28.09.2025, 15:13 ✶
Miasto budziło się powoli, ale nad wodą życie tętniło od świtu, kiedy Brynja zeszła do pobliskich doków Tamizy, aby zasięgnąć informacji z pierwszej ręki. W powietrzu unosił się ciężki zapach smażonej ryby i soli wysypującej się ze skrzyń z dostawami. Knajpa przy rzece od lat karmiła zmęczonych robotników.
A któż mógł wiedzieć więcej o dziwactwach morza, jeśli nie ci, którzy żyli na jego łasce – emerytowani mugole zaciągnięci do pracy przy żegludze i połowach? Selkie, mimo że sama dostrzegła niepokojące zmiany, pytała przede wszystkim o Dunwich i kursy z Londynu. Odpowiedzi nie brzmiały pocieszająco, kiedy na zadane pytanie, większość mężczyzn tylko kręciło głowami oraz wzdychało.
– Tutaj zapisałem ci jego adres. Oliver Thomas, nasz rybak. Jak ktoś ma wiedzieć, co się dzieje z tymi dostawami, to właśnie on. Nie mam bladego pojęcia czemu żeś się tak uparła na te ryby – powiedział jeszcze parę dni temu jej szef, podając zmiętą karteczkę, którą Brynja następnie schowała w tylnej kieszeni swoich spodni.
Okolice Dunwich, ukryte daleko na północnym wschodzie od stolicy, przywitały kobietę inaczej niż spopielały Londyn. Powietrze było cięższe, niosło w sobie sól i wilgoć, a gdy wciągnęła je głębiej, jedynie zmarszczyła brwi. Brakowało świeżości, krystalicznej czystości Morza, do której przywykła. Zresztą, tego dnia Morze zdawało się odrzucać jej obecność. Oddychało ciężko i obco, fala za falą niosła w sobie odrzucenie. Nie było to jednak samo morze, nie jej Morze. Prędzej czy później będzie musiała zajrzeć na nabrzeże, wiedziała natomiast, że musiała to zrobić we właściwym momencie.
Początkowo planowała prześledzić szlak dostaw, które normalnie obsługiwał największy i mugolski port, spory kawałek od Londynu. Rozsądek jednak podpowiedział, aby nie ryzykować od razu rejsu kutrem rybackim – intuicja mówiła jej, że to nie byłoby mądre. Teleportowała się więc do najbliższego punktu w pobliżu wioski, a stamtąd ruszyła pieszo w stronę zajazdu.
Kiedy dotarła na miejsce, już miała sięgnąć po niewielki dzwoneczek stojący na ladzie, aby wezwać kogoś z obsługi i zameldować się w muzeum. Całe jednak skupienie przerwał uścisk znajomych ramiona. Kobieta drgnęła, a potem uniosła wzrok, żeby spotkać znajome oczy, w których rozpoznała nie tyle zdumienie, co ulgę.
– Na Lokiego, Henry! Wystraszyłeś mnie!
W innym miejscu, w innym czasie, pytanie o to, co oboje tu robili, mogłoby zabrzmieć zupełnie rozsądnie. Odpowiedź była prosta natomiast jak budowa cepa: gdzie były kłopoty, tam zwykle pojawiał się Henry z aparatem. Gdzie był Henry, tam prędzej czy później pojawiała się także Brynja. Jakim zrządzeniem losu spotkali się właśnie tego dnia w tej dziwnej, osnutej mgłą wiosce? Na to pytanie nie potrafiła znaleźć wyjaśnienia.
– Ja… coś dzieje się z Morzem niedobrego. To długa historia – pokręciła głową, a kosmyk ciemnych włosów opadł jej na twarz. Przesunęła dłonią po jego nadgarstku, chcąc uspokoić chłopaka. – Widzę, że i ciebie to miejsce przyciągnęło – dodała ciszej z uśmiechem. Wskazała brodą na aparat zwisający z jego szyi. – Jesteś w pracy? Świat jest mały… Może jeszcze na kogoś znajomego wpadniemy – rzuciła. Sama nie była pewna, czy w tej osadzie spotkanie kogokolwiek poza Henrym mogłoby wróżyć cokolwiek dobrego.
A któż mógł wiedzieć więcej o dziwactwach morza, jeśli nie ci, którzy żyli na jego łasce – emerytowani mugole zaciągnięci do pracy przy żegludze i połowach? Selkie, mimo że sama dostrzegła niepokojące zmiany, pytała przede wszystkim o Dunwich i kursy z Londynu. Odpowiedzi nie brzmiały pocieszająco, kiedy na zadane pytanie, większość mężczyzn tylko kręciło głowami oraz wzdychało.
– Tutaj zapisałem ci jego adres. Oliver Thomas, nasz rybak. Jak ktoś ma wiedzieć, co się dzieje z tymi dostawami, to właśnie on. Nie mam bladego pojęcia czemu żeś się tak uparła na te ryby – powiedział jeszcze parę dni temu jej szef, podając zmiętą karteczkę, którą Brynja następnie schowała w tylnej kieszeni swoich spodni.
Okolice Dunwich, ukryte daleko na północnym wschodzie od stolicy, przywitały kobietę inaczej niż spopielały Londyn. Powietrze było cięższe, niosło w sobie sól i wilgoć, a gdy wciągnęła je głębiej, jedynie zmarszczyła brwi. Brakowało świeżości, krystalicznej czystości Morza, do której przywykła. Zresztą, tego dnia Morze zdawało się odrzucać jej obecność. Oddychało ciężko i obco, fala za falą niosła w sobie odrzucenie. Nie było to jednak samo morze, nie jej Morze. Prędzej czy później będzie musiała zajrzeć na nabrzeże, wiedziała natomiast, że musiała to zrobić we właściwym momencie.
Początkowo planowała prześledzić szlak dostaw, które normalnie obsługiwał największy i mugolski port, spory kawałek od Londynu. Rozsądek jednak podpowiedział, aby nie ryzykować od razu rejsu kutrem rybackim – intuicja mówiła jej, że to nie byłoby mądre. Teleportowała się więc do najbliższego punktu w pobliżu wioski, a stamtąd ruszyła pieszo w stronę zajazdu.
Kiedy dotarła na miejsce, już miała sięgnąć po niewielki dzwoneczek stojący na ladzie, aby wezwać kogoś z obsługi i zameldować się w muzeum. Całe jednak skupienie przerwał uścisk znajomych ramiona. Kobieta drgnęła, a potem uniosła wzrok, żeby spotkać znajome oczy, w których rozpoznała nie tyle zdumienie, co ulgę.
– Na Lokiego, Henry! Wystraszyłeś mnie!
W innym miejscu, w innym czasie, pytanie o to, co oboje tu robili, mogłoby zabrzmieć zupełnie rozsądnie. Odpowiedź była prosta natomiast jak budowa cepa: gdzie były kłopoty, tam zwykle pojawiał się Henry z aparatem. Gdzie był Henry, tam prędzej czy później pojawiała się także Brynja. Jakim zrządzeniem losu spotkali się właśnie tego dnia w tej dziwnej, osnutej mgłą wiosce? Na to pytanie nie potrafiła znaleźć wyjaśnienia.
– Ja… coś dzieje się z Morzem niedobrego. To długa historia – pokręciła głową, a kosmyk ciemnych włosów opadł jej na twarz. Przesunęła dłonią po jego nadgarstku, chcąc uspokoić chłopaka. – Widzę, że i ciebie to miejsce przyciągnęło – dodała ciszej z uśmiechem. Wskazała brodą na aparat zwisający z jego szyi. – Jesteś w pracy? Świat jest mały… Może jeszcze na kogoś znajomego wpadniemy – rzuciła. Sama nie była pewna, czy w tej osadzie spotkanie kogokolwiek poza Henrym mogłoby wróżyć cokolwiek dobrego.
i wish you a kinder sea