25.09.2025, 18:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.09.2025, 18:28 przez Robert Albert Crouch.)
Odpowiada Monie, potem bierze kawałek tortu i rozmawia z Samanthą. (rzut na ploteczki)
— Kuzynko, sekretem jest być prawdziwym Selwynem. Aktorem. Wczuwasz się w rolę na przyjęciu, a potem w domu znowu stajesz się sobą. Aż wreszcie nie umiesz odróżnić swojej postaci od samego siebie — wyjaśnił, rozglądając się po sali. — Czy kogoś osobiście się lubi? Bywa i tak. No ale tu nie chodzi o sympatie czy antypatie, a o rozgrywkę. Co powiedzieć, żeby skłonić kogoś do wyjawienia czegoś niewygodnego? Jaką postawę ciała ktoś ma? Czy się denerwuje? W każdym razie, nie przychodzi się tu dla towarzystwa. Przynajmniej nie tego rozumianego jako "będę się świetnie bawić z moimi przyjaciółmi". Choć z tobą zawsze jest mi miło przebywać i ty to wiesz.
Wzdrygnął się, gdy wspomniała o tym swoim Prewetcie. Może Electra była w porządku, ale nie znaczyło to, że Robert stracił wszystkie swoje podejrzenia, co do tej rodziny.
— Uważaj na Prewettów, Mono.
Nie chciał dodawać, by uważała również i na Rowle'ów.
Kiedy wniesiono ciasto, Robert oczywiście podszedł i poprosił o jeden kawałek, wiedząc, że powróci zaraz i po drugi. Wiedział, że wypieki od Nory Figg nie mogły być jedzone w jednej porcji. Zaś trzymając w ręku talerzyk, podszedł do Samanthy, swojej ciotki i szefowej. Tej samej, która siedziała z Ministrą w loży. Te dwie kobiety miały tyle władzy w państwie... mogły naprawdę robić więcej, by dobrze ją wykorzystywać. Ale cóż... z tym było mu pracować. Były one na pewno lepsze niż skrajni czystokrwiści supremacjoniści.
— Witaj, ciociu. Chyba jeszcze nie rozmawialiśmy — uśmiechnął się do Samanthy uroczo. — Jak się miewacie? Widziałaś, ile cegiełek już postawili? Dobrze jest zobaczyć taki oddolny zryw, prawda?
Rzucam na charyzmę (plotki - trochę prowokuję do rozmowy o akcjach odbudowy po Spalonej).
— Kuzynko, sekretem jest być prawdziwym Selwynem. Aktorem. Wczuwasz się w rolę na przyjęciu, a potem w domu znowu stajesz się sobą. Aż wreszcie nie umiesz odróżnić swojej postaci od samego siebie — wyjaśnił, rozglądając się po sali. — Czy kogoś osobiście się lubi? Bywa i tak. No ale tu nie chodzi o sympatie czy antypatie, a o rozgrywkę. Co powiedzieć, żeby skłonić kogoś do wyjawienia czegoś niewygodnego? Jaką postawę ciała ktoś ma? Czy się denerwuje? W każdym razie, nie przychodzi się tu dla towarzystwa. Przynajmniej nie tego rozumianego jako "będę się świetnie bawić z moimi przyjaciółmi". Choć z tobą zawsze jest mi miło przebywać i ty to wiesz.
Wzdrygnął się, gdy wspomniała o tym swoim Prewetcie. Może Electra była w porządku, ale nie znaczyło to, że Robert stracił wszystkie swoje podejrzenia, co do tej rodziny.
— Uważaj na Prewettów, Mono.
Nie chciał dodawać, by uważała również i na Rowle'ów.
Kiedy wniesiono ciasto, Robert oczywiście podszedł i poprosił o jeden kawałek, wiedząc, że powróci zaraz i po drugi. Wiedział, że wypieki od Nory Figg nie mogły być jedzone w jednej porcji. Zaś trzymając w ręku talerzyk, podszedł do Samanthy, swojej ciotki i szefowej. Tej samej, która siedziała z Ministrą w loży. Te dwie kobiety miały tyle władzy w państwie... mogły naprawdę robić więcej, by dobrze ją wykorzystywać. Ale cóż... z tym było mu pracować. Były one na pewno lepsze niż skrajni czystokrwiści supremacjoniści.
— Witaj, ciociu. Chyba jeszcze nie rozmawialiśmy — uśmiechnął się do Samanthy uroczo. — Jak się miewacie? Widziałaś, ile cegiełek już postawili? Dobrze jest zobaczyć taki oddolny zryw, prawda?
Rzucam na charyzmę (plotki - trochę prowokuję do rozmowy o akcjach odbudowy po Spalonej).
Rzut PO 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!