22.09.2025, 23:21 ✶
Lyssa była w swojej pozowanej niewiedzy całkiem przekonująca. A choć Peregrinus znał tylko jednego szczerbatego aurora i wydawało mu się to cechą mocno charakterystyczną… nie miał mimo wszystko w głowie katalogu wszystkich stróżów prawa. To wystarczyło, aby zasiać w nim ziarno wątpliwości.
— Alastor Moody? — Bardziej zapytał, niż stwierdził, mrużąc oczy w poszukiwaniu śladu, który podpowie mu, że coś w zatłoczonej główce Lyssy połączyło wątki. — Mój kuzyn. Jego matka i mój ojciec byli… — zreflektował się, że zapewne niezbyt Dolohóvnę obchodzi jego drzewo genealogiczne. — Nieważne. Rodzina. — Uśmiechnął się machinalnie, raczej po to, aby elegancko zamknąć temat, niż z jakiejś głębokiej radości wniesionej wraz z tematem rodziny. — Pewnie masz rację. Nie umawiaj się z mężczyznami o wybrakowanym uzębieniu.
Mogli skupić się na rozkładzie, w którego przeszłości i teraźniejszości królowały przeszkody rzucane przez Miecze spotęgowane dodatkowo ich odwróceniem — wyjątkowo dramatycznie kreśliły stan ducha Lyssy. Bardzo adekwatnie do tego, jak zrozpaczona tematem była dziewczyna. Na szczęście dla nich obojga karty wróżyły happy ending.
— Cztery Miecze — wskazał pierwszą kartę. — Rzeczywiście widać w tym, co minęło, odosobnienie i samotność.
Lecz nie w ten dramatyczny sposób, jaki mu nakreśliła. Odpoczywający w samotności rycerz na Czwórce Mieczy był spokojny. Był samotny, ponieważ nie dopuszczał nikogo do siebie; chciał taki być, nie cierpiał. Czyżby dopiero niedawno zrodziła się ta jej histeria wokół relacji romantycznych? Peregrinus zachował to spostrzeżenie dla siebie. Lyssa i tak chciała od niego tylko przyszłości.
— Teraz jesteś… — Zatrzymał rękę nad kartą teraźniejszości i podniósł wzrok na nieszczęśliwą nastolatkę po drugiej stronie biurka. Aż mu na ten smętny widok druga ręka bezwiednie uciekła do kieszeni w poszukiwaniu papierosa, którego dym rozrzedziłby trochę atmosferę. Nie wziął go ostatecznie. — Dziewiątka Mieczy to jedna z najbardziej rozpaczliwych kart, szczególnie gdy jest odwrócona. Dużo w niej bezsilnej wściekłości. Jedyna rada, jaką niesie, to poddać się losowi, choćby był… nieprzyjemny. Prawdopodobnie odroczy też realizację pragnień. Ale! — Nie dał jej dojść do słowa, aby nie miała szansy rozlać się w tamtym momencie po kartach z nową falą rozpaczy. — Mało jest kart, które lepiej wróżą w życiu uczuciowym niż Trójka Pucharów.
Uniósł kartę, aby Lyssa mogła przyjrzeć się dokładnie trzem niewiastom odzianym w szaty w radosnych barwach. Otoczone obfitością darów ziemi wznosiły kielichy w geście toastu — przepiękna radosna scena, za którą Trelawney mógł się schować w razie potrzeby.
— To, moja droga, twoja słodka nagroda. Nie ma mowy o pomyłce, Puchary to najbardziej emocjonalne karty, a ta Trójka to szczęśliwa odmiana na końcu twojej ścieżki najeżonej mieczami. Koniec trosk.
— Alastor Moody? — Bardziej zapytał, niż stwierdził, mrużąc oczy w poszukiwaniu śladu, który podpowie mu, że coś w zatłoczonej główce Lyssy połączyło wątki. — Mój kuzyn. Jego matka i mój ojciec byli… — zreflektował się, że zapewne niezbyt Dolohóvnę obchodzi jego drzewo genealogiczne. — Nieważne. Rodzina. — Uśmiechnął się machinalnie, raczej po to, aby elegancko zamknąć temat, niż z jakiejś głębokiej radości wniesionej wraz z tematem rodziny. — Pewnie masz rację. Nie umawiaj się z mężczyznami o wybrakowanym uzębieniu.
Mogli skupić się na rozkładzie, w którego przeszłości i teraźniejszości królowały przeszkody rzucane przez Miecze spotęgowane dodatkowo ich odwróceniem — wyjątkowo dramatycznie kreśliły stan ducha Lyssy. Bardzo adekwatnie do tego, jak zrozpaczona tematem była dziewczyna. Na szczęście dla nich obojga karty wróżyły happy ending.
— Cztery Miecze — wskazał pierwszą kartę. — Rzeczywiście widać w tym, co minęło, odosobnienie i samotność.
Lecz nie w ten dramatyczny sposób, jaki mu nakreśliła. Odpoczywający w samotności rycerz na Czwórce Mieczy był spokojny. Był samotny, ponieważ nie dopuszczał nikogo do siebie; chciał taki być, nie cierpiał. Czyżby dopiero niedawno zrodziła się ta jej histeria wokół relacji romantycznych? Peregrinus zachował to spostrzeżenie dla siebie. Lyssa i tak chciała od niego tylko przyszłości.
— Teraz jesteś… — Zatrzymał rękę nad kartą teraźniejszości i podniósł wzrok na nieszczęśliwą nastolatkę po drugiej stronie biurka. Aż mu na ten smętny widok druga ręka bezwiednie uciekła do kieszeni w poszukiwaniu papierosa, którego dym rozrzedziłby trochę atmosferę. Nie wziął go ostatecznie. — Dziewiątka Mieczy to jedna z najbardziej rozpaczliwych kart, szczególnie gdy jest odwrócona. Dużo w niej bezsilnej wściekłości. Jedyna rada, jaką niesie, to poddać się losowi, choćby był… nieprzyjemny. Prawdopodobnie odroczy też realizację pragnień. Ale! — Nie dał jej dojść do słowa, aby nie miała szansy rozlać się w tamtym momencie po kartach z nową falą rozpaczy. — Mało jest kart, które lepiej wróżą w życiu uczuciowym niż Trójka Pucharów.
Uniósł kartę, aby Lyssa mogła przyjrzeć się dokładnie trzem niewiastom odzianym w szaty w radosnych barwach. Otoczone obfitością darów ziemi wznosiły kielichy w geście toastu — przepiękna radosna scena, za którą Trelawney mógł się schować w razie potrzeby.
— To, moja droga, twoja słodka nagroda. Nie ma mowy o pomyłce, Puchary to najbardziej emocjonalne karty, a ta Trójka to szczęśliwa odmiana na końcu twojej ścieżki najeżonej mieczami. Koniec trosk.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie