05.10.2025, 23:41 ✶
– To... była równia pochyła. – Przyznał bardzo cicho, ale umilkł, gdy Morpheus zaczął opowiadać mu o Kole Fortuny. Wiedział, że było to koło, wiedział też, co potrafiło oznaczać - Somnia wróżył mu dostatecznie długo lat, by pewne skojarzenia wyrobiły się w jego głowie, która bardziej skupiała się na skomplikowanych siatkach rzeczywistości materialnej aniżeli astrologicznym wpływom na nią. Miał od tego Morpheusa... Drugą połowę swojej duszy.
Uwielbiał, kiedy Longbottom się uśmiechał. Uwielbiał, kiedy zalewał go faktami, nawet nie za sam fakt tego, że do czegokolwiek tych faktów potrzebował, ot... Były powody dla których wyniki w Hogwarcie Niewymownego były wyższe i teraz, po tych kilku latach potrafił nie mieć większego żalu z tego tytułu. Potrafił się tym cieszyć. Zwłaszcza teraz, ogrzewając dłonie przy tlącym się żarze jego duszy. Ile by dał, żeby wiedzieć jak rozpalić ją bardziej?
Skinął głową na propozycję wróżenia. Ostatni miesiąc był dla nich wyjątkowo mało łaskawy, jeśli chodziło o swobodną wymianę myśli i choć nota którą zostawił brzmiała drastycznie, a spotkanie miało dotyczyć absolutnie czego innego... Z drugiej strony wszystko przecież łączyło się i przenikało wzajemnie. Wcześniej i teraz. Szczególnie teraz.
– Potrzebuję Twojego wzroku, który sięga dalej Somnia. Jenkins ukręciła głowę magicznemu uniwersytetowi zaraz po Spalonej. Przez nasz... przez nasz konflikt i tak chciałem odejść z biura, ale Jonathan poprosił mnie, żebym został, a ja... – Co zrobić z oczami? Co zrobić z myślami? Pomyślał o chłodzie wieży, o niewielkim ogródku, który Krukoni pielęgnowali do swoich badań i mikstur wspierających zachowanie trzeźwości umysłu bez względu na porę dnia. – Ja najwyraźniej wciąż nie potrafię mu odmawiać. Biuro działa, towary z Kambodży przyjdą lada dzień, ale... Po tych kilku latach mojej stagnacji, skonfrontowałem się z faktem, że on prowadzi to biuro absolutnie samodzielnie i mnie tam nie potrzebuje. Nie potrzebował. Nie wiem. – Zwilżył wargi rozmyślając nad pytaniem do kart, jego wypowiedź i tak była porwana, jak gobelin przeżarty przez mole. Był ewidentnie czymś rozkojarzony i mimo słów nie przedstawiających zbyt optymistycznego obrazu, przebijała przez niego wewnętrzna ekscytacja, której źródła wciąż nie chciał, lub nie mógł odkryć przed przyjacielem. – Eden i Robert uczą się ode mnie oklumencji. – To zdecydowanie nie był news dnia – Szykuje dla nich skrypt w godzinach ministerialnej katorgi. – Poruszył palcami instynktownie, odtwarzając ruchy obracanego w powietrzu kawałka papieru gnącego się pod jego wolą. Żurawie powoli mu się nudziły. Może powinien przerzucić się na małe smoki? – Tego wszystkiego mi jednak mało. Potrzebuję... kierunku na najbliższy czas. Tego szukam.
Uwielbiał, kiedy Longbottom się uśmiechał. Uwielbiał, kiedy zalewał go faktami, nawet nie za sam fakt tego, że do czegokolwiek tych faktów potrzebował, ot... Były powody dla których wyniki w Hogwarcie Niewymownego były wyższe i teraz, po tych kilku latach potrafił nie mieć większego żalu z tego tytułu. Potrafił się tym cieszyć. Zwłaszcza teraz, ogrzewając dłonie przy tlącym się żarze jego duszy. Ile by dał, żeby wiedzieć jak rozpalić ją bardziej?
Skinął głową na propozycję wróżenia. Ostatni miesiąc był dla nich wyjątkowo mało łaskawy, jeśli chodziło o swobodną wymianę myśli i choć nota którą zostawił brzmiała drastycznie, a spotkanie miało dotyczyć absolutnie czego innego... Z drugiej strony wszystko przecież łączyło się i przenikało wzajemnie. Wcześniej i teraz. Szczególnie teraz.
– Potrzebuję Twojego wzroku, który sięga dalej Somnia. Jenkins ukręciła głowę magicznemu uniwersytetowi zaraz po Spalonej. Przez nasz... przez nasz konflikt i tak chciałem odejść z biura, ale Jonathan poprosił mnie, żebym został, a ja... – Co zrobić z oczami? Co zrobić z myślami? Pomyślał o chłodzie wieży, o niewielkim ogródku, który Krukoni pielęgnowali do swoich badań i mikstur wspierających zachowanie trzeźwości umysłu bez względu na porę dnia. – Ja najwyraźniej wciąż nie potrafię mu odmawiać. Biuro działa, towary z Kambodży przyjdą lada dzień, ale... Po tych kilku latach mojej stagnacji, skonfrontowałem się z faktem, że on prowadzi to biuro absolutnie samodzielnie i mnie tam nie potrzebuje. Nie potrzebował. Nie wiem. – Zwilżył wargi rozmyślając nad pytaniem do kart, jego wypowiedź i tak była porwana, jak gobelin przeżarty przez mole. Był ewidentnie czymś rozkojarzony i mimo słów nie przedstawiających zbyt optymistycznego obrazu, przebijała przez niego wewnętrzna ekscytacja, której źródła wciąż nie chciał, lub nie mógł odkryć przed przyjacielem. – Eden i Robert uczą się ode mnie oklumencji. – To zdecydowanie nie był news dnia – Szykuje dla nich skrypt w godzinach ministerialnej katorgi. – Poruszył palcami instynktownie, odtwarzając ruchy obracanego w powietrzu kawałka papieru gnącego się pod jego wolą. Żurawie powoli mu się nudziły. Może powinien przerzucić się na małe smoki? – Tego wszystkiego mi jednak mało. Potrzebuję... kierunku na najbliższy czas. Tego szukam.