Zastanawiała się, jak często Cody żywi się ludzką krwią. Czy robi to za każdym razem, gdy ma na to ochotę, czy je kilka razy dziennie, jak zwyczajny człowiek? Czy atakuje wtedy kogokolwiek, nie do końca miała świadomość, jak wygląda zwyczajny dzień wampira. Była tego ogromnie ciekawa, jednak nie zamierzała na dzień dobry zadać takich pytań, Wood miała w sobie odrobinę przyzwoitości, przynajmniej jak na razie. Nie było to jedyne pytanie jakie chciałaby mu zadać, zastanawiało ją też, co robi w dzień, skoro wampiry ponoć nie mogą pojawiać się na słońcu i to chyba też była prawda. Czy wtedy śpi? Czy zajmuje się czymś innym.
- To nie jest żart Cody. - Mówiła spokojnie, ona chyba już oswoiła się z tą informacją, choć na początku zareagowała równie emocjonalnie. Oczywiście, że informacja o tym, co się przytrafiło najbliższym Rookwooda obudziło w niej ogromną agresję, w końcu kto to widział atakować niewinnych ludzi, jednak na całe szczęście jej przyjaciel się wylizał, jakimś cudem, choć wiedziała, że było tym razem naprawdę blisko.
- Atak miał miejsce w ten sam wieczór, co bal u Longbottomów, to było gdzieś koło dwudziestego marca. - Nie pamiętała dokładnej daty, jednak bardzo dobrze wiedziała, co wtedy robiła. Razem z Cameronem spędzali miły wieczór, pili, zabawiali dziennikarzy, wyśmienicie się bawili, kiedy ich najbliższy przyjaciel walczył o życie. Wiedziała, że Lupin ma o to do siebie pretensje, tak samo jak i ona miała. Niestety skąd mogli wiedzieć, że coś jest na rzeczy.
- Nie ma ciała. To jest najważniejsze. - Odparła cicho. - Charliego nie tak łatwo zabić.- Dodała, chociaż wiedziała, że nie może powiedzieć więcej. Nie mogła podzielić się tym, co wiedziała, bo mogło to zaszkodzić Rookwoodowi, a jedyne czego była pewna - to to, że nie chciała narażać go niepotrzebnie na niebezpieczeństwo.
- Zostaw te sprawę, nie mieszaj się w to, bo i Tobie może przytrafić się coś złego.- Zamierzała jakoś odciągnąć jego myśli od tego tematu, wiedziała, że nie będzie łatwo. Zresztą sama należała do osób, które poruszyłyby niebo i ziemię, żeby znaleźć przyjaciół. - Sam zresztą zostałeś zabity, czy jakoś tak, bo niby jednak żyjesz. - Nie było sensu ryzykować, że stanie się to po raz kolejny.