15.09.2025, 16:20 ✶
Nie dodawał nic do słów Jonathana, choć miał trochę ochotę powiedzieć, że jego kuzyn był niepoprawnym romantykiem. Może w teatrze miłość miała miejsce, ale prawdziwe życie rządziło się innymi prawami. Związki po czasie, jego zdaniem, broniły się jedynie głębokimi więzami przyjaźni i... czystym przypadkiem. Raz się trafiało na osobę kompatybilną pod kątem celów i osobowości, a raz nie. Czy warto było w ogóle podejmować takie ryzyko? Jak się dało to sprawdzić przed zawarciem małżeństwa?
Jednak gówniarza, który pyskował, nie mógł tak łatwo uniewinnić.
– Nie jestem jakimś krawężnikiem, żeby mandat ci wlepiać, młody – rzucił, grożąc Hannibalowi sędziowskim palcem wskazujacym. Wykroczenie było poważne.
Kiedy skrzat podszedł do stolika z dzbanuszkiem, Robert odłożył swoją szklankę po whisky. Zasiedział się trochę, czuł, że kręgosłup zaczynał mu drętwieć. Przeciągnął się i rozmasował ręką obolały kark. Odkrył, że świat już zaczął rozmazywać się odrobinę. Ale jedynie na krawędziach. To jeszcze nie tragedia.
– Anthony, mój przyjacielu złoty, normalnie bym się na wróżby nie zdecydował, lecz podczas pijaństwa umysł zmierza ku subtelnościom, symbolice. Zapomina się przez chwilę, że się chuja z tego rozumie – uśmiechnął się. Chyba słowo "chuj" wyjątkowo go rozbawiło. Zupełnie, jakby znowu miał te piętnaście lat. Wspaniały wiek... Fakt, że od tamtych czasów minęło dwadzieścia jeden lat, napawał go trwogą. No, ale oczywiście nieprzesadną.
Słowa Jonathana sprawiły, że przewrócił oczami i niemal prychnął. Skrzyżował ramiona na piersi.
– A wiesz, ostatnio nawet przeczytałem. Krótkie było, ale uważam wciąż, że kompletnie przereklamowane, a i przeznaczone do teatru. I tak moja wyobraźnia podsuwało mi obrazy z przedstawienia. Jaki to więc miało sens? – westchnął. – W oryginale to trzeba czytać przepisy prawa. Znać ich brzmienie poza interpretacjami. Ze sztuką jest inaczej. Ona meandruje, przeplata się w warkocze. Wszystko odbieramy przez co innego. Mugole to nazywają mediami, a medium to z natury swej pośrednik – plótł trzy po trzy i plótłby jeszcze chwilę, gdyby nagle dzbanek z herbatą nie gruchnął o ziemię. Robert krzyknął nagle, wyrwany z toku myśli. Wiedział, że już do niego nigdy nie powróci. – Chyba tak – tym razem jego głos brzmiał blado. Wcześniejsza śmiałość wyparowała na moment.