03.09.2025, 13:54 ✶
Komuś, kto cieszył się życiem Clemensa Longbottoma, nie przechodziły przez gardło aż tak łatwo słowa, że było w Rejwachu lepiej niż w domu. Ciężko było porównać i zestawić te dwa tak różne światy — Rejwach i Dolinę — nadać im jakieś policzalne oceny. Były zbyt od siebie odległe. Niewątpliwie jednak obskurny pubik na Nokturnie zasłużył sobie na miano domu — czy lepszego, czy gorszego niż dom Longbottomów, srał pies porównywanie. Dom jest dom.
— Nie bolą mnie plecy. Módl się, żeby cię w moim wieku tak nie bolały plecy, jak mnie nie bolą — obruszył się Woody, po czym ziewnął potężnie. Spotkaniom biznesowym o takiej bandyckiej porze powinna towarzyszyć kawa na rozruszanie zaspanego umysłu. Proszę zanotować na przyszłość. — Wiesz, co zawsze powtarzam. Na wszystko znajdzie się na tym świecie zboczeniec — powiedział tonem znawcy, bo jako policjant ze stażem uważał się za eksperta od zwyrodniałych zboczeń. Choć pewnie gdyby porównać rzeczywistość z plotkami o bestiach z półświatka, jakie od czasu do czasu nieoficjalnie krążyły szeptem po Departamencie Prawa, wyszłoby, że funkcjonariusze mają… bardzo bujną wyobraźnię, której wytwory wprawiłyby w osłupienie niejednego zatwardziałego recydywistę. — A gdybym miał szukać zboczeńców zainteresowanych gnijącymi cyckami, szukałbym ich właśnie na Podziemnych Ścieżkach. Zresztą, jak ci się nie podoba, zawsze można próbować coś łowić w śmietnikach pod Mungiem. — Zmarszczył brwi i urwał na chwilę, żeby zastanowić się, jak do tego dotarli. — A to w ogóle nie nasza sprawa. Nieważne. Niech McKinnon robi, co chce.
On również nie zaliczał się do koneserów martwych cycków, żeby nie było. Paskudztwo dla zboczeńców.
Okulary w serduszka i gałka lodów z kolei wcale nie przekonały Woody’ego. Cała ta scena śmierdziała i nie kupił jej nawet w stanie półprzytomnego otumanienia sennością.
— Ściemniasz. To pierwsze się nigdy nie wydarzyło. Myślisz, że na głupiego trafiłaś?
Drugie opowiadanie już mu trochę lepiej weszło. Może dlatego że nie zawierało elementu Aseny patrzącej zza romantycznych okularów na bandę miotlarzy. Najlepiej żeby nie patrzyła na nich wcale. Zaproponowana przez nią taktyka uroku osobistego, choć mogła okazać się pomocna przy ściąganiu zainteresowania Harpii, na dłuższą metę raczej by nie wystarczyła. Ładne oczy swoją drogą, ale żeby to wszystko miało ręce i nogi, biznes musiał być opłacalny dla obu stron.
— On już sobie będzie zbijał innych miotlarzy, jak będzie chciał i nie zapyta nas o zdanie. Ważne jest, żeby Herczeg nie rozwoził na boku żarcia z Białego Wiwerna. — Woody przybrał bardzo poważną pozę bardzo poważnego biznesmena: skupione spojrzenie, dłoń podpierająca podbródek, mądre pomrukiwanie pod nosem. — Cała kasa z dostaw miotłą pójdzie do niego, tu raczej nie mamy pola negocjować i będą nam musiały wystarczyć zwiększone obroty. Pytanie, co jeśli on jest nienażarty, Asenka, i zażyczy sobie coś jeszcze. Chłopaki lubią dobrze zjeść i wypić, wiadomo, ale nie ma chuja, że będziemy ich stołować za darmo. To by było frajerstwo. Ale na wypadek gdyby negocjował... bo oczywiście zaczniemy od zaproponowania minimum... jakaś mała karta przetargowa by nam się mimo wszystko przydała, taka nie za duża. Jakiś ochłap zniżkowy?
