12.10.2025, 21:41 ✶
W sumie to Francis wydawał się naprawdę spoko typem. Ciekawe czy robił tu też za typowego ochroniarza - a jeśli tak, to gdzie był jego kij bejsbolowy? Może transmutuje różdżkę w kija i przetrzepie komuś gnaty. Bo prawda była taka, że Charlotte też się cholernie nudziła, akurat dzisiaj nie miała gdzie spać, więc swoje rzeczy zrzuciła do Oka, bo czemu nie, i rozmyślała nad życiem oraz faktem, jak urządzić zaplecze na tę jedną noc. Bo Borgin dobrze zauważył w sierpniu, że zimno tam miała, więc niech sobie teraz wyobrazi temperaturę w połowie września.
- A co ja, jego matka? - obruszyła się, bo skąd miała wiedzieć co to był za gnojek i co tam dokładnie zwinął. Odpaliła tego papierosa i wydmuchnęła dym gdzieś ku górze, ale zrobiła grzecznie mężczyźnie miejsce, żeby ten sobie przodem przeszedł, a sama ruszyła za nim jak ta nocna mara.
Skorzystała z okazji, bo nie miała ich za często, i stanęła obok Borgina za ladą. Oparła się swobodnie o nią łokciami, a jej srebrne oczy lustrowały otoczenie. No i gdzie on się schował? Był tu jeszcze przed chwilą... Taki brudny obdartus, który pewnie też nie miał gdzie mieszkać, bo mu się coś spaliło. Dobrze że ta nora ocalała.
- Ene... Due... Rike... - Charlotte wyciągnęła różdżkę, nie wyjmując papierosa z ust. Jej oczy już były skoncentrowane na tym gnojku, którego widziała. Butelkę chyba kradł. Albo szklankę? No coś szklanego chyba, a może nie? Na pewno nie było duże, niezbyt wystawało zza pazuchy, ale rozpoznałaby go, bo przecież wlepiła w niego oczy wcześniej. - Fake.
Machnęła różdżką - chciała posłać mały płomyczek nad głowę mężczyzny, który akurat siedział do nich bokiem. Jakby nie wyszło, to chuj bo i tak pokazywała różdżką w jego kierunku.
- I przez ciebie jestem teraz głodna na szarlotkę, tak w ogóle.
Rzucam na kształtowanie, na wytworzenie płomyczka nad głową złodzieja
- A co ja, jego matka? - obruszyła się, bo skąd miała wiedzieć co to był za gnojek i co tam dokładnie zwinął. Odpaliła tego papierosa i wydmuchnęła dym gdzieś ku górze, ale zrobiła grzecznie mężczyźnie miejsce, żeby ten sobie przodem przeszedł, a sama ruszyła za nim jak ta nocna mara.
Skorzystała z okazji, bo nie miała ich za często, i stanęła obok Borgina za ladą. Oparła się swobodnie o nią łokciami, a jej srebrne oczy lustrowały otoczenie. No i gdzie on się schował? Był tu jeszcze przed chwilą... Taki brudny obdartus, który pewnie też nie miał gdzie mieszkać, bo mu się coś spaliło. Dobrze że ta nora ocalała.
- Ene... Due... Rike... - Charlotte wyciągnęła różdżkę, nie wyjmując papierosa z ust. Jej oczy już były skoncentrowane na tym gnojku, którego widziała. Butelkę chyba kradł. Albo szklankę? No coś szklanego chyba, a może nie? Na pewno nie było duże, niezbyt wystawało zza pazuchy, ale rozpoznałaby go, bo przecież wlepiła w niego oczy wcześniej. - Fake.
Machnęła różdżką - chciała posłać mały płomyczek nad głowę mężczyzny, który akurat siedział do nich bokiem. Jakby nie wyszło, to chuj bo i tak pokazywała różdżką w jego kierunku.
- I przez ciebie jestem teraz głodna na szarlotkę, tak w ogóle.
Rzucam na kształtowanie, na wytworzenie płomyczka nad głową złodzieja
Rzut Z 1d100 - 32
Akcja nieudana
Akcja nieudana