11.10.2025, 19:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.10.2025, 21:08 przez Ceolsige Burke.)
Oby... przemknęło jej przez myśl by zaraz potem rozmyć się w oparach fajkowego dymu, których równe kółko przesłoniły na chwilę jej twarz. Ta znajomość była sentymentalnym hobby, które dostarczało nutki ekscytacji. Ceolsige liczyła, że tak zostanie mimo pojawiających się, zupełnie niemagicznych, omenów.
Jej usta wykrzywiły się w bezgłośnym chichocie kiedy do pojedynczych słów, wychwyconych z szeptów ułożyła sobie w głowie resztę, przaśnej modlitwy Millie. buciory? Skrzywiła się nieco w duchu. Spodziewała się bardziej kobiecego odniesienia. Pewne rzeczy zmieniły się z czasem, na zdrowie wszystkim.
Ale nie wszystkie.
Przedstawienie z kartami było zajmujące jak zwykle. Kiedy pierwsza karta teatralnie odsłoniła swój awers nie mogła opanować uśmiechu zadowolenia. Znacząco uniosła brew na widok "Mildred" poddając się nastrojowi jaki tradycyjnie towarzyszył ich spotkaniom. Mildred i Paź, w takich chwilach prawie można by uwierzyć, że w tych kartach jest coś więcej. Ludzkie umysły są przerażająco wręcz nastawione na poszukiwanie przyczyn i ich logicznych skutków w czymś zupełnie chaotycznym.
Prychnęła na teatralną przerwę i wybałuszone złote oczy oglądane przez rewers trzeciej karty. Stała sztuczka, zużyta i aż kiczowata ale nadal wszędzie w użyciu. Bo działa przyznała w duchu ciesząc się z poprawy samopoczucia policjantki kiedy biały koń pojawił się na ławce, dziwnie blisko jej krawędzi. Przy najmniej nie w galopie. Odgoniła nawracające myśli, łapiąc spojrzenie złotych oczu w swoje.
- Doprawdy ranisz moje uczucia. - Z przesadną emfazą odparła wróżbitce. - Musze przyznać, że jestem dotknięta. Złoto jest łupem zuchwałym, nie padlinożerców. - Nie żeby nie była zajęta wyszukiwaniem okazji, ale taki jest ten świat. W takich czasach wszyscy się ścigają, natomiast nagrody pocieszenia nie smakują odpowiednio.
- Lombard? Kłujesz dzisiaj tam gdzie boli. - pogroziła jej rozbawiona palcem. Miała poczucie, że Mille wierzyła w jej barwne opowieści i gładkie tłumaczenia. Inaczej już dawno nie spotykałyby się towarzysko. Właściwie niemal wszyscy wierzyli lub chcieli uwierzyć w to co ma do powiedzenia. - Kamienica się nie zmieniła. Na paterze jest sklepik a na piętrze mieszkanie. Tylko schowek rozrósł się do wygodnego saloniku.
Jej usta wykrzywiły się w bezgłośnym chichocie kiedy do pojedynczych słów, wychwyconych z szeptów ułożyła sobie w głowie resztę, przaśnej modlitwy Millie. buciory? Skrzywiła się nieco w duchu. Spodziewała się bardziej kobiecego odniesienia. Pewne rzeczy zmieniły się z czasem, na zdrowie wszystkim.
Ale nie wszystkie.
Przedstawienie z kartami było zajmujące jak zwykle. Kiedy pierwsza karta teatralnie odsłoniła swój awers nie mogła opanować uśmiechu zadowolenia. Znacząco uniosła brew na widok "Mildred" poddając się nastrojowi jaki tradycyjnie towarzyszył ich spotkaniom. Mildred i Paź, w takich chwilach prawie można by uwierzyć, że w tych kartach jest coś więcej. Ludzkie umysły są przerażająco wręcz nastawione na poszukiwanie przyczyn i ich logicznych skutków w czymś zupełnie chaotycznym.
Prychnęła na teatralną przerwę i wybałuszone złote oczy oglądane przez rewers trzeciej karty. Stała sztuczka, zużyta i aż kiczowata ale nadal wszędzie w użyciu. Bo działa przyznała w duchu ciesząc się z poprawy samopoczucia policjantki kiedy biały koń pojawił się na ławce, dziwnie blisko jej krawędzi. Przy najmniej nie w galopie. Odgoniła nawracające myśli, łapiąc spojrzenie złotych oczu w swoje.
- Doprawdy ranisz moje uczucia. - Z przesadną emfazą odparła wróżbitce. - Musze przyznać, że jestem dotknięta. Złoto jest łupem zuchwałym, nie padlinożerców. - Nie żeby nie była zajęta wyszukiwaniem okazji, ale taki jest ten świat. W takich czasach wszyscy się ścigają, natomiast nagrody pocieszenia nie smakują odpowiednio.
- Lombard? Kłujesz dzisiaj tam gdzie boli. - pogroziła jej rozbawiona palcem. Miała poczucie, że Mille wierzyła w jej barwne opowieści i gładkie tłumaczenia. Inaczej już dawno nie spotykałyby się towarzysko. Właściwie niemal wszyscy wierzyli lub chcieli uwierzyć w to co ma do powiedzenia. - Kamienica się nie zmieniła. Na paterze jest sklepik a na piętrze mieszkanie. Tylko schowek rozrósł się do wygodnego saloniku.