13.10.2025, 16:57 ✶
- No nie wiem, mi się przedstawił inaczej. Może pod pseudonimem artystycznym - mruknęła, wzruszając ramionami. A w dupie miała tych, co jej pokazywali środkowe palce: na każdy taki palec odpowiadała wystawieniem języka, bo co innego miała zrobić? Wolała nie odpowiadać w ten sam sposób, bo mogła się narazić bardziej, niż wygraniem kilku sykli. Szczególnie że zaraz Borgin przyszedł, postawił przed nią flaszkę i powiedział, że to dla niej.
Ajajaj, czuła na sobie te spojrzenia - gdy tylko Stanley zniknął za kotarą, Charlotte zagryzła dolną wargę. Nie bardzo wiedziała, co zrobić. Myśl, Lotte, myśl...
- Po kolejce dla każdego! - klepnęła Francisa w ramię, a potem przekazała mu butelczynę. - Zobaczę co tam u naszego przyjaciela, przykro by było, żeby mu łapka drętwiała do końca życia.
Szepnęła jeszcze do niego, a potem chwyciła za kufel piwa, wypiła kilka solidnych łyków, a potem odstawiła niedopity trunek i czmychnęła za kotarę, za którą przed chwilą zniknął Borgin. Nie widziała w tym żadnego problemu, przecież tam właśnie zaprowadził ją Francis jeszcze chwilę temu, zanim jakiś dupek postanowił pokrzyżować im plany. W sumie nawet nie wiedziała, co to były za plany, bo "Matthew" nie podzielił się nimi z nią, ale pewnie jakieś miał. Na przykład nową wycinankę albo coś w tym rodzaju.
- Ale żeś przyjebał - gdy stanęła przed biurkiem, wcale nie wyglądała na mocno zatroskaną. W końcu wygrał, nie? Ale cmoknęła tylko z dezaprobatą, patrząc na jego rękę. - Zostaw ją i lepiej przyłóż coś zimnego. Masz tu lód?
Ta, pewnie w jakiejś jamie w ziemi, wzmocnionej zaklęciem. Ale w sumie to była knajpa, mieli na to masę rozwiązań, prawda? Podawali wódkę na lodzie, czy tam wino czy inne sikacze.
- Matthew - dodała z przekąsem, biorąc się pod boki. - Czy może Stanley? W co ty grasz, kolego? W "twoja twarz brzmi znajomo"?
Ajajaj, czuła na sobie te spojrzenia - gdy tylko Stanley zniknął za kotarą, Charlotte zagryzła dolną wargę. Nie bardzo wiedziała, co zrobić. Myśl, Lotte, myśl...
- Po kolejce dla każdego! - klepnęła Francisa w ramię, a potem przekazała mu butelczynę. - Zobaczę co tam u naszego przyjaciela, przykro by było, żeby mu łapka drętwiała do końca życia.
Szepnęła jeszcze do niego, a potem chwyciła za kufel piwa, wypiła kilka solidnych łyków, a potem odstawiła niedopity trunek i czmychnęła za kotarę, za którą przed chwilą zniknął Borgin. Nie widziała w tym żadnego problemu, przecież tam właśnie zaprowadził ją Francis jeszcze chwilę temu, zanim jakiś dupek postanowił pokrzyżować im plany. W sumie nawet nie wiedziała, co to były za plany, bo "Matthew" nie podzielił się nimi z nią, ale pewnie jakieś miał. Na przykład nową wycinankę albo coś w tym rodzaju.
- Ale żeś przyjebał - gdy stanęła przed biurkiem, wcale nie wyglądała na mocno zatroskaną. W końcu wygrał, nie? Ale cmoknęła tylko z dezaprobatą, patrząc na jego rękę. - Zostaw ją i lepiej przyłóż coś zimnego. Masz tu lód?
Ta, pewnie w jakiejś jamie w ziemi, wzmocnionej zaklęciem. Ale w sumie to była knajpa, mieli na to masę rozwiązań, prawda? Podawali wódkę na lodzie, czy tam wino czy inne sikacze.
- Matthew - dodała z przekąsem, biorąc się pod boki. - Czy może Stanley? W co ty grasz, kolego? W "twoja twarz brzmi znajomo"?