisnął ją pod sam kontuar — tak, żeby wiwerniarza łeb bolał co zmianę od opętańczych wrzasków, a klienci nie czuli się za dobrze, zamawiając coś przy ladzie.
rzucam AF na rzut duchem
Rzut Z 1d100 - 95
Sukces!
Sukces!
Butelka poszła w mak w idealnym miejscu, a nad podłogą zaczęła się formować powoli obiecująca, półprzezroczysta, pokraczna sylwetka.
piw0 to moje paliwo