13.10.2025, 07:46 ✶
Dyrektor był skarbnica i pasjonującym rozmówcą. Z przyjemnością prowadziła z nim ta rozmową nurzając się w coraz bardziej fascynujące wersy jego opowieści. Wiedziała, że mugole są ślepi i głusi na oczywiste sprawy toteż za każdym razem gdy zahaczał o jakikolwiek temat, dopytywała. A gdy dopytywała, to odpowiedź wymagała kolejnych pytań. Dopiero przybycie Henrego uświadomiło jej jak wiele czasu pochłonęły opowieści właściciela małego muzeum.
Nastawienie badacza szybko przerodziło się w irytację na samą siebie. Naprawdę liczyła, że coś w tym znajdzie, a tak tylko straciła czas i nie poszła na pocztę. Trzeba było zacząć od pocztówki. skarciła się w duchu. Nie dało tego po sobie poznać. Na jej twarzy gościł uprzejmy uśmiech zainteresowania, który przekształcił się w uprzejme zakłopotanie. - Jak ten czas leci. Jest Pan prawdziwą skarbnicą. - Odstawiła kubek herbaty, której nawet nie spróbowała. - Poppy słusznie polecała waszą osadę. Dziękuję za urocze popołudnie. - Celowo nie odpowiadała jeszcze Henremu. Była wystarczająco zirytowana na siebie samą i nie chciała kierować tego w stronę chłopaka.
Emocje przykryła kulturalnym kończeniem jednej rozmowy i zaczynaniem następnej. - Henry, koniecznie musisz zamienić jutro słówko z Panem Harrisem. - Poprawiła machinalnie spódnicę czując odcisk różdżki w kieszeni. Ruszyła w stronę Henrego i schodów na piętro. - Wezmę tylko pocztówki i możemy ruszać. - Skinęła Henremu głową w zapraszającym geście, by poszedł za nią.
Niemal na szczycie schodów obróciła niby przypadkowo głowę patrząc czy za nią idzie. Uprzejmy uśmiech gdzieś zniknął zastąpiony przez poważny, skupiony wyraz z nutką przygany w spojrzeniu. - Gdzie Brynja? - Jej szept zagrał się niemal idealnie ze skrzypnięciem desek na schodach. W jej zazwyczaj melodyjnym tonie wprawne ucho mogłoby wychwycić delikatne drżenie irytacji. Zaraz potem jednak się opanowała i dodała już nieco łagodniejszy uśmiech świadoma, że jej irytacja ma źródło gównie w jej działaniach i braku ich efektu. Przyśpieszyła kroku docierając do pokoiku. - Zakładałam, że razem po mnie wrócicie. - dodała już ze zwyczajową uprzejmością.
Nastawienie badacza szybko przerodziło się w irytację na samą siebie. Naprawdę liczyła, że coś w tym znajdzie, a tak tylko straciła czas i nie poszła na pocztę. Trzeba było zacząć od pocztówki. skarciła się w duchu. Nie dało tego po sobie poznać. Na jej twarzy gościł uprzejmy uśmiech zainteresowania, który przekształcił się w uprzejme zakłopotanie. - Jak ten czas leci. Jest Pan prawdziwą skarbnicą. - Odstawiła kubek herbaty, której nawet nie spróbowała. - Poppy słusznie polecała waszą osadę. Dziękuję za urocze popołudnie. - Celowo nie odpowiadała jeszcze Henremu. Była wystarczająco zirytowana na siebie samą i nie chciała kierować tego w stronę chłopaka.
Emocje przykryła kulturalnym kończeniem jednej rozmowy i zaczynaniem następnej. - Henry, koniecznie musisz zamienić jutro słówko z Panem Harrisem. - Poprawiła machinalnie spódnicę czując odcisk różdżki w kieszeni. Ruszyła w stronę Henrego i schodów na piętro. - Wezmę tylko pocztówki i możemy ruszać. - Skinęła Henremu głową w zapraszającym geście, by poszedł za nią.
Niemal na szczycie schodów obróciła niby przypadkowo głowę patrząc czy za nią idzie. Uprzejmy uśmiech gdzieś zniknął zastąpiony przez poważny, skupiony wyraz z nutką przygany w spojrzeniu. - Gdzie Brynja? - Jej szept zagrał się niemal idealnie ze skrzypnięciem desek na schodach. W jej zazwyczaj melodyjnym tonie wprawne ucho mogłoby wychwycić delikatne drżenie irytacji. Zaraz potem jednak się opanowała i dodała już nieco łagodniejszy uśmiech świadoma, że jej irytacja ma źródło gównie w jej działaniach i braku ich efektu. Przyśpieszyła kroku docierając do pokoiku. - Zakładałam, że razem po mnie wrócicie. - dodała już ze zwyczajową uprzejmością.