29.09.2025, 11:05 ✶
Faye zmrużyła oczy w odpowiedzi na to, że powinna go rozpoznawać po głosie. Powinna też po zapachu, wiadomo, ale wszystko tu waliło spalenizną i zniszczeniem, więc nie miała jak się zorientować, że jej wspaniały braciszek nagle postanowił się zjawić w jej skromnych progach.
- To był odruch - mruknęła nieco przepraszającym tonem, rozluźniając się. Do tej pory całe ciało miała napięte, jakby spodziewała się zagrożenia. Czy zawsze tak reagowała, przyzwyczajona do niebezpieczeństwa i czujności, czy ostatnio stała się taką paranoiczką? - Wybacz. I witaj w moich skromnych progach.
Dziewczyna otarła czoło wierzchem dłoni, rozmazując na skórze węgiel, którym się ubrudziła. Wyglądała okropnie - na zmęczoną i zdenerwowaną, dodatkowo trochę zrezygnowaną. Ale tak, była cała i zdrowa. Na jej ciele nie było nawet zadrapania, przynajmniej w widocznych miejscach.
- Dobry refleks, swoją drogą - pochwaliła, robiąc kilka kroków w stronę skrzynki, która tymczasowo robiła za stolik. Sięgnęła po butelkę z wodą, solidną, szklaną, i uniosła ją do ust. Jej ciało pokrywał pot, bo faktycznie: magią byłoby łatwiej wszystko usunąć. - Magią tak, byłoby łatwiej, ale nigdy nie wiesz, czy na tak odsłoniętym terenie nikt nie patrzy ci na ręce. A po sierpniu wolę być ostrożniejsza.
Przypomniała tym samym, że przecież miała pogadankę w Ministerstwie za tę nieszczęsną, niekontrolowaną przemianę. Wzruszyła przy tym ramionami - tamte problemy wydawały się w tej chwil bardzo, bardzo odległe.
- Co cię tu sprowadza? Nie pisaliśmy, że jest ok? Chyba, że przyszedłeś mi pomóc z tym całym syfem? - wydawała się być zaskoczona jego wizytą. Naprawdę uważała, że oboje upewnili się, że byli bezpieczni. - Zwłaszcza że pewnie macie ręce pełne roboty w Ministerstwie, co? Macie już podejrzanych? Wiem, że to niekoniecznie twoja działka, ale może ktoś już wysnuł jakieś podejrzenia?
Faye odrobinę się nachmurzyła. Przestąpiła z nogi na nogę, jakby nie do końca wiedziała, co robić dalej. A potem westchnęła cicho.
- Chodź na górę. Będziemy mogli porozmawiać. Może i mam paranoję, ale nie chcę, by ktokolwiek mnie podsłuchiwał. Za dużo ostatnio się dzieje, żeby jeszcze dorzucić stalkerów do tego worka nieszczęść - ruszyła w stronę schodów. Były nadpalone, owszem, ale tylko do połowy. Metalowa konstrukcja w połączeniu z kamieniem trzymała je w ryzach, spaliła się głównie poręcz. Faye z gracją przeskoczyła nadpalone i brudne miejsca, kierując się na górę, bez czekania na brata.
Jej mieszkanie było małe, ale przytulne. Śmierdziało w nim spalenizną, ale poza tym wydawało się, że płomienie nie zdążyły dosięgnąć nic wewnątrz. Osmoliły tylko elewację.
- Napijesz się czegoś? - Traversówna w końcu wyciągnęła różdżkę i machnęła nią, by odpalić kadzidło i świecę zapachową. - Sorry za zapach, wali tu ale nie mogę tego wywietrzyć, póki nie sprzątnę dołu. Czekam na deszcz, powinno być lepiej.
- To był odruch - mruknęła nieco przepraszającym tonem, rozluźniając się. Do tej pory całe ciało miała napięte, jakby spodziewała się zagrożenia. Czy zawsze tak reagowała, przyzwyczajona do niebezpieczeństwa i czujności, czy ostatnio stała się taką paranoiczką? - Wybacz. I witaj w moich skromnych progach.
Dziewczyna otarła czoło wierzchem dłoni, rozmazując na skórze węgiel, którym się ubrudziła. Wyglądała okropnie - na zmęczoną i zdenerwowaną, dodatkowo trochę zrezygnowaną. Ale tak, była cała i zdrowa. Na jej ciele nie było nawet zadrapania, przynajmniej w widocznych miejscach.
- Dobry refleks, swoją drogą - pochwaliła, robiąc kilka kroków w stronę skrzynki, która tymczasowo robiła za stolik. Sięgnęła po butelkę z wodą, solidną, szklaną, i uniosła ją do ust. Jej ciało pokrywał pot, bo faktycznie: magią byłoby łatwiej wszystko usunąć. - Magią tak, byłoby łatwiej, ale nigdy nie wiesz, czy na tak odsłoniętym terenie nikt nie patrzy ci na ręce. A po sierpniu wolę być ostrożniejsza.
Przypomniała tym samym, że przecież miała pogadankę w Ministerstwie za tę nieszczęsną, niekontrolowaną przemianę. Wzruszyła przy tym ramionami - tamte problemy wydawały się w tej chwil bardzo, bardzo odległe.
- Co cię tu sprowadza? Nie pisaliśmy, że jest ok? Chyba, że przyszedłeś mi pomóc z tym całym syfem? - wydawała się być zaskoczona jego wizytą. Naprawdę uważała, że oboje upewnili się, że byli bezpieczni. - Zwłaszcza że pewnie macie ręce pełne roboty w Ministerstwie, co? Macie już podejrzanych? Wiem, że to niekoniecznie twoja działka, ale może ktoś już wysnuł jakieś podejrzenia?
Faye odrobinę się nachmurzyła. Przestąpiła z nogi na nogę, jakby nie do końca wiedziała, co robić dalej. A potem westchnęła cicho.
- Chodź na górę. Będziemy mogli porozmawiać. Może i mam paranoję, ale nie chcę, by ktokolwiek mnie podsłuchiwał. Za dużo ostatnio się dzieje, żeby jeszcze dorzucić stalkerów do tego worka nieszczęść - ruszyła w stronę schodów. Były nadpalone, owszem, ale tylko do połowy. Metalowa konstrukcja w połączeniu z kamieniem trzymała je w ryzach, spaliła się głównie poręcz. Faye z gracją przeskoczyła nadpalone i brudne miejsca, kierując się na górę, bez czekania na brata.
Jej mieszkanie było małe, ale przytulne. Śmierdziało w nim spalenizną, ale poza tym wydawało się, że płomienie nie zdążyły dosięgnąć nic wewnątrz. Osmoliły tylko elewację.
- Napijesz się czegoś? - Traversówna w końcu wyciągnęła różdżkę i machnęła nią, by odpalić kadzidło i świecę zapachową. - Sorry za zapach, wali tu ale nie mogę tego wywietrzyć, póki nie sprzątnę dołu. Czekam na deszcz, powinno być lepiej.