30.08.2025, 22:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.08.2025, 22:51 przez Cynthia Flint.)
Z Lou, Atreusem, Brenną i Caiusem przez część bankietową do baru - w barze.
Sztukę każdy mógł interpretować po swojemu, ale ciężko byłoby nie zgodzić się ze stwierdzeniem Atreusa, że Salazarowi zrobiłoby się chyba słabo. Była to barwna kreacja, aktorzy byli zdolni i dawali z siebie wszystko, ale niezbyt trafiała w jej gusta, pomijając już całkiem kwestię braku skupienia na tyle dużego, aby móc odpowiednio chłonąć przedstawienie. Bardziej poszczególne elementy niż całość. W zamyśleniu wciąż zaczepiała suknie lub owijała na palcu jeden z loków. Nie zamierzała od razu tego wieczoru skreślać. Cieszyła się ze swojego towarzystwa, do którego wracała spojrzeniem.
- Wydaje mi się Atreusie, że był to element, który mógł odrzucić najwięcej osób z widowni. Zupełnie nie pasuje mi to do obrazu Merlina.- przyznała mu rację, posyłając mu krótki uśmiech. Jego słów o oklaskach już nie skomentowała, patrząc na scenę. Gdy zasiadali dookoła ważni goście, a całe wydarzenie miało charytatywny wydźwięk, czego innego się spodziewać? Nawet jeśli byłoby okropnie, wszyscy by klaskali. Bo tak wypadało, bo tego oczekiwała socjeta. Oddechu. I krew plamiąca kosztowe suknie i skrojone fraki lub garnitury, zupełnie temu nie przeszkadzała. Jej wzrok znów powędrował na brunetkę. - Muszę się zgodzić odnośnie do tancerek. Muzyka i układy były chyba dla mnie najlepszym elementem. Najciekawszym.. - w jej głosie pojawiła się nuta entuzjazmu, bo to faktycznie obserwowała. Znała jakieś podstawowe tańce, których wymagano na oficjalnych balach i spotkaniach, ale ta forma sztuki zawsze wydawała się jej wyjątkowo lekka i piękna, podkreślająca to, jak lekko i zwinnie mógł poruszać się człowiek. Odpowiedni strój i wyglądał, jakby latał. - Tak czułam, że nie trafi w Twój gust. - dodała w stronę Lou, odszukując na chwilę spojrzenie onyksowych oczu i kiwnąć głową w podziękowaniu za to, że odsunął jej krzesło. Nie była przyzwyczajona, że trzymał ją tak blisko siebie, dbając o każdy, najmniejszy nawet detal. Był dziś jak prawdziwy gentleman, z którego ramienia skorzystała, kierując się w stronę baru.
- Niezbędne, aby poprawić jakość i wrażenia podczas spektaklu.- odparła z westchnieniem, a nawet drobnym wzruszeniem ramion. Gdyby ona siedziała na pierwszym rzędzie, najpewniej by się przesiadła, zważywszy na bankiet, który miał się odbyć po tym, jak teatr opustoszeje. Może wizja tej sztuki w takiej formie należała do człowieka współczesnego i pełnego reform, na którego większość czarodziejów nie była jeszcze gotowa? Doświadczenie samo w sobie było ciekawe, pomagało dostrzec nowe perspektywy temu, kto się lepiej przyglądał. Gdy loże opustoszały, a zaproszeni goście zaczęli gromadzić się w jednym miejscu, dostrzegła sporo znajomych twarzy, okazjonalnie z kim się witała skinieniem głowy lub drobnym gestem. Zawsze lubiła obserwować otoczenie. Od swojego towarzystwa jednak się nie ruszała, chociaż miała w planach później wpłacić jakąś kwotę na zbiórkę, która była przecież głównym celem tego spotkania. Ludzie będą komentować, kto dołożył galeona, a kto był skąpy.
- Nikt się nie spodziewał, że kapibary zawładną Londynem. Przynajmniej na długo zostanie w pamięci. - stwierdziła, przypominając sobie, jak wiele plotek na ten temat krążyło po Ministerstwie. Odwzajemniła spojrzenie Brenny, chcąc nim przekazać, że dziś nie zamierzała sięgać po alkohol, o ile nie zrobią symbolicznego toastu z szampana i nie będzie do tego zmuszona. Trudno było jednak oczekiwać, że i towarzyszący im Panowie pójdą tą drogą. - Może ja z Brenną zajmiemy miejsca, a wy zadbacie o napoje? - zaproponowała, przenosząc spojrzenie kolejnego po nich, zatrzymując się na Lou. Nie wątpiła, że nie pogardziłby magicznymi trunkami i niespodziankami, które z nich płynęły. Zrobiła dwa kroki w stronę Longbottom, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Ruch głowy sprawił, że włosy kołysały się dookoła jej twarzy, usiłując w całości przemknąć na plecy i opuścić ramiona, co jednak umożliwiała im spinka.
Sztukę każdy mógł interpretować po swojemu, ale ciężko byłoby nie zgodzić się ze stwierdzeniem Atreusa, że Salazarowi zrobiłoby się chyba słabo. Była to barwna kreacja, aktorzy byli zdolni i dawali z siebie wszystko, ale niezbyt trafiała w jej gusta, pomijając już całkiem kwestię braku skupienia na tyle dużego, aby móc odpowiednio chłonąć przedstawienie. Bardziej poszczególne elementy niż całość. W zamyśleniu wciąż zaczepiała suknie lub owijała na palcu jeden z loków. Nie zamierzała od razu tego wieczoru skreślać. Cieszyła się ze swojego towarzystwa, do którego wracała spojrzeniem.
- Wydaje mi się Atreusie, że był to element, który mógł odrzucić najwięcej osób z widowni. Zupełnie nie pasuje mi to do obrazu Merlina.- przyznała mu rację, posyłając mu krótki uśmiech. Jego słów o oklaskach już nie skomentowała, patrząc na scenę. Gdy zasiadali dookoła ważni goście, a całe wydarzenie miało charytatywny wydźwięk, czego innego się spodziewać? Nawet jeśli byłoby okropnie, wszyscy by klaskali. Bo tak wypadało, bo tego oczekiwała socjeta. Oddechu. I krew plamiąca kosztowe suknie i skrojone fraki lub garnitury, zupełnie temu nie przeszkadzała. Jej wzrok znów powędrował na brunetkę. - Muszę się zgodzić odnośnie do tancerek. Muzyka i układy były chyba dla mnie najlepszym elementem. Najciekawszym.. - w jej głosie pojawiła się nuta entuzjazmu, bo to faktycznie obserwowała. Znała jakieś podstawowe tańce, których wymagano na oficjalnych balach i spotkaniach, ale ta forma sztuki zawsze wydawała się jej wyjątkowo lekka i piękna, podkreślająca to, jak lekko i zwinnie mógł poruszać się człowiek. Odpowiedni strój i wyglądał, jakby latał. - Tak czułam, że nie trafi w Twój gust. - dodała w stronę Lou, odszukując na chwilę spojrzenie onyksowych oczu i kiwnąć głową w podziękowaniu za to, że odsunął jej krzesło. Nie była przyzwyczajona, że trzymał ją tak blisko siebie, dbając o każdy, najmniejszy nawet detal. Był dziś jak prawdziwy gentleman, z którego ramienia skorzystała, kierując się w stronę baru.
- Niezbędne, aby poprawić jakość i wrażenia podczas spektaklu.- odparła z westchnieniem, a nawet drobnym wzruszeniem ramion. Gdyby ona siedziała na pierwszym rzędzie, najpewniej by się przesiadła, zważywszy na bankiet, który miał się odbyć po tym, jak teatr opustoszeje. Może wizja tej sztuki w takiej formie należała do człowieka współczesnego i pełnego reform, na którego większość czarodziejów nie była jeszcze gotowa? Doświadczenie samo w sobie było ciekawe, pomagało dostrzec nowe perspektywy temu, kto się lepiej przyglądał. Gdy loże opustoszały, a zaproszeni goście zaczęli gromadzić się w jednym miejscu, dostrzegła sporo znajomych twarzy, okazjonalnie z kim się witała skinieniem głowy lub drobnym gestem. Zawsze lubiła obserwować otoczenie. Od swojego towarzystwa jednak się nie ruszała, chociaż miała w planach później wpłacić jakąś kwotę na zbiórkę, która była przecież głównym celem tego spotkania. Ludzie będą komentować, kto dołożył galeona, a kto był skąpy.
- Nikt się nie spodziewał, że kapibary zawładną Londynem. Przynajmniej na długo zostanie w pamięci. - stwierdziła, przypominając sobie, jak wiele plotek na ten temat krążyło po Ministerstwie. Odwzajemniła spojrzenie Brenny, chcąc nim przekazać, że dziś nie zamierzała sięgać po alkohol, o ile nie zrobią symbolicznego toastu z szampana i nie będzie do tego zmuszona. Trudno było jednak oczekiwać, że i towarzyszący im Panowie pójdą tą drogą. - Może ja z Brenną zajmiemy miejsca, a wy zadbacie o napoje? - zaproponowała, przenosząc spojrzenie kolejnego po nich, zatrzymując się na Lou. Nie wątpiła, że nie pogardziłby magicznymi trunkami i niespodziankami, które z nich płynęły. Zrobiła dwa kroki w stronę Longbottom, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Ruch głowy sprawił, że włosy kołysały się dookoła jej twarzy, usiłując w całości przemknąć na plecy i opuścić ramiona, co jednak umożliwiała im spinka.