29.09.2025, 09:11 ✶
Nicholas doskonale wiedział, gdzie mieszkała Faye. W końcu nie raz i nie dwa zapraszała go do siebie i tłumaczyła, jak się dostać do jej domu, ale Nick nigdy z zaproszenia nie skorzystał. Spodziewała się tego, więc nie miała bratu za złe, że jej nie odwiedził. I tak samo nie spodziewała się, że będzie chciał odwiedzić ją teraz. W zasadzie to nie pamiętała, czy posłała mu sowę - tak dużo się działo, że była pewna, że to zrobiła. Czy w takim razie otrzymała odpowiedź? Nie miała pojęcia, jej mózg zarejestrował, że tak i że wszystko było w porządku. Projektowała sobie wydarzenia, żeby odciążyć swój zestresowany ostatnimi wydarzeniami umysł.
Dolina Godryka ucierpiała, ale faktycznie nie tak bardzo jak Londyn. Część budynków była tylko nadpalona, a część - nienaruszona. Z kolei kilka spłonęło doszczętnie. Faye naiwnie liczyła na to, że jesień to będzie jej czas: że w końcu jej życie się ułoży, że będzie dobrze. Że odzyska spokój. Ale jednak Los miał inne plany. Gdy Nicholas dotarł pod adres, który kiedyś mu dawała, zobaczył widok dziwny. Piętro, na którym mieszkała jego siostra, było nienaruszone. Osmolone odrobinę, owszem, ale całe. Z kolei parter... Cud, że dom stał. Ogień nie dosięgnął głównych ścian nośnych, ale spopielił wszystko, co znajdowało się w środku. Z tego co mówiła Faye, mieszkała tam starsza kobieta. Czy przeżyła? Tego wiedzieć nie mógł, ale zawsze mógł zapytać - dostrzegł traversównę, która uwijała się w środku jak mrówka. Ubrana była w brudne od sadzy spodnie oraz podkoszulek, na który narzuciła ciepłą, kraciastą koszulę. Wszystko było usyfione jak jasna cholera, jej kasztanowe włosy związane w wysoki koński ogon - także. Na twarzy znajdowały się czerwone ślady po farbie, którą ją oblano jeszcze w Londynie. Nie używała magii, sprzątała ręcznie. Wrzucała do wielkiego wiadra nadpalone elementy, chociaż większość spalonego dobytku spoczywała w skrzyniach na zewnątrz. Po sąsiadce nie było ani śladu, po kimkolwiek do pomocy - także nie. Faye milczała, przerzucając kolejne spalone pamiątki do wiadra. Nie zarejestrowała przybycia brata.
@Nicholas Travers
Dolina Godryka ucierpiała, ale faktycznie nie tak bardzo jak Londyn. Część budynków była tylko nadpalona, a część - nienaruszona. Z kolei kilka spłonęło doszczętnie. Faye naiwnie liczyła na to, że jesień to będzie jej czas: że w końcu jej życie się ułoży, że będzie dobrze. Że odzyska spokój. Ale jednak Los miał inne plany. Gdy Nicholas dotarł pod adres, który kiedyś mu dawała, zobaczył widok dziwny. Piętro, na którym mieszkała jego siostra, było nienaruszone. Osmolone odrobinę, owszem, ale całe. Z kolei parter... Cud, że dom stał. Ogień nie dosięgnął głównych ścian nośnych, ale spopielił wszystko, co znajdowało się w środku. Z tego co mówiła Faye, mieszkała tam starsza kobieta. Czy przeżyła? Tego wiedzieć nie mógł, ale zawsze mógł zapytać - dostrzegł traversównę, która uwijała się w środku jak mrówka. Ubrana była w brudne od sadzy spodnie oraz podkoszulek, na który narzuciła ciepłą, kraciastą koszulę. Wszystko było usyfione jak jasna cholera, jej kasztanowe włosy związane w wysoki koński ogon - także. Na twarzy znajdowały się czerwone ślady po farbie, którą ją oblano jeszcze w Londynie. Nie używała magii, sprzątała ręcznie. Wrzucała do wielkiego wiadra nadpalone elementy, chociaż większość spalonego dobytku spoczywała w skrzyniach na zewnątrz. Po sąsiadce nie było ani śladu, po kimkolwiek do pomocy - także nie. Faye milczała, przerzucając kolejne spalone pamiątki do wiadra. Nie zarejestrowała przybycia brata.
@Nicholas Travers