Jadłeś?
— Nie wiem — przyznał się Morpheus, zdejmując z siebie okrycie wierzchnie. Różnorakie pudełka lewitujące za nim wylądowały z gracją na podłodze, a z górnego Longbottom wyjął domowe skórzana trzewiki, zupełnie nowe. Poprzednie zabrał do remontowanego dworku, te z Dolny Godryka poszły z dymem, zostało mu więc jedynie zamówić nowe. Kolorowe pudła z logami z Domu Towarowego z Horyzontalnej bardzo mocno świadczyły o tym, że uzupełnienie pewnych rzeczy trwało dużo dłużej niż innych. Morpheus zwykle nie nosił nic, co nie byłoby uszyte specjalnie dla niego, ale jego krawiec stracił w pożarach wszystkie muśliny i musiał zaczynać od nowa.
Mijał dokładnie miesiąc od wydarzeń tamtej nocy. Kolekcja kart wróżebnych Morpheusa była nie do odzyskania, a on w tej kategorii zdawał się nie kwapić z zakupami. Z wahadełek zostało mu tylko te kilka, których zapomniał zabrać od Shafiqa, zresztą gubił je tak czy tak namiętnie. Karty bolały bardziej, kolorowe atramenty również, jednak najbardziej kuła go żalem zachowana korespondencja. Pozostał po niej pył.
— Co cię trapi, Antoniuszu? — zapytał, siadając na przeciwko swojego Anam Cary.