I… oczywiście, że Woody chciał prowadzić drugi motor,
— Oczywiście, że będę prowadził drugi motor.
— Nie bolą mnie plecy. Módl się, żeby cię w moim wieku tak nie bolały plecy, jak mnie nie bolą — obruszył się Woody, po czym ziewnął potężnie. Spotkaniom biznesowym o takiej bandyckiej porze powinna towarzyszyć kawa na rozruszanie zaspanego umysłu. Proszę zanotować na przyszłość. — Wiesz, co zawsze powtarzam. Na wszystko znajdzie się na tym świecie zboczeniec — powiedział tonem znawcy, bo jako policjant ze stażem uważał się za eksperta od zwyrodniałych zboczeń. Choć pewnie gdyby porównać rzeczywistość z plotkami o bestiach z półświatka, jakie od czasu do czasu nieoficjalnie krążyły szeptem po Departamencie Prawa, wyszłoby, że funkcjonariusze mają… bardzo bujną wyobraźnię, której wytwory wprawiłyby w osłupienie niejednego zatwardziałego recydywistę. — A gdybym miał szukać zboczeńców zainteresowanych gnijącymi cyckami, szukałbym ich właśnie na Podziemnych Ścieżkach. Zresztą, jak ci się nie podoba, zawsze można próbować coś łowić w śmietnikach pod Mungiem. — Zmarszczył brwi i urwał na chwilę, żeby zastanowić się, jak do tego dotarli. — A to w ogóle nie nasza sprawa. Nieważne. Niech McKinnon robi, co chce.
On również nie zaliczał się do koneserów martwych cycków, żeby nie było. Paskudztwo dla zboczeńców.
Okulary w serduszka i gałka lodów z kolei wcale nie przekonały Woody’ego. Cała ta scena śmierdziała i nie kupił jej nawet w stanie półprzytomnego otumanienia sennością.
— Ściemniasz. To pierwsze się nigdy nie wydarzyło. Myślisz, że na głupiego trafiłaś?
Drugie opowiadanie już mu trochę lepiej weszło. Może dlatego że nie zawierało elementu Aseny patrzącej zza romantycznych okularów na bandę miotlarzy. Najlepiej żeby nie patrzyła na nich wcale. Zaproponowana przez nią taktyka uroku osobistego, choć mogła okazać się pomocna przy ściąganiu zainteresowania Harpii, na dłuższą metę raczej by nie wystarczyła. Ładne oczy swoją drogą, ale żeby to wszystko miało ręce i nogi, biznes musiał być opłacalny dla obu stron.
— On już sobie będzie zbijał innych miotlarzy, jak będzie chciał i nie zapyta nas o zdanie. Ważne jest, żeby Herczeg nie rozwoził na boku żarcia z Białego Wiwerna. — Woody przybrał bardzo poważną pozę bardzo poważnego biznesmena: skupione spojrzenie, dłoń podpierająca podbródek, mądre pomrukiwanie pod nosem. — Cała kasa z dostaw miotłą pójdzie do niego, tu raczej nie mamy pola negocjować i będą nam musiały wystarczyć zwiększone obroty. Pytanie, co jeśli on jest nienażarty, Asenka, i zażyczy sobie coś jeszcze. Chłopaki lubią dobrze zjeść i wypić, wiadomo, ale nie ma chuja, że będziemy ich stołować za darmo. To by było frajerstwo. Ale na wypadek gdyby negocjował... bo oczywiście zaczniemy od zaproponowania minimum... jakaś mała karta przetargowa by nam się mimo wszystko przydała, taka nie za duża. Jakiś ochłap zniżkowy?
I… oczywiście, że Woody chciał prowadzić drugi motor,
— Oczywiście, że będę prowadził drugi motor.
piw0 to moje paliwo