08.10.2025, 21:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2025, 21:17 przez Ceolsige Burke.)
Uśmiech, którym obdarzyła Millie sugerując subtelnie zmianę kariery na bardziej awanturniczą zamarł martwo na jej twarzy. Przebłysk troski i zaskoczenia przebiegł po jej rysach i zagościł w spojrzeniu. Nie próbowała opanować wyrazu twarzy nastawiona na swobodne spotkanie. To co stało się z jej towarzyszką było nienaturalnie dziwne.
Wyciągnęła z troską dłoń by dotknąć dłoni brunetki ale dziwne wyplute słowa powstrzymały ją. Z zaciętym wyrazem szybkim spojrzeniem obiegła bywalców w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak winy. Dziwne drżenie Milli ponownie zwróciło jej uwagę. Zareagowała już na spojrzenie wyrażające prośbę, zanim słowa, już należące do niej samej wypełniły przestrzeń nad stołem. Opuszczenie krzesła, zarzucenie płaszcza na plecy i przejście ku boku Milli zlało się w jeden płynny ruch. Wspierający gest oddzielający Millie na chwilę od pomieszczenia za intymnym parawanem zwieńczonym ciepłym, rozumiejącym uśmiechem blondynki. Delikatnym chwytem dłoni pomogła jej stać. - Mnie też coś dusi tutejsza atmosfera. - Powiedziała melodyjnym spokojnym głosem chwytając Millie pod rękę. Jej gesty i ruchy były pewne, wymierzone. Obróciła się w stronę sali jakby nic niezwykłego nie miało miejsca. Ot dwie przyjaciółki opuszczają lokal.
Ruszyła pewnym krokiem omiatając spojrzeniem salę. Jej wzrok wyłapywał ukradkowe albo ostentacyjne spojrzenia jakimi część bywalców mogłaby ich obdarzyć. W twarzy blondynki zagościł wyraz przygany jaki mógłby zagościć na twarzy szanowanej zakonnicy, która właśnie spogląda na bardzo rozczarowujących młodzieńców przyłapanych na wyjątkowo żałosnym grzechu. W jej spojrzeniu kryła się obietnica upokarzającej kary.
Kobiety opuściły przybytek nie niepokojone przez nikogo. Nie, żeby był powód do niepokojów. Po feralnej nocy liczba dziwnie zachowujących się postaci znacznie wzrosła. Teraz na zewnątrz, Ceolsige zwolniła kroku i ponownie spojrzała policjantkę. Jej twarz zdobił ciepły, wspierający uśmiech. Zdecydowanie bardziej wspierający niż wątłe ramię pod które prowadziła Millie. Kierowała ich kroki ku pobliskiej ławce. - Urocza noc, prawda. Zechcesz ze mną spojrzeć w gwiazdy? - Powiedziała to mimochodem. Jakby ich niby-randka trwała nadal, niezakłócona niczym.
Wyciągnęła z troską dłoń by dotknąć dłoni brunetki ale dziwne wyplute słowa powstrzymały ją. Z zaciętym wyrazem szybkim spojrzeniem obiegła bywalców w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak winy. Dziwne drżenie Milli ponownie zwróciło jej uwagę. Zareagowała już na spojrzenie wyrażające prośbę, zanim słowa, już należące do niej samej wypełniły przestrzeń nad stołem. Opuszczenie krzesła, zarzucenie płaszcza na plecy i przejście ku boku Milli zlało się w jeden płynny ruch. Wspierający gest oddzielający Millie na chwilę od pomieszczenia za intymnym parawanem zwieńczonym ciepłym, rozumiejącym uśmiechem blondynki. Delikatnym chwytem dłoni pomogła jej stać. - Mnie też coś dusi tutejsza atmosfera. - Powiedziała melodyjnym spokojnym głosem chwytając Millie pod rękę. Jej gesty i ruchy były pewne, wymierzone. Obróciła się w stronę sali jakby nic niezwykłego nie miało miejsca. Ot dwie przyjaciółki opuszczają lokal.
Ruszyła pewnym krokiem omiatając spojrzeniem salę. Jej wzrok wyłapywał ukradkowe albo ostentacyjne spojrzenia jakimi część bywalców mogłaby ich obdarzyć. W twarzy blondynki zagościł wyraz przygany jaki mógłby zagościć na twarzy szanowanej zakonnicy, która właśnie spogląda na bardzo rozczarowujących młodzieńców przyłapanych na wyjątkowo żałosnym grzechu. W jej spojrzeniu kryła się obietnica upokarzającej kary.
Kobiety opuściły przybytek nie niepokojone przez nikogo. Nie, żeby był powód do niepokojów. Po feralnej nocy liczba dziwnie zachowujących się postaci znacznie wzrosła. Teraz na zewnątrz, Ceolsige zwolniła kroku i ponownie spojrzała policjantkę. Jej twarz zdobił ciepły, wspierający uśmiech. Zdecydowanie bardziej wspierający niż wątłe ramię pod które prowadziła Millie. Kierowała ich kroki ku pobliskiej ławce. - Urocza noc, prawda. Zechcesz ze mną spojrzeć w gwiazdy? - Powiedziała to mimochodem. Jakby ich niby-randka trwała nadal, niezakłócona niczym.