08.10.2025, 10:13 ✶
Ceolsige zarejestrowała szybkie uniesienie różdżki i równie nagłe, niedbałe rozproszenie zaklęcia ochronnego. Na moment uniosła lekko prawy kącik ust, a jej spojrzenie zatrzymało się na ułamek sekundy na fragmencie podłogi, gdzie przed chwilą zniknęła słaba poświata magii. Był to gest, który mógłby umknąć uwadze, świadczący o lekkim rozbawieniu lub cichym komentarzu: Och, naprawdę? Jakby gest Lazarusa mógłby być skierowany przeciwko niej, a nie temu czego oznak sama wyglądała.
Głos Lazarusa był spokojny, ale ton, w jakim przyjął jej wizytę, nie pozostawiał wątpliwości co do jego irytacji. Paserka jednak była zbyt zmęczona, by brać to do siebie, a świadomość skali tragedii jaka dotknęła magiczny Londyn budziła w niej większe pokłady zrozumienia. Z gracją wsunęła się do środka, ruchem nogi zamykając drzwi za sobą.
Czujne oko mogłoby dostrzec jak jej postawa, dotychczas napięta od marszu i czujności, niemal niezauważalnie, nieco się rozluźniła. Jej spojrzenie przesunęło się od podłogi ku sufitowi, badając każdy kąt pokoju. Było w tym coś bardziej przenikliwego niż zwykłe zaciekawienie zawartością regałów lub terrariów. Dopiero po tej inspekcji, jej oczy płynnie spoczęły na klątwołamaczu, jakby był pasującym elementem krajobrazu.
Jej twarz rozjaśnił uprzejmy, łagodny uśmiech, którym często obdarzała klientów. Uśmiech, który niósł wrażenie szczerego zadowolenia z czyjegoś widoku. Po tym, jak już z lustrowała pomieszczenie i jego właściciela, jej dłoń, w której spoczywała różdżka, uniosła się nieznacznie.
- Dzień dobry Lazarusie. Wybacz moje odwiedziny bez zapowiedzi. - W miarę jak płynnie fajka, worek z tytoniem i niezbędnik zaczynały orbitować wokół różdżki jej poza płynnie się zmieniała. Ton głosu, wyraz twarzy i delikatna gestykulacja powróciły płynnie do wrażenia profesjonalnej uprzejmości, która była bliższa ich zwyczajowym wzajemnym kontaktom. - Płomienie, popioły i dym nie służą ptasim skrzydłom. - Płynne, niemal niedbałe ale prawdziwe wyjaśnienie. Szczypta tytoniu powędrowała do komina fajki a niezbędnik zaczął ją odpowiednio ubijać. Magiczny rytuał szykowania fajki wydawał się w ogóle nie zaprzątać uwagi czarodziejki. - Przepraszam, za poranną porę. Miała nadzieję, że złapię chwilę twojego czasu znaim wezwą Cię ministerialne obowiązki. Licze, że nie przeszkodziłam w śniadaniu. - Nabita fajka wylądowała płynnie w wyciągniętej dłoni, prosty gest różdżką odesłał resztę zestawu do kieszeni płaszcza.
- Z żalem muszę przypomnieć, że po takiej pożodze swąd w okolicy będzie się unosił prze kilka dni, a nawet tygodni. - niedbale zatoczyła koło dłonią z fajką. - Sprawdzałeś może stan ścian? W wielu domach pojawiły się na nich mniej lub bardziej dziwaczne zacieki, które po wyczyszczeniu lub usunięciu powracają na miejsce wypełniając pomieszczenie ponownie aurą pożaru i rozkładu.
Głos Lazarusa był spokojny, ale ton, w jakim przyjął jej wizytę, nie pozostawiał wątpliwości co do jego irytacji. Paserka jednak była zbyt zmęczona, by brać to do siebie, a świadomość skali tragedii jaka dotknęła magiczny Londyn budziła w niej większe pokłady zrozumienia. Z gracją wsunęła się do środka, ruchem nogi zamykając drzwi za sobą.
Czujne oko mogłoby dostrzec jak jej postawa, dotychczas napięta od marszu i czujności, niemal niezauważalnie, nieco się rozluźniła. Jej spojrzenie przesunęło się od podłogi ku sufitowi, badając każdy kąt pokoju. Było w tym coś bardziej przenikliwego niż zwykłe zaciekawienie zawartością regałów lub terrariów. Dopiero po tej inspekcji, jej oczy płynnie spoczęły na klątwołamaczu, jakby był pasującym elementem krajobrazu.
Jej twarz rozjaśnił uprzejmy, łagodny uśmiech, którym często obdarzała klientów. Uśmiech, który niósł wrażenie szczerego zadowolenia z czyjegoś widoku. Po tym, jak już z lustrowała pomieszczenie i jego właściciela, jej dłoń, w której spoczywała różdżka, uniosła się nieznacznie.
- Dzień dobry Lazarusie. Wybacz moje odwiedziny bez zapowiedzi. - W miarę jak płynnie fajka, worek z tytoniem i niezbędnik zaczynały orbitować wokół różdżki jej poza płynnie się zmieniała. Ton głosu, wyraz twarzy i delikatna gestykulacja powróciły płynnie do wrażenia profesjonalnej uprzejmości, która była bliższa ich zwyczajowym wzajemnym kontaktom. - Płomienie, popioły i dym nie służą ptasim skrzydłom. - Płynne, niemal niedbałe ale prawdziwe wyjaśnienie. Szczypta tytoniu powędrowała do komina fajki a niezbędnik zaczął ją odpowiednio ubijać. Magiczny rytuał szykowania fajki wydawał się w ogóle nie zaprzątać uwagi czarodziejki. - Przepraszam, za poranną porę. Miała nadzieję, że złapię chwilę twojego czasu znaim wezwą Cię ministerialne obowiązki. Licze, że nie przeszkodziłam w śniadaniu. - Nabita fajka wylądowała płynnie w wyciągniętej dłoni, prosty gest różdżką odesłał resztę zestawu do kieszeni płaszcza.
- Z żalem muszę przypomnieć, że po takiej pożodze swąd w okolicy będzie się unosił prze kilka dni, a nawet tygodni. - niedbale zatoczyła koło dłonią z fajką. - Sprawdzałeś może stan ścian? W wielu domach pojawiły się na nich mniej lub bardziej dziwaczne zacieki, które po wyczyszczeniu lub usunięciu powracają na miejsce wypełniając pomieszczenie ponownie aurą pożaru i rozkładu.