05.10.2025, 15:41 ✶
Parsknął śmiechem, gdy Lazarus wspomniał o podróży w czasie.
- Na szczęście to nie był zmieniacz czasu. To raczej coś w rodzaju myślodsiewni, ale przeżywałem moje wspomnienie jako nastoletni ja. Zdaje się, jakby była to kompletnie inna osoba, nie?
Jednocześnie zajrzał w kopertę, licząc, że znajdzie tam jakiś trujący gaz albo żrącą substancję. W życiu, w którym rzeczywiście miało się wpływ na kształt państwa, często zyskiwało się wrogów. A gdyby ktoś chciał nadepnąć na odcisk Shafiqowi, mógłby wziąć na cel Lazarusa. Nie żeby Lovegood był jakimś słabym ogniwem.
- Co oznacza, że może być to jedna z tych dziwnych, niewyjaśnionych rzeczy, które co jakiś czas spotykały czarodziejów w Londynie, jakby jacyś bogowie na górze losowali z zamkniętej puli dziwactwa, które miały spotkać biednych śmiertelników takich jak my.
Robert nie był co prawda biedny, a o śmiertelności miał się przekonać dopiero w ostatnich chwilach. A może miały się zdarzyć już niebawem? Jak na ministerialnego oficjela Robert wykazywał się bardzo niskim stopniem instynktu samozachowawczego. Nie świadczyła o tym jedynie ostatnia sytuacja z wampirem, ale i okazywało się to właśnie w chwili, gdy mógł powiedzieć: nie, to nie najlepszy pomysł. Zamiast tego jednak chciał przygody.
- Znasz mnie. Absolutnie w to wchodzę - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Na szczęście to nie był zmieniacz czasu. To raczej coś w rodzaju myślodsiewni, ale przeżywałem moje wspomnienie jako nastoletni ja. Zdaje się, jakby była to kompletnie inna osoba, nie?
Jednocześnie zajrzał w kopertę, licząc, że znajdzie tam jakiś trujący gaz albo żrącą substancję. W życiu, w którym rzeczywiście miało się wpływ na kształt państwa, często zyskiwało się wrogów. A gdyby ktoś chciał nadepnąć na odcisk Shafiqowi, mógłby wziąć na cel Lazarusa. Nie żeby Lovegood był jakimś słabym ogniwem.
- Co oznacza, że może być to jedna z tych dziwnych, niewyjaśnionych rzeczy, które co jakiś czas spotykały czarodziejów w Londynie, jakby jacyś bogowie na górze losowali z zamkniętej puli dziwactwa, które miały spotkać biednych śmiertelników takich jak my.
Robert nie był co prawda biedny, a o śmiertelności miał się przekonać dopiero w ostatnich chwilach. A może miały się zdarzyć już niebawem? Jak na ministerialnego oficjela Robert wykazywał się bardzo niskim stopniem instynktu samozachowawczego. Nie świadczyła o tym jedynie ostatnia sytuacja z wampirem, ale i okazywało się to właśnie w chwili, gdy mógł powiedzieć: nie, to nie najlepszy pomysł. Zamiast tego jednak chciał przygody.
- Znasz mnie. Absolutnie w to wchodzę - wyszczerzył zęby w uśmiechu.