07.10.2025, 12:43 ✶
Uwadała, ze nie rozumei pierwszego pytania przyjmując zaskocozną niewinną twarz. Pozę, celowo aż nazbyt sztuczną i czutelną.
Upiła łuczek z kufla. Delikatny, skromy i powolny. Westchęła oblizucjąc pianke z górnej wargi delektując sie ponurym smakiem dziwnego trunku. Dotknięcie koniuszka języka działaó jak różdżka lu pędzuel odsłaniajacy na jej wargach szeroki uśmiech zadowolenia. Spoglądala na niższą toważyszkę słuchając jej uważnie.
Spotkania z Milli przynosiły wspomnienia tego charakterystycznego uczucia kiedy siedzisz na grzbiecie konia pędzącego w dół po storomym zboczy. Uczucia, któremu bardziej nierozważnie poddawała się w młodości , a które teraz stanowiło sentymentalne hobby.
Nie chciała jej przerywać. Sięgnęła odruchowo do kieszeni z fajką, ale tylko musnęła palcami gładkie drewno i ponwnie objeła kufel.
- Mi? - Zapytałą z udawanym obużeniem na sugestię, że coś mogoby się jej stać. - Niestety musze przyznać, usłyszawszy o problemach w komunikacji nieco martwiła się, że Świetlik padnie łupem drapieżników. - Mówiła płynnie, niemal nonszalancko, jakby była to rzeczywiście tylko niedogodność. - Zakładałam, że będziesz miała ciekawsze zajęcia.. - tu pochyliła się nieco do przodu i w udawanej przekoże dodała - i lepsza opinie o moich zdolnościach by Cię kłopotac moimi problemami z wentyalcją w domu. - Mówiła o ostatnich wydarzeniach jakby to były trywialne niedogodności. Ot drobnostki w codzienny rzyciu a nie walka z pożarem by po dachach nie dotarł do jej sklepiku.
Odchyliła się ponownie by upić kolejny łyczek piwa. - Takie wydarzenia przynosza sporo okazji, a ja specjalizuje się w ich łapaniu. - Niewinny usmiech, ciepłe spojżenie mocno wgładzają implikacje jakie mogłyby wynikać z jej wypowiedzi. - Dotały do mnie wieści, że kilka ciekawych przedmiotów może być dostepnych na jarmarku. Nie chcę by coś mnie ominęło. - Westchnęła deliaktnie. - Licze na jakieś wieści o sukcesach w usuwaniu klątw jakie licznie zagościły się w naszych domach.
- Ale to takie biznesowe tematy. - zamachała przepraszajaco reka przed twarza jakby rozganiałą dym. - Spędzam czas z rodzicami, teraz właściwie codziennie się do nich teleportuje. Matka wydaje sie zadowolona ale Ojciec trochę złożeczy. - Kiedy mówiła o rodzicach jej głos i twarz jakby jasniała bardziej młodzieńczo. Nieświadomie przybierała poze tak podobną do tej sprzed dziesięciu lat, zwłaszcza, że jej obecne ubranie też pochodziło z tamtego okresu.
Przechyliła lekko głowę, spoglądajac ponownie na Millie. Nie zmieniło to jednak wcale jej postawy. - Jak żyć? Wiesz, że zawsze jest odrobina miejsca dla osób z twoimi taletami w obszarach nie uregulowanych przepisami. Hmm? - Delikatna nuta przekomarzania była wyczualna w głosie. - Mam jeden wolny pokoik choć ostanio pełno u mnie zacieków. - Oferta była szczera ale nie podpierała jej żadna wiara w jakąkolwiek szansę akceptacji.
Upiła łuczek z kufla. Delikatny, skromy i powolny. Westchęła oblizucjąc pianke z górnej wargi delektując sie ponurym smakiem dziwnego trunku. Dotknięcie koniuszka języka działaó jak różdżka lu pędzuel odsłaniajacy na jej wargach szeroki uśmiech zadowolenia. Spoglądala na niższą toważyszkę słuchając jej uważnie.
Spotkania z Milli przynosiły wspomnienia tego charakterystycznego uczucia kiedy siedzisz na grzbiecie konia pędzącego w dół po storomym zboczy. Uczucia, któremu bardziej nierozważnie poddawała się w młodości , a które teraz stanowiło sentymentalne hobby.
Nie chciała jej przerywać. Sięgnęła odruchowo do kieszeni z fajką, ale tylko musnęła palcami gładkie drewno i ponwnie objeła kufel.
- Mi? - Zapytałą z udawanym obużeniem na sugestię, że coś mogoby się jej stać. - Niestety musze przyznać, usłyszawszy o problemach w komunikacji nieco martwiła się, że Świetlik padnie łupem drapieżników. - Mówiła płynnie, niemal nonszalancko, jakby była to rzeczywiście tylko niedogodność. - Zakładałam, że będziesz miała ciekawsze zajęcia.. - tu pochyliła się nieco do przodu i w udawanej przekoże dodała - i lepsza opinie o moich zdolnościach by Cię kłopotac moimi problemami z wentyalcją w domu. - Mówiła o ostatnich wydarzeniach jakby to były trywialne niedogodności. Ot drobnostki w codzienny rzyciu a nie walka z pożarem by po dachach nie dotarł do jej sklepiku.
Odchyliła się ponownie by upić kolejny łyczek piwa. - Takie wydarzenia przynosza sporo okazji, a ja specjalizuje się w ich łapaniu. - Niewinny usmiech, ciepłe spojżenie mocno wgładzają implikacje jakie mogłyby wynikać z jej wypowiedzi. - Dotały do mnie wieści, że kilka ciekawych przedmiotów może być dostepnych na jarmarku. Nie chcę by coś mnie ominęło. - Westchnęła deliaktnie. - Licze na jakieś wieści o sukcesach w usuwaniu klątw jakie licznie zagościły się w naszych domach.
- Ale to takie biznesowe tematy. - zamachała przepraszajaco reka przed twarza jakby rozganiałą dym. - Spędzam czas z rodzicami, teraz właściwie codziennie się do nich teleportuje. Matka wydaje sie zadowolona ale Ojciec trochę złożeczy. - Kiedy mówiła o rodzicach jej głos i twarz jakby jasniała bardziej młodzieńczo. Nieświadomie przybierała poze tak podobną do tej sprzed dziesięciu lat, zwłaszcza, że jej obecne ubranie też pochodziło z tamtego okresu.
Przechyliła lekko głowę, spoglądajac ponownie na Millie. Nie zmieniło to jednak wcale jej postawy. - Jak żyć? Wiesz, że zawsze jest odrobina miejsca dla osób z twoimi taletami w obszarach nie uregulowanych przepisami. Hmm? - Delikatna nuta przekomarzania była wyczualna w głosie. - Mam jeden wolny pokoik choć ostanio pełno u mnie zacieków. - Oferta była szczera ale nie podpierała jej żadna wiara w jakąkolwiek szansę akceptacji.