• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
1 2 Dalej »
[14.09] O czym milczy twoja knieja?

[14.09] O czym milczy twoja knieja?
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#12
05.09.2025, 01:18  ✶  

Rozsądek rzadko gościł swoją obecnością jego wokabularz. Traktował taką postawę jak narzędzie w swoim partykularnym interesie. Z rozsądku powinien poświęcić się pracy w Ministerstwie i ożenić się z nieinteresującą, ale przynajmniej właściwą. Z rozsądku powinien umrzeć staro i na starość właśnie. Bez podbijania stawek, najlepiej schować się w bezpiecznym domu, bo najbezpieczniej było z niego nie wychodzić będąc przecież tak przystojnym. Bo on dla rozsądku mógłby co najwyżej zwrócić treści żołądkowe. Bo rozsądek to nie wzburzone fale. Rozsądek to nawet nie skały, o które roztrzaskasz swoją łódź rybaku. Rozsądek to latarnia wyznaczająca swoim światłem kierunek, wam, wszystkim maleńkim ćmom. A czarne pionki kochały swój mrok, tak jak Louvain kochał podłość. Ale zastanówmy się na moment. Czy bardziej nierozsądne było przyznawać się do zbrodni? Czy może jednak zbrodniarza własnych krzywd wpuszczać pod swój dach? A może jednak metagaming?

Śmierciożercy nosili w sobie wieczny głód. Pragnienie wejścia w konfrontacje z cudzą duszą, uformowania jej wedle własnego obrazu, wyciśnięcia z niej triumfu oraz rozkoszy patrząc bezradności prosto w oczy. I może dobrze, że Louvain miał zamknięte swoje własne, kiedy Gospodyni karmiła go swoim ciepłem. Bo gdyby je otworzył nie dostrzegłby kojącego aspektu Bogini w postaci Helloise. Dostrzegłby wyłącznie rozczarowanie. W miejscu, gdzie stykały się ich ciała powinno stanąć odpryśnięte lustro, w którym dostrzegłby własną duszę, tylko z drugiego końca spektrum zepsucia. Może nie kosztowała krzywdzie jak czarny pionek, ale dostrzegłby zachłanność podszytą przekonaniem o własnej wyższości godną przywdziania trupiej maski. Nie igrała z jego bólem - igrała z bezbronnością. Zachowywała się jakby to nie Matka tylko ona trzymała w dłoniach wyrok nad jego duchem. Chełpiąc się jakby jednym skinieniem mogła ofiarować mu zbawienie lub strącić w zatracenie. Rozkoszowała się własną łaską, jak inni rozkoszują się władzą lub dominacją. To nie byłą dobroć, lecz pycha przebrana w szaty duchowości. Inne maski, ten sam spektakl.

Lecz niewidomy na rozczarowującą rzeczywistość, pozostał w swoim przekonaniu przy micie Gospodyni-Dobrodziejki. Oniemiały na leczące promienie ciepła, nie potrafił złożyć nawet zdania w języku dobroci. Drążące palce i nadgarstki, bo kiedy na moment otworzył wnętrze do serca, własnej duszy, do skrywanego przed światem Zimna, coś jeszcze gorszego od zła zajrzało przez uchylone drzwi. Ciągle czuł czyiś wzrok na sobie. Z każdej ściany i dokoła. Nie myliło go przeczucie, bo drewniane oblicza bezimiennych bożków spoglądały na niego, na nich. I chociaż myślał, że trafił do świątyni, bo podążył za krokami kapłanki objawionej w Zimnie, to w rzeczywistości trafił do teatru. Dlaczego je tu powiesiła? Żeby wszyscy starzy bogowie patrzyli tylko na nią? A może w swoim zuchwalstwie pragnęła patrzeć na świat ich oczami? Maski. Zawsze te cholerne maski. W końcu poczuł coś znajomego. Coś na co uruchomiały się instynkty silniejsze w nim niż strach przed śmiercią. Lęk. Ten cudzy. Krzepił podłe instynkty w zgnitej duszy bardziej niż niejeden eliksir. Na widok nerwowo krzątającej się lok perliczki, drżenia ustały. Rozluźniły się mięśnie i gardło. Gdyby bała się po prostu, może i by nie zauważył, ale w swoim strachu ukradkiem spoglądała w jego stronę. Czarne pionki mają swój niezaspokojone pragnienia, a aromat ich potrawy zawsze pachnie jak strach.

Chwycił ją za nadgarstek, kiedy nachylała się nad nim z butelką i szkłem. Podciągnął się na niej do góry, prostując się w końcu w ludzkiej, wyprostowanej pozie. Nie był zwierzęciem by stawiać mu miskę z poczęstunkiem na ziemi. Nie takim zwierzęciem i nie jej zwierzęciem. I kiedy szybkim ruchem wspiął się po niej, zaciągnął płuca pełne jej zapachu, bo strach mówił o czarodziejach więcej, niż słowa spadające z języków. Puścił ją momentalnie przesuwając ręce, na rzeczy które chciała mu podać, bo wciąż jednak nie miał złych zamiarów. Wobec niej. W tym momencie zwyczajowo na usta wkradał mu się cyniczny uśmiech, tylko od samej woni cudzego lęku. Ale jej? Nie smakował mu wcale. Nie smakował, bo wcale go nie pragnął. Jak mógłby być łakomy jej obaw nim, kiedy w rękach miała lek na jego ranę. Nawet jemu ciężko ugryź rękę która leczy. Zanim jeszcze trzymała w niej wino i kropelki z opium. Czy już nawet własnym instynktom nie można ufać pod tym lasem?

- Czasem w służbie czemuś większemu musimy poświęcić cząstkę siebie. Odpowiedział po krótkiej chwili namysłu. Wpatrując się z rozdrapaną etykietę ze znajomą mordą, chociaż nawet tej tu nie było, poruszył ustami rozbawiony. Nie taka znowu to pustelnia, skoro nawet tutaj docierały artefakty magicznego konsumpcjonizmu. Z zasady nie pijał win z konkurencyjnej kadzi Shafiqów, bo to obraza na paryskie serce. Jednak zszarpane nerwy, nawet otulone w zasłony obojętności, potrzebowały tego bardziej niż duma z pochodzenia. Na osłodę gorzkiego odstępna od normy z zadowoleniem wpatrywał się jak, przynajmniej na etykiecie, Anthony został zdeformowany. Potem przechylił ostrożnie do szklanki karafkę z opium dodając swojej szklance właściwego serum. Podniósł naczynie kręcąc w koło płynem zawartym w nim, by wyuczonym gestem przepróbować degustowane wino. Potem uniósł je nieco wyżej, ale bardziej w kierunku źródła światła, próbując przyjrzeć się kolorowi wina, chociaż wiedział o nim wszystko co potrzebował za nim je wypił. - Rób to co kochasz. I pozwól, żeby cię zabiło. Może powiedział to do niej. Może do siebie, patrząc we własne odbicie we szklance ciemnego wina. Nie mówił wprost. Nie dawał odpowiedzi, bo nie ufał jej na tyle by odznaczać się szczerością własnych uczuć. A może nie dawał odpowiedzi, bo zwyczajnie ich nie miał, nie na te konkretne odpowiedzi. Mógł wydusić na bezdechu bezwarunkową afirmację tego, że wszystko u boku Voldemorta było warte i byłaby to prawda. Jego prawda albo przynajmniej konfabulacja. Jednak miał wrażenie, że po to wpuszczała go do siebie, żeby słuchać tego co uznałaby za tanią propagandę dla straceńców. A on nie po to tutaj za nią przybiegł, żeby utrwalać się w czymś czego pewniejszy już nie potrafił nawet być.

- Jedyne czego chcę to oddać magii co magiczne. Odbił od rozgrzebywania własnych trzewi. Nie robił tego na co dzień, nie zrobi tego, kiedy ledwo uszli z życiem. Popił kolejnym łykiem, a zaraz po nim jeszcze jednym. Nie za szybko jednak, bo miał coś jeszcze do przedstawienia. W tylną kieszeń spodni stuknął swoją różdżką lekko rozwiązując zaklęcie zmniejszająco–zwiększające. Potem czarem translokacji wyciągnął z niego srebrne pudło, które zabezpieczało zawierający pośrodku niego pojemnik z odrobiną cieczy. Położył je na stole i machnął na zawiasy pudła, te otworzyły się, a dostęp do pojemnika był już wolny. - Po prośbie już próbowali. Bezskutecznie. Teraz w końcu cień cynicznego uśmieszku zaiskrzył w kąciku jego ust. - To z rogu Buchorożca. Potrafisz z tego zrobić coś dla czarnego pionka?


« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eutierria (243), Helloise Rowle (10537), Louvain Lestrange (10463)




Wiadomości w tym wątku
[14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 22.07.2025, 20:34
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 23.07.2025, 09:15
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 27.07.2025, 20:38
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 28.07.2025, 10:10
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 03.08.2025, 01:52
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 03.08.2025, 17:11
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 03.08.2025, 22:10
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Eutierria - 05.08.2025, 11:34
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 06.08.2025, 22:49
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 10.08.2025, 01:05
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 17.08.2025, 01:29
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 05.09.2025, 01:18
RE: [11.09.72] Teatr dla gojów - przez Helloise Rowle - 10.09.2025, 15:46
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 22.09.2025, 00:10
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 28.09.2025, 23:13
RE: [14.09] O czym milczy twoja stara? - przez Louvain Lestrange - 29.09.2025, 10:24
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 21.10.2025, 00:40
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 28.10.2025, 12:55
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 29.10.2025, 01:30
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 30.10.2025, 00:41
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 19.11.2025, 01:16
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 07.01.2026, 20:23
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 27.01.2026, 22:52

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa