11.10.2025, 17:29 ✶
Widząc Hestię, Henry zrozumiał, że nie dało się nie ucierpieć podczas Spalonej Nocy. Inaczej: trzeba było mieć albo niebotyczne szczęście, albo o nikogo się nie troszczyć. Być może niektórym osobom nie stało się nic fizycznie, ale na pewno trudno było zetknąć się z rodziną albo grupą przyjaciół, z której nikt by nie ucierpiał. Dla Hestii była to rodzina.
– To dobrze, że twoim rodzicom się nic nie stało. Mam nadzieję, że twojej siostrze ostatecznie też – te słowa brzmiały dziwnie niemrawo, ale musiał je wypowiedzieć. Szczerze troszczył się o rodzinę Bletchleyów. – Na razie chciałbym się przespać. Mam prowizoryczny opatrunek, a w domu jeszcze trochę eliksiru przeciwbólowego.
No właśnie, dom... Henry'ego przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Pal licho jego ciało, ono mogło się zregenerować. Ale gdyby spaliło mu się mieszkanie, byłby skończony. Nie dość, że musiałby zapłacić za szkody, to jeszcze były nikłe szanse znalezienia innego lokum. Cały Londyn ucierpiał, a chłopak nie był głupi. Takie zdarzenia robiły z ekonomią takie rzeczy, że poszkodowanym z niższej klasy społecznej pozostawało tylko mieszkać na osmalonych ulicach lub błagać pod ministerstwem o jakąkolwiek pomoc socjalną.
– Wybacz, że proszę, ale... mogłabyś ze mną pójść do mojego mieszkania? Sprawdzić, czy nie jest niebezpiecznie? – poprosił ze wstydem. Nie lubił prosić o pomoc, ale czasem stanowiło to konieczność. – Obawiam się, że i je mógł dotknąć pożar... Lub gorzej: czarna magia. A to mugolska dzielnica, Śmierciożercy mogli szczególnie się na niej wyżyć – tłumaczył się
– To dobrze, że twoim rodzicom się nic nie stało. Mam nadzieję, że twojej siostrze ostatecznie też – te słowa brzmiały dziwnie niemrawo, ale musiał je wypowiedzieć. Szczerze troszczył się o rodzinę Bletchleyów. – Na razie chciałbym się przespać. Mam prowizoryczny opatrunek, a w domu jeszcze trochę eliksiru przeciwbólowego.
No właśnie, dom... Henry'ego przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Pal licho jego ciało, ono mogło się zregenerować. Ale gdyby spaliło mu się mieszkanie, byłby skończony. Nie dość, że musiałby zapłacić za szkody, to jeszcze były nikłe szanse znalezienia innego lokum. Cały Londyn ucierpiał, a chłopak nie był głupi. Takie zdarzenia robiły z ekonomią takie rzeczy, że poszkodowanym z niższej klasy społecznej pozostawało tylko mieszkać na osmalonych ulicach lub błagać pod ministerstwem o jakąkolwiek pomoc socjalną.
– Wybacz, że proszę, ale... mogłabyś ze mną pójść do mojego mieszkania? Sprawdzić, czy nie jest niebezpiecznie? – poprosił ze wstydem. Nie lubił prosić o pomoc, ale czasem stanowiło to konieczność. – Obawiam się, że i je mógł dotknąć pożar... Lub gorzej: czarna magia. A to mugolska dzielnica, Śmierciożercy mogli szczególnie się na niej wyżyć – tłumaczył się