03.10.2025, 11:08 ✶
Było więcej w symbolach ponad ich klasyczne podręcznikowe znaczenia, toteż można założyć, że zamek, który Peregrinus odnalazł wśród popielnych kształtów na niebie, wcale nie nawiązywał do przypisanego mu małżeństwa dla pieniędzy. Zamek ów od razu wróżbita utożsamił z Prawami Czasu — twierdzą, w której los zalecał obwarować się tej nocy. Popioły niestety milczały na razie o tym, czy ich forteca zostanie zdobyta.
Nie tylko dla Lyssy pierwszą myślą była nieobecność Vakela. Również Trelawney od razu wybiegł myślami w jego stronę. On również chciał znać odpowiedź na pytanie, kiedy pan domu wraca i — przede wszystkim — gdzie on u licha jest. Był to kolejny już raz, gdy Peregrin nie miał pojęcia o tym, jakimiż to ścieżkami podąża Vasilij. Zaczynał powoli akceptować, że nigdy nie uda mu się obserwować każdego kroku Dolohova; zapewne zresztą tak było lepiej, zdrowiej. Poza tymi momentami, gdy nad Londynem wisiała groza, a on gdzieś przepadał.
— Nie wiem, kiedy wraca — odparł, nie kryjąc swojej niewiedzy. — Nie martwiłbym się jednak nadto o to, czy się ubrudzi. Gdziekolwiek jest, może deportować się stamtąd w każdej chwili bez wpadania w zawieruchę. — O ile nie wybrał się w plener… lecz w jaki niby plener Vasilij Dolohov chadzałby tak późno wieczorem?
Peregrinus — w przeciwieństwie do Lyssy — nie rwał się do powrotu do gry pozostawionej na stole. Nie aby był zapalonym pasjonatem wyglądania przez okno, kojarzyło mu się to bowiem ze wścibstwem znudzonych staruch i marnotrawstwem czasu. Nie wystawał tam jednak teraz bynajmniej, aby szpiegować sąsiadów.
Pod presją dwóch kobiet nalegających na grę, wróżbita odwrócił się i, wyciągnąwszy różdżkę, dla świętego spokoju zaczarował pierwszą kartę ze stosu. Kartonik gładko obrócił się i wyłożył na stół, otwierając rundę, a tymczasem Trelawney wrócił do sondowania wzrokiem ulic.
— Dokończyć partię — mruknął zbulwersowany pod nosem, jakby usłyszał absurd. — To gra w wojnę. Może ciągnąć się godzinami, a sama, Cassandro, zauważyłaś, że ogień rozprzestrzenia się szybko. Te popioły nie są codziennym zjawiskiem. Nie powinniśmy tego ignorować.
Nie tylko dla Lyssy pierwszą myślą była nieobecność Vakela. Również Trelawney od razu wybiegł myślami w jego stronę. On również chciał znać odpowiedź na pytanie, kiedy pan domu wraca i — przede wszystkim — gdzie on u licha jest. Był to kolejny już raz, gdy Peregrin nie miał pojęcia o tym, jakimiż to ścieżkami podąża Vasilij. Zaczynał powoli akceptować, że nigdy nie uda mu się obserwować każdego kroku Dolohova; zapewne zresztą tak było lepiej, zdrowiej. Poza tymi momentami, gdy nad Londynem wisiała groza, a on gdzieś przepadał.
— Nie wiem, kiedy wraca — odparł, nie kryjąc swojej niewiedzy. — Nie martwiłbym się jednak nadto o to, czy się ubrudzi. Gdziekolwiek jest, może deportować się stamtąd w każdej chwili bez wpadania w zawieruchę. — O ile nie wybrał się w plener… lecz w jaki niby plener Vasilij Dolohov chadzałby tak późno wieczorem?
Peregrinus — w przeciwieństwie do Lyssy — nie rwał się do powrotu do gry pozostawionej na stole. Nie aby był zapalonym pasjonatem wyglądania przez okno, kojarzyło mu się to bowiem ze wścibstwem znudzonych staruch i marnotrawstwem czasu. Nie wystawał tam jednak teraz bynajmniej, aby szpiegować sąsiadów.
Pod presją dwóch kobiet nalegających na grę, wróżbita odwrócił się i, wyciągnąwszy różdżkę, dla świętego spokoju zaczarował pierwszą kartę ze stosu. Kartonik gładko obrócił się i wyłożył na stół, otwierając rundę, a tymczasem Trelawney wrócił do sondowania wzrokiem ulic.
— Dokończyć partię — mruknął zbulwersowany pod nosem, jakby usłyszał absurd. — To gra w wojnę. Może ciągnąć się godzinami, a sama, Cassandro, zauważyłaś, że ogień rozprzestrzenia się szybko. Te popioły nie są codziennym zjawiskiem. Nie powinniśmy tego ignorować.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie