12.09.2025, 19:26 ✶
Uśmiechnął się do Elise, wciąż podziwiając jej urodę, słuchając jej głosu, szukając na policzkach rumieńca. Nie miał pojęcia, dlaczego Dedalus Prewett przepuścił ja przez palce. Gdyby to Robert miał taką żonę, udowadniałby jej każdego dnia, jak wspaniałą i atrakcyjną była kobietą. Ile mogło dzielić ich lat? Dziesięć? Kilkanaście? Nie miało to znowu tak dużego znaczenia, oboje byli dorosłymi ludźmi, a nazwać Roberta młodocianym podlotkiem byłoby śmiechu warte. W dodatku kobiety takie jak Elise Rosier były jak wino, im dojrzalsze, tym bardziej zachwycające.
Widać było po matce Basiliusa, że się męczyła w nieudanym małżeństwie przez lata. Kiedy ostatnio jakiś mężczyzna okazał jej czułość? Namiętność? Czy Dedalus zabierał ją na kolacje i obdarowywał prezentami? Robert nie znosił, kiedy mężczyźni nie okazywali należytej uwagi swoim żonom, a potem narzekali, że ich małżeństwa były nieudane. I jeszcze zrzucali odpowiedzialność za to na kobietę. Zdradzali, tak jak Prewett, żonę traktując nie jak towarzyszkę życia, lecz niczym maszynkę do rodzenia potomków.
– Proszę podpisać tutaj, pani Rosier – powiedział, nachylając się lekko w stronę kobiety. Odetchnął jej zapachem, wciąż na tyle daleko, by nie zgorszyć jej syna, lecz tak blisko, by Elise sama mogła poczuć jego wodę kolońską, wyjątkowo drogą. – Wspaniałe nosi pani perfumy, pasują do pani.
Na komplement nie odpowiedział, choć zawsze miło to mu robiło na jego potężne ego. Cóż, pewność siebie wcale mu nie szkodziła. Ani w pracy, ani... w innych dziedzinach życia.
Wolną ręką, ukradkowo wsunął do wolnej dłoni Elise swoją wizytówkę. Mogli kontynuować tę rozmowę w jakimś przyjemniejszym miejscu, albo w okolicznościach, w których... nie byłoby niepotrzebnego towarzystwa. Robert nie wątpił, że Basilius był zacnym dżentelmenem, ale wiedział, że flirtowanie z jego matką, mogłoby go... poruszyć.
– Dobrze, szanowni państwo, w takim razie, skoro już wszystko podpisane, będę się zbierał. Jeśli będą jakieś sprawy ważne lub mniej ważne, proszę się ze mną skontaktować. Służę państwu całą moją skromną osobą.
Widać było po matce Basiliusa, że się męczyła w nieudanym małżeństwie przez lata. Kiedy ostatnio jakiś mężczyzna okazał jej czułość? Namiętność? Czy Dedalus zabierał ją na kolacje i obdarowywał prezentami? Robert nie znosił, kiedy mężczyźni nie okazywali należytej uwagi swoim żonom, a potem narzekali, że ich małżeństwa były nieudane. I jeszcze zrzucali odpowiedzialność za to na kobietę. Zdradzali, tak jak Prewett, żonę traktując nie jak towarzyszkę życia, lecz niczym maszynkę do rodzenia potomków.
– Proszę podpisać tutaj, pani Rosier – powiedział, nachylając się lekko w stronę kobiety. Odetchnął jej zapachem, wciąż na tyle daleko, by nie zgorszyć jej syna, lecz tak blisko, by Elise sama mogła poczuć jego wodę kolońską, wyjątkowo drogą. – Wspaniałe nosi pani perfumy, pasują do pani.
Na komplement nie odpowiedział, choć zawsze miło to mu robiło na jego potężne ego. Cóż, pewność siebie wcale mu nie szkodziła. Ani w pracy, ani... w innych dziedzinach życia.
Wolną ręką, ukradkowo wsunął do wolnej dłoni Elise swoją wizytówkę. Mogli kontynuować tę rozmowę w jakimś przyjemniejszym miejscu, albo w okolicznościach, w których... nie byłoby niepotrzebnego towarzystwa. Robert nie wątpił, że Basilius był zacnym dżentelmenem, ale wiedział, że flirtowanie z jego matką, mogłoby go... poruszyć.
– Dobrze, szanowni państwo, w takim razie, skoro już wszystko podpisane, będę się zbierał. Jeśli będą jakieś sprawy ważne lub mniej ważne, proszę się ze mną skontaktować. Służę państwu całą moją skromną osobą.