28.09.2025, 23:05 ✶
Na Mabon brakowało pobożnego posypywania głów popiołem czy łączenia rąk podczas dziękczynnej modlitwy, wygłoszonej w eter, który potem miał doprowadzić ją prosto do Matki.
Nie sposób było nie wątpić w takich momentach.
Tessa od zawsze miała siebie za osobę twardo stąpającą po ziemi — na lekcjach Wróżbiarstwa jedynie dmuchała w fusy na dnie filiżanki, chcąc wytworzyć z nich śmieszniejsze kształty ku uciesze koleżanek z ławki. Stukała paznokciem w materię szklanej kuli i stroiła do niej miny, aby potem przypadkowo strącić ją ze stolika i móc kopnąć w stronę kolegi na drugim końcu klasy.
Jak tak na to patrzyła, to była naprawdę wyrodną uczennicą. A przynajmniej do trzeciego roku.
Potem, bo po zapoznaniu się z Longbottomami i wejściu w rodzinę, a także byciu zmuszoną do uczęszczania na każde spotkania rodzinne (swoich niestety nie miała lub wolała unikać), nic się nie zmieniło. Choć najwyraźniej przed chwilą do tego zmierzaliśmy, ale puenta pozostaje taka sama.
— Daj, kochanie — powiedziała do Brenny, a potem podniosła się na chwilę z siedzenia, aby, jak to ciotka na każdym spotkaniu, przejąć rolę nakładania jedzenia. Na jej talerzu wylądowało ledwie kilka pieczonych kartofli, ale potem spojrzała na szwagra, siedzącego tuż obok. I Morpehus już po chwili mógł zauważyć przed sobą sporą ilość ziemniaków.
Obsłużyła jeszcze każdego, kto tylko się zgłosił, a potem usadowiła się z powrotem na swoim miejscu. Naładowała sobie trochę konfitury, trochę pieczonej dyni, potem jeszcze…
O. Wino.
I tak nie była zbyt głodna.
Nie mogła przełknąć zbyt wiele od Spalonej Nocy, ale trzeba było robić dobrą minę do naprawdę chujowej gry. Dlatego nałożyła sobie jeszcze pasztecika, a dopiero potem w kieliszku wylądowało wino. Zaoferowała je również każdemu przy stole, choć może nie wypadało pić już teraz. Ale kto by jej zabronił?
Uśmiechnęła się tylko przelotnie do Godryka, a jej spojrzenie mówiło wyraźnie: Wybacz, tato.
Potem nalała Morpheusowi i kiedy odłożyła butelkę z powrotem, złapała się oparcia krzesła przyszywanego brata i szepnęła mu na ucho, chcąc wyraźnie rozładować sytuację i burzę, zbierającą się nad jego skronią:
— Słyszałeś kiedyś żart o kurwie na gitarze?
Przykładna ciotka, nie ma co.
Nie sposób było nie wątpić w takich momentach.
Tessa od zawsze miała siebie za osobę twardo stąpającą po ziemi — na lekcjach Wróżbiarstwa jedynie dmuchała w fusy na dnie filiżanki, chcąc wytworzyć z nich śmieszniejsze kształty ku uciesze koleżanek z ławki. Stukała paznokciem w materię szklanej kuli i stroiła do niej miny, aby potem przypadkowo strącić ją ze stolika i móc kopnąć w stronę kolegi na drugim końcu klasy.
Jak tak na to patrzyła, to była naprawdę wyrodną uczennicą. A przynajmniej do trzeciego roku.
Potem, bo po zapoznaniu się z Longbottomami i wejściu w rodzinę, a także byciu zmuszoną do uczęszczania na każde spotkania rodzinne (swoich niestety nie miała lub wolała unikać), nic się nie zmieniło. Choć najwyraźniej przed chwilą do tego zmierzaliśmy, ale puenta pozostaje taka sama.
— Daj, kochanie — powiedziała do Brenny, a potem podniosła się na chwilę z siedzenia, aby, jak to ciotka na każdym spotkaniu, przejąć rolę nakładania jedzenia. Na jej talerzu wylądowało ledwie kilka pieczonych kartofli, ale potem spojrzała na szwagra, siedzącego tuż obok. I Morpehus już po chwili mógł zauważyć przed sobą sporą ilość ziemniaków.
Obsłużyła jeszcze każdego, kto tylko się zgłosił, a potem usadowiła się z powrotem na swoim miejscu. Naładowała sobie trochę konfitury, trochę pieczonej dyni, potem jeszcze…
O. Wino.
I tak nie była zbyt głodna.
Nie mogła przełknąć zbyt wiele od Spalonej Nocy, ale trzeba było robić dobrą minę do naprawdę chujowej gry. Dlatego nałożyła sobie jeszcze pasztecika, a dopiero potem w kieliszku wylądowało wino. Zaoferowała je również każdemu przy stole, choć może nie wypadało pić już teraz. Ale kto by jej zabronił?
Uśmiechnęła się tylko przelotnie do Godryka, a jej spojrzenie mówiło wyraźnie: Wybacz, tato.
Potem nalała Morpheusowi i kiedy odłożyła butelkę z powrotem, złapała się oparcia krzesła przyszywanego brata i szepnęła mu na ucho, chcąc wyraźnie rozładować sytuację i burzę, zbierającą się nad jego skronią:
— Słyszałeś kiedyś żart o kurwie na gitarze?
Przykładna ciotka, nie ma co.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you