05.10.2025, 19:00 ✶
Czuła się tak cudownie wolna, gdy patrzyła w okno więźnia Lecznicy. Mogła odwrócić się i odejść, on tu zostanie: złamany i bezwolny, oddany na łaskę i niełaskę uzdrowicieli. Zabiorą mu głowę, zabiorą mu wolę. Zostanie z nimi na zmarnowanie. Wyrok skonania nędzniejszego niż to, które sam sobie zasądził.
Helloise nie znała jego historii, lecz mogła ją wyczytać z zabandażowanych rąk. Opatrunki były świeże — nie był tam długo, Lecznica jeszcze nie zdążyła go strawić. Miał w sobie wciąż człowieka — widziała to w tym, jak kiwał głową, jak dawał sygnały rękami.
Zapałka zgasła.
Rozbłysła ponownie kolejnej nocy. Kolejnej i kolejnej. Szyby szeptały mu otuchę i wskazówki. Opowiedz im, jak dobrze działają nowe eliksiry. Powiedz im, że żałujesz. Drugi raz byś tego nie zrobił. Szeptały, jak wyjść z izolatki, jak dostać przywilej wizyty w ogrodzie. Jak stąd wyjdziemy.
W bezwietrzne noce za oknami Lazarusa pląsały papierowe zabawki, gdy zaś wiatr dął, fruwały za nimi drewniane kukły i wystawiały swój niemy teatr lalek. Opowiadały legendy o wojowniczym królu Arturze, o olbrzymach rzucających ogromny cień na ściany izolatki i o smokach, które wypuszczały z paszcz zaklęte iskierki. Jednego dnia Artur poskromił smoka, drugiego dnia smok poskromił Artura, trzeciego dnia smok z Arturem się zerżnęli.
Helloise nudziła się zimą, więc zaklęte animacje zabawiały i ją. Czasem nie przychodziła przez kilka nocy, czasem powracała jednej kilkukrotnie.
W zaciszu swojej chaty pracowała w wolnych chwilach nad brzozową gałązką. Wyrzeźbiła w niej jasną różdżkę z rdzeniem z futra wiewiórki. Zdobienia różdżki były skromne, lecz sam przedmiot wykonano solidnie. Drewno płaczących brzózek było wspaniałe — niewybredne, dopasowywało się do każdej czarodziejskiej ręki i każdego mugolskiego grzbietu. Czyż nie smagnięciem brzozowej witki niemagiczni próbowali wypędzać z opętanych demony? Czyż nie nimi uczyli niepokornych moresu?
Tak minął grudzień. W ostatnich dniach tego grudnia w ogrodach Lecznicy leżała ukryta brzozowa różdżka. Czekała, aż Lovegood przyjdzie po nią podczas któregoś ze spacerów dla grzecznych pacjentów.
Helloise nie znała jego historii, lecz mogła ją wyczytać z zabandażowanych rąk. Opatrunki były świeże — nie był tam długo, Lecznica jeszcze nie zdążyła go strawić. Miał w sobie wciąż człowieka — widziała to w tym, jak kiwał głową, jak dawał sygnały rękami.
POZOSTAŃ
CZŁOWIEKIEM
— zmienił się układ popiołów na jego szybie.CZŁOWIEKIEM
Zapałka zgasła.
Rozbłysła ponownie kolejnej nocy. Kolejnej i kolejnej. Szyby szeptały mu otuchę i wskazówki. Opowiedz im, jak dobrze działają nowe eliksiry. Powiedz im, że żałujesz. Drugi raz byś tego nie zrobił. Szeptały, jak wyjść z izolatki, jak dostać przywilej wizyty w ogrodzie. Jak stąd wyjdziemy.
W bezwietrzne noce za oknami Lazarusa pląsały papierowe zabawki, gdy zaś wiatr dął, fruwały za nimi drewniane kukły i wystawiały swój niemy teatr lalek. Opowiadały legendy o wojowniczym królu Arturze, o olbrzymach rzucających ogromny cień na ściany izolatki i o smokach, które wypuszczały z paszcz zaklęte iskierki. Jednego dnia Artur poskromił smoka, drugiego dnia smok poskromił Artura, trzeciego dnia smok z Arturem się zerżnęli.
Helloise nudziła się zimą, więc zaklęte animacje zabawiały i ją. Czasem nie przychodziła przez kilka nocy, czasem powracała jednej kilkukrotnie.
W zaciszu swojej chaty pracowała w wolnych chwilach nad brzozową gałązką. Wyrzeźbiła w niej jasną różdżkę z rdzeniem z futra wiewiórki. Zdobienia różdżki były skromne, lecz sam przedmiot wykonano solidnie. Drewno płaczących brzózek było wspaniałe — niewybredne, dopasowywało się do każdej czarodziejskiej ręki i każdego mugolskiego grzbietu. Czyż nie smagnięciem brzozowej witki niemagiczni próbowali wypędzać z opętanych demony? Czyż nie nimi uczyli niepokornych moresu?
Tak minął grudzień. W ostatnich dniach tego grudnia w ogrodach Lecznicy leżała ukryta brzozowa różdżka. Czekała, aż Lovegood przyjdzie po nią podczas któregoś ze spacerów dla grzecznych pacjentów.
WYJDŹ W
NOWE
Helloise czekała więc, aż wyjdzie, aby pomóc mu się odrodzić w sylwestrową noc, jak odrodzić miał się i rok. Krążąc przy granicy lasu pod Lecznicą Dusz, czarownica zastanawiała się, czy jeszcze nie jest za późno — czy zostało coś w tym ludziku z okna? Czy nie zabrali mu już zbyt wiele?NOWE
dotknij trawy