28.09.2025, 18:24 ✶
Co za wstyd. Niezależnie od tego, czy wynikało to z jej własnej niezdarności czy też z działań kogoś innego, zrobiła wokół siebie zamieszanie. Lana dobrze wiedziała, że takie zachowanie nie przystoi dobrze urodzonej pannie; oczami wyobraźni widziała matkę kręcącą z dezaprobatą głową. Najlepszym rozwiązaniem dla uratowania reputacji byłoby wstać, otrzepać szatę i udawać, że nic się nie stało. Jednak spanikowana Dolohovówna nie mogła teraz myśleć racjonalnie. W głowie trzynastolatki ta wpadka urosła do ogromnych proporcji, przez co miała ochotę jak najszybciej uciec z biblioteki a następnie zaszyć się w dormitorium.
Na szczęście Krukon umiał zachować się odpowiednio, bo nie dość, że zebrał jej notatki, to jeszcze sprawdził czy wszystko z nią w porządku. Wyglądało to trochę jak scena z powieści dla nastoletnich czarownic: szarmancki kolega z Hogwartu wyciąga główną bohaterkę z opresji. Niektóre z koleżanek Lany zapewne chętnie zamieniłyby się z nią w tym momencie miejscami. Dolohovówna natomiast wolałaby rozpłynąć się w powietrzu, a czerwień pokrywająca jej policzki wynikała z zawstydzenia niż z zauroczenia.
– Ach... – kiedy Rowle wyciągnął do niej dłoń, zaniemówiła. Oczywiście, w teorii wiedziała, jak powinna zareagować. Jednak kontakty z obcymi osobami zawsze wywoływały u niej lekką panikę. Po chwili udało jej się opanować i wesprzeć o rękę chłopaka. – D-dziękuję... – wydukała. Już zaczynała czuć się pewniej, gdy nagle spod podłogi wydobył się chichot...
Lanę kompletnie zamurowało. Co prawda niespodziewane spotkanie z duchem nie było niczym nadzwyczajnym w Hogwarcie, ale sama do tej pory nie miała osobistej styczności z ekscentrycznymi wybrykami Marty. Jeszcze te jej insynuacje... Dolohovówna zamknęła oczy i zacisnęła dłonie na szacie. Bardzo chciała znaleźć się teraz gdzieś indziej. Natomiast zmarła uczennica zdawała się świetnie bawić.
– Hihi, ale się zawstydziła! Ciekawe, czy podczas lekcji piszesz w notatkach "Lana Rowle"? Zaraz sprawdzę! – mówiąc to, wyfrunęła z biblioteki, a za nią kartki zebrane wcześniej przez Leviathana. Lana wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać.
Na szczęście Krukon umiał zachować się odpowiednio, bo nie dość, że zebrał jej notatki, to jeszcze sprawdził czy wszystko z nią w porządku. Wyglądało to trochę jak scena z powieści dla nastoletnich czarownic: szarmancki kolega z Hogwartu wyciąga główną bohaterkę z opresji. Niektóre z koleżanek Lany zapewne chętnie zamieniłyby się z nią w tym momencie miejscami. Dolohovówna natomiast wolałaby rozpłynąć się w powietrzu, a czerwień pokrywająca jej policzki wynikała z zawstydzenia niż z zauroczenia.
– Ach... – kiedy Rowle wyciągnął do niej dłoń, zaniemówiła. Oczywiście, w teorii wiedziała, jak powinna zareagować. Jednak kontakty z obcymi osobami zawsze wywoływały u niej lekką panikę. Po chwili udało jej się opanować i wesprzeć o rękę chłopaka. – D-dziękuję... – wydukała. Już zaczynała czuć się pewniej, gdy nagle spod podłogi wydobył się chichot...
Lanę kompletnie zamurowało. Co prawda niespodziewane spotkanie z duchem nie było niczym nadzwyczajnym w Hogwarcie, ale sama do tej pory nie miała osobistej styczności z ekscentrycznymi wybrykami Marty. Jeszcze te jej insynuacje... Dolohovówna zamknęła oczy i zacisnęła dłonie na szacie. Bardzo chciała znaleźć się teraz gdzieś indziej. Natomiast zmarła uczennica zdawała się świetnie bawić.
– Hihi, ale się zawstydziła! Ciekawe, czy podczas lekcji piszesz w notatkach "Lana Rowle"? Zaraz sprawdzę! – mówiąc to, wyfrunęła z biblioteki, a za nią kartki zebrane wcześniej przez Leviathana. Lana wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać.
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.