30.09.2025, 14:58 ✶
Gęsty, aromatyczny dym unosił się z dębowej fajki Ceolsige, tworząc powolne, leniwe kręgi w ciężkim powietrzu pokoju. Słuchała w skupieniu, nie przerywając, a jej spojrzenie wędrowało od zaniepokojonej twarzy Henry'ego do napiętej postawy Brynji. Sprawiała wrażenie, jakby każde słowo, każdy gest był przez nią skrupulatnie ocenianny i katalogowany. Kiedy Henry mówił o szaleństwie i niepokoju, który jednocześnie odpychał i przyciągał, jej błękitne oczy zwęziły się nieznacznie, jakby próbowały dostrzec kształt niewidzialnego wroga. Szybkim spojżeniem jeszcze uwazniej oceniła postać Henrego. Mimowolny delikatny, niemal niezauważalny grymas na chwile przebiegł jej twarz. Gdy Brynja opisywała zmutowane ryby i zapach czegoś prastarego, Ceolsige powoli, niemal niezauważalnie, skinęła głową, a w kąciku jej ust pojawił się cień zrozumienia. Zmieniła dłoń i przesunęła fajkę na lewą połowę twarzy.
Dopiero gdy oboje zamilkli, a w pokoju zapanowała cisza przerywana jedynie szumem wiatru za oknem i cichym pykaniem fajki, Ceolsige zabrała głos. Jej ton był spokojny, rzeczowy, niczym głos doświadczonego rzemieślnika oceniającego skomplikowany mechanizm.
– Poruszanie się po wiosce za dnia nie powinno stanowić problemu – stwierdziła, wypuszczając z ust idealnie uformowane kółko dymu. – Mieszkają tu sami mugole. Bezbronni i ślepi na rzeczy, które dla nas są oczywistością. Kiedy kierowałam tu Poppy, nic nie wskazywało na jakiekolwiek zagrożenie. Spodziewam się czegoś subtelnego. Czegoś, co Poppy sama przegapiła, wplątując się weń powoli, sieć po sieci.
Zamilkła na chwilę, pozwalając, by jej słowa zawisły w powietrzu. Wstała i podeszła do niewielkiego okna na poddaszu, z którego roztaczał się widok na szare dachy i wzburzone morze w oddali. Oparła się o framugę, a jej sylwetka odcięła się na tle ponurego krajobrazu. Patrzyła na wioskę, na jej ciasne uliczki i domy, które zdawały się tulić do siebie w strachu przed bezmiarem wody. Kolejne pyknięcie fajki przerwało ciszę.
– Wasze tropy wydają się zazębiać – odezwała się w końcu, nie odwracając wzroku od panoramy Dunwich. – Brynju, masz adres dostawcy. Henry, masz pretekst, by zadawać pytania. Powinniście pójść tam razem. Zobaczyć, co uda wam się odkryć, podążając śladem tych zniekształconych ryb. - Mimo że wyglądała na zamyśloną głos nadal niósł ton uprzejmego profesjonalizmu.
– Ja w tym czasie spróbuję nawiązać nić porozumienia z naszym gospodarzem, panem Harrisem. Zbadam historię tego miejsca, przejrzę muzealne archiwa. Każde szaleństwo ma swoje korzenie. - Jej głos, choć spokojny, miał w sobie nutę ostateczności. Jakby właśnie podjęła nieodwołalną decyzję. Ton tej wypowiedzi wyraźnie odstawał od jej dotychczasowego sprawaijac wrażenie jakby wypowiedź dotyczyła czegos poważniejszego niż treść mogłaby wskazywać.
Odwróciła się od okna, a na jej twarz powrócił wyraz uprzejmego profesjonalizmu, choć w oczach tlił się chłodny błysk determinacji.
– Spotkajmy się później, zanim zacznie się ściemniać. Przyjrzymy się tej nieistniejącej ulicy i wydmom. Co wy na to? - zapytała po wyjęciu z usta fajkę i wypuszczając dziwnie skrzywione kółko dymu.
Dopiero gdy oboje zamilkli, a w pokoju zapanowała cisza przerywana jedynie szumem wiatru za oknem i cichym pykaniem fajki, Ceolsige zabrała głos. Jej ton był spokojny, rzeczowy, niczym głos doświadczonego rzemieślnika oceniającego skomplikowany mechanizm.
– Poruszanie się po wiosce za dnia nie powinno stanowić problemu – stwierdziła, wypuszczając z ust idealnie uformowane kółko dymu. – Mieszkają tu sami mugole. Bezbronni i ślepi na rzeczy, które dla nas są oczywistością. Kiedy kierowałam tu Poppy, nic nie wskazywało na jakiekolwiek zagrożenie. Spodziewam się czegoś subtelnego. Czegoś, co Poppy sama przegapiła, wplątując się weń powoli, sieć po sieci.
Zamilkła na chwilę, pozwalając, by jej słowa zawisły w powietrzu. Wstała i podeszła do niewielkiego okna na poddaszu, z którego roztaczał się widok na szare dachy i wzburzone morze w oddali. Oparła się o framugę, a jej sylwetka odcięła się na tle ponurego krajobrazu. Patrzyła na wioskę, na jej ciasne uliczki i domy, które zdawały się tulić do siebie w strachu przed bezmiarem wody. Kolejne pyknięcie fajki przerwało ciszę.
– Wasze tropy wydają się zazębiać – odezwała się w końcu, nie odwracając wzroku od panoramy Dunwich. – Brynju, masz adres dostawcy. Henry, masz pretekst, by zadawać pytania. Powinniście pójść tam razem. Zobaczyć, co uda wam się odkryć, podążając śladem tych zniekształconych ryb. - Mimo że wyglądała na zamyśloną głos nadal niósł ton uprzejmego profesjonalizmu.
– Ja w tym czasie spróbuję nawiązać nić porozumienia z naszym gospodarzem, panem Harrisem. Zbadam historię tego miejsca, przejrzę muzealne archiwa. Każde szaleństwo ma swoje korzenie. - Jej głos, choć spokojny, miał w sobie nutę ostateczności. Jakby właśnie podjęła nieodwołalną decyzję. Ton tej wypowiedzi wyraźnie odstawał od jej dotychczasowego sprawaijac wrażenie jakby wypowiedź dotyczyła czegos poważniejszego niż treść mogłaby wskazywać.
Odwróciła się od okna, a na jej twarz powrócił wyraz uprzejmego profesjonalizmu, choć w oczach tlił się chłodny błysk determinacji.
– Spotkajmy się później, zanim zacznie się ściemniać. Przyjrzymy się tej nieistniejącej ulicy i wydmom. Co wy na to? - zapytała po wyjęciu z usta fajkę i wypuszczając dziwnie skrzywione kółko dymu.