23.09.2025, 14:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2025, 17:09 przez Quintessa Longbottom.)
Jeszcze ponad miesiąc temu, kiedy Tessa wybiegała myślami do uroczystej kolacji w Warowni, jaką wyprawiali przecież co roku, zastanawiała się głównie, co ugotować. Może pieczeń ze śliwką? Może jednak kupiłaby więcej wędlin u zaznajomionego masarza z racji na to, że Erik zawsze szczególnie się nimi zajadał. A może upiekłaby w tym roku więcej ciastek, aby Brenna miała co podjadać przed i po zjedzeniu kolacji? Może przyniosłaby z domu specjalną herbatę dla Dory i przy okazji przekazała Morpheusowi specjalną, kojącą mieszankę z kolorowym pieprzem?
Planowała to tak bardzo, że niektórymi wieczorami przesiadywała do późna, testując nowe przepisy, aby na Mabon wszystko było dopracowane. A z racji, że niestety mieszkała sama, tak większość jedzenia lądowała przeniesiona do posiadłości Longbottomów, gdzie nic nigdy się nie marnowało lub przekazywała to sąsiadom. Chyba zaczynali jej powoli unikać — szczególnie, kiedy widzieli, że pani Longbottom zaczynała masową produkcję i piekła trzy ciasta na raz.
Ale w tym roku było inaczej.
— Wydaje mi się, że po dzisiejszym wieczorze nie zjem dyni przez następne pół roku — skomentowała, siedząc przy stole, kiedy inne kobiety krzątały się dookoła stołu. Zaraz jednak poprawiła się, nie chcąc, aby komukolwiek było przykro: Wszystko wygląda naprawdę pięknie.
Wcześniej ukradkiem poprawiła serwetki, ułożenie sztućców, a także poduszki na krzesłach. Ona sama przyniosła jabłka, zapiekane pod cynamonową kruszonką, a także paszteciki z mięsem i warzywami. Do tego doszły jeszcze żurawinowe i śliwkowe konfitury, które wygrzebała ze swojej spiżarni. Przytargała również ze sobą domowej roboty wino, siedzące i fermentujące u niej pod zlewem już… dłuższy czas.
O dziwo, nie miała lufki z cygaretką w ręce. A przynajmniej nie teraz, bo jeszcze dziesięć minut wcześniej Elise sama wyjęła go jej z ręki i zagroziła, że jeśli będzie jej dymić tytoniem pod namiotem, to pójdzie spać bez kolacji. Dlatego metalowa papierośnica siedziała bezpiecznie w wewnętrznej kieszeni jej ciemnej marynarki, którą zawiesiła na swoim krześle.
— Nawet jeśli będzie padać, to jakoś sobie poradzimy — odpowiedziała Erikowi, sięgając po karafkę z grzanym winem, aby nalać sobie trochę do kieliszka.
Przynajmniej byli razem. Z tym musiała się zgodzić, choć nie wszyscy Longbottomowie mieli się w końcu pojawić na kolacji. Powstrzymała westchnienie i uśmiechnęła się do pozostałych.
!Trauma Ognia
Planowała to tak bardzo, że niektórymi wieczorami przesiadywała do późna, testując nowe przepisy, aby na Mabon wszystko było dopracowane. A z racji, że niestety mieszkała sama, tak większość jedzenia lądowała przeniesiona do posiadłości Longbottomów, gdzie nic nigdy się nie marnowało lub przekazywała to sąsiadom. Chyba zaczynali jej powoli unikać — szczególnie, kiedy widzieli, że pani Longbottom zaczynała masową produkcję i piekła trzy ciasta na raz.
Ale w tym roku było inaczej.
— Wydaje mi się, że po dzisiejszym wieczorze nie zjem dyni przez następne pół roku — skomentowała, siedząc przy stole, kiedy inne kobiety krzątały się dookoła stołu. Zaraz jednak poprawiła się, nie chcąc, aby komukolwiek było przykro: Wszystko wygląda naprawdę pięknie.
Wcześniej ukradkiem poprawiła serwetki, ułożenie sztućców, a także poduszki na krzesłach. Ona sama przyniosła jabłka, zapiekane pod cynamonową kruszonką, a także paszteciki z mięsem i warzywami. Do tego doszły jeszcze żurawinowe i śliwkowe konfitury, które wygrzebała ze swojej spiżarni. Przytargała również ze sobą domowej roboty wino, siedzące i fermentujące u niej pod zlewem już… dłuższy czas.
O dziwo, nie miała lufki z cygaretką w ręce. A przynajmniej nie teraz, bo jeszcze dziesięć minut wcześniej Elise sama wyjęła go jej z ręki i zagroziła, że jeśli będzie jej dymić tytoniem pod namiotem, to pójdzie spać bez kolacji. Dlatego metalowa papierośnica siedziała bezpiecznie w wewnętrznej kieszeni jej ciemnej marynarki, którą zawiesiła na swoim krześle.
— Nawet jeśli będzie padać, to jakoś sobie poradzimy — odpowiedziała Erikowi, sięgając po karafkę z grzanym winem, aby nalać sobie trochę do kieliszka.
Przynajmniej byli razem. Z tym musiała się zgodzić, choć nie wszyscy Longbottomowie mieli się w końcu pojawić na kolacji. Powstrzymała westchnienie i uśmiechnęła się do pozostałych.
!Trauma Ognia
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you