• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[Luty 1960] Moralność Pana Detektywa | Harrier & Woody

[Luty 1960] Moralność Pana Detektywa | Harrier & Woody
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#2
03.10.2025, 23:16  ✶  
Yule w Warowni było tego roku takie jak zawsze — rodzinne, cieplutkie jak kocyk podgrzany na kaloryferze i przesycone uśmiechem. A potem Quintessa i Woodrow wrócili z rodzinnej kolacji do siebie i…
Trzaskasz tak tymi drzwiami, oczywiście, znów jesteś o coś zły.
O chuja tam był zły. O nic nie był zły, stara jędzo, ale w tamtej chwili stał się zły.
Tak to mniej więcej ostatnio się kręciło. Spinali się i rozchodzili po kątach domu, każdy dłubać swoje rzeczy. Żadne z nich nie potrafiło wykrzesać z siebie na tyle sił, aby usiąść do solidnej, szczerej rozmowy, bo i gdzież by ją niby zacząć. Tyle się nawarstwiło między nimi zgrzytów, tak trudno byłoby cofnąć się do pierwszego grzechu i rozebrać wszystkie kolejne na części pierwsze, wydłubać każdą drzazgę.
Woody więc chętnie i często wynosił się z domu, żeby żonie nie wchodzić w drogę, tak chociaż na parę(naście) godzin wyrwać się spod gnijącej małżeńskiej atmosfery. Nigdy nie był pracoholikiem, ale odkrył w sobie miłość do nadgodzin i nocnych dyżurów. Łatwo Longbottom wypielęgnował świeżo rozbudzoną namiętność, ponieważ Aaron Moody żywił od lat słabość do owej kochanki i przygotował mu grunt. Obracali teraz we dwóch tę kurwę, którą wcześniej kumplowi Woody wytykał — bo co to za życie w pracy, żyj więcej, Aaronie! No cóż, ostatnio mu się nawet spodobało to aaronowe zboczenie i poczuł dryg.
Odkrył w sobie również miłość do kuchni Harriera i — o mój kochany przyjacielu — Woodrow Longbottom był gorszy niż stonka. Pchał pod sam korek i trząsł uszami. Gdy rozmawiali, łypał okiem zza zasłony pięknych blond włosów na tę brytfanę z wystudzoną pieczenią i tylko kalkulował, czy mu jeszcze cieniutki kawałeczek nie wejdzie. A gdy już-już miał zażądać: Harry, weź no mi daj jeszcze plasterek, do przytulnego salonu zalatywała smakowita woń ciasta. Trzeba było zachować cenne miejsce.
Czuł się w domu Abbotta bardzo swobodnie i komfortowo. Harry napełnił mu żołądek, rozgrzał gardło i żyły alkoholem, całą resztę zaś ogniem kominka. Szare niebo kołysało do snu — wespół z kołyszącym się w dłoni Longbottoma kieliszkiem.
— Ty, no czy ja wiem — mruknął zamyślony detektyw, próbując sobie wyobrazić dziecko o twarzy Quintessy, w którym to scenariuszu on z Quintessą nie był. Było to mimo małżeńskich problemów wciąż dość abstrakcyjne. Gorzkie raczej tym, że ta córka o jej oczach nigdy się nie urodziła, nie tym, że nie układało się między nimi obecnie. — Może i coś w tym jest… ale co wtedy? Do końca życia poczucie winy za to, że nie umiesz o własnym dzieciaku myśleć tak, jak byś chciał? — Jego mina również wyrażała głębokie: no pojebane.
On w przeciwieństwie do przyjaciela wciąż jeszcze żałował. Trwał w jakiejś naiwnej myśli, że gdyby to dziecko się pojawiło, to by się między nim a Tessą nie zepsuło. Wszystko potoczyłoby się inaczej, tak?
— Daj mi coś mocniejszego, a daj — zachęcił Woody, wstając chwilę po Harrym. Zebrał po drodze puste talerze i z oczyma zmrużonymi od jaskrawego kuchennego światła poczłapał za nim. — Tylko się nie dziw potem, jak ci zalegnę na noc na kanapie. Tak żeś mnie utuczył, że się już teraz ledwo ruszam. No ale co ci powiem: delicje.
Longbottom złożył talerze w zlewie i zakręcił się za plecami Abbotta, aby zobaczyć ów jabłecznik. Jak na jego gust, to zjadłby i bez sosu waniliowego, ale jeśli mogło być jeszcze lepsze, nie zamierzał odwodzić kumpla od słodkiej modyfikacji.
— Krój, nie żałuj mi. Swoją drogą, spójrz na mnie, Harry, bo nie wiem, czy zauważyłeś. — Woody stanął za Abbottem, rozkładając szeroko ręce na boki, aby lepiej zaprezentować swój strój. — Wiesz, co to jest? — Miał na sobie sweter, który niewątpliwie przedstawiał rybę wyszytą na piersi. — Dostałem od skurwysyna Moody’ego na Yule. Kara za tego jazgarza, co mu wyrzuciłem w krzaki ostatnio. — Rzeczywiście, jak się przyjrzeć, ryba przypominała nieco jazgarza. — To ma mnie uczyć szacunku do żywego stworzenia. Ale ja ci powtarzam, co i jemu mówiłem: jazgarz to chwast, to szkodnik, żarłby ino ikrę i przez niego ryb mniej.


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Harrier Abbott (1080), Woody Tarpaulin (661)




Wiadomości w tym wątku
[Luty 1960] Moralność Pana Detektywa | Harrier & Woody - przez Harrier Abbott - 31.08.2025, 01:33
RE: [Luty 1960] Moralność Pana Detektywa | Harrier & Woody - przez Woody Tarpaulin - 03.10.2025, 23:16
RE: [Luty 1960] Moralność Pana Detektywa | Harrier & Woody - przez Harrier Abbott - 10.10.2025, 01:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa