13.10.2025, 20:49 ✶
- Czyjego wesela? Bo chyba nie twojego? - zakpiła, kręcąc głową. Cośtam mówił wcześniej, w sierpniu, że do ożenku mu daleko, ona wtedy coś wspomniała o chłopach, na co już odpowiedział słowami, które aktualnie były zamglone. W jej głowie wygrała tamtą słowną potyczkę, a jakże. A co ją obchodziło to, jak ona ma na imię? A z bardzo prostego, prościutkiego powodu, który zaraz zamierzała mu zdradzić. Bo to, jak do niego mówiła, to jedno - dla niej wciąż był Burakiem przez duże B, więc równie dobrze mógł naprawdę nazywać się Kakofoniks. - A takie, że Stanley to ładniejsze imię niż Matthew.
Improwizowała, oczywiście, bo w sumie to miała głęboko w nosie jak miał na imię. Ani nie pracowała w Ministerstwie, żeby to imię jej cokolwiek mówiło, ani nie była z Mulciberami R.R. tak blisko, by wiedzieć że Borgin to tak naprawdę mieszanka Mulcibersko-Borginowska.
- Tak, wystawiali ją regularnie. Aktorzy którzy nie dostali głównych ról w The Globe wcielali się w różne postacie, najczęściej piosenkarzy i piosenkarek, używając mugolskiej charakteryzacji. Nie wiem, czemu zakazali tej serii, chyba dlatego, że któryś przebrał się za Jenkins. Myślisz, że ubodło ją to, że wył jak ryś w księżycową noc? - to było w sumie ważne pytanie i ogromnie zastanawiająca kwestia, bo seria wystąpień urwała się tak nagle, jak się rozpoczęła. - Nie.
Odpowiedziała, a potem przeszła naokoło biurka i oparła tyłek o blat. Wskazał jej dwie opcje: krzesło lub kanapę, a że była po prostu sobą, to wybrała trzecią opcję, taką która normalnie nie wchodziła w grę. Charlotte była typem osoby, która jak nie mogła wejść drzwiami, to wchodziła oknem, a jak ktoś mówił że może usiąść na krześle, to siadała na podłodze. Półsiedziała więc tak tuż obok niego, zanim nie zdecydowała się lekko nachylić, by wyciągnąć rękę do Borgina. Dosłownie i w przenośni.
- Pokaż, twoja publika tu nie zagląda, nie musisz zgrywać twardziela. Widzę, że cię boli. Swoją drogą dobrze, że nie trafiłeś, sprzątanie trupów jest chyba bardziej uciążliwe, niż zmywanie krwi z desek - odezwała się łagodnie.
Improwizowała, oczywiście, bo w sumie to miała głęboko w nosie jak miał na imię. Ani nie pracowała w Ministerstwie, żeby to imię jej cokolwiek mówiło, ani nie była z Mulciberami R.R. tak blisko, by wiedzieć że Borgin to tak naprawdę mieszanka Mulcibersko-Borginowska.
- Tak, wystawiali ją regularnie. Aktorzy którzy