Uścisnął dłoń bratu, nawet się uśmiechnął, chociaż jego siwiejąca w drastycznym tempie broda nie odsłaniała tego aż tak bardzo. Zabawne, gdy posadzono przy stole Morpheusa i Godryka, jeszcze bardziej wychodziły na wierzch ich podobieństwa, niezauważalne na początku przez największą różnicę, koloryt. Skrócone po pożarach loki, nie z własnej woli jasnowidza, po prostu się przypaliły, uczesane niemal tak samo, podobnie przycięta broda, już prawie w tym samym kolorze, bardzo podobny nos, chociaż w tym akurat pomógł mu w dzieciństwie Clemens. Najbardziej jednak odznaczało się to w tym, że trzymali sztućce w ten sam sposób, że niektóre gesty wykonywali w ten sam sposób.
Uniósł brwi na ilość ziemniaków na swoim talerzu, ale nadal nie protestował. Rozumiał potrzebę karmienia, w jakiś sposób budowało to poczucie ochrony swoich bliskich, przekazania im sił witalnych.
Widelec Morpheusa zawisł nieelegancko pomiędzy talerzem i jego otworem gębowym, powodując że nasunięte na ząbki ziemniaki zsunęły się z nich mało elegancko i skapneły na jego szatę. Wieszcz zdawał się w ogóle nie zwracać uwagi na ten fakt, patrząc kątem oka na przyszywaną siostrę i unosząc do góry brwi.
— Nie słyszałem.
Percepcja ◉◉◉◉◉: Przewaga wykaz intencji. Chciałabym usłyszeć Morpheusem żart, zanim padnie.
Sukces!
Trzecie oko, nad wyraz wrażliwe, a może uwrażliwione przez to, jak często Morpheus szukał, zarówno ponownej wizji od bogów, jak i dziur, gdzie nikt nic nie widział, takich jak ta, która lśniła czarną opaską niewidzenia w Spaloną Noc, zdradziło mu treść żartu Tessy. Morpheus mrugnął kilkukrotnie, po czym zasłaniając usta wierzchem dłoni w której trzymał widelec, zaczął chichotać. Widocznie Tessa miała to coś, co zawsze pozwalało mu na znalezienie uśmiechu, nawet w najbardziej okrutnym momencie życia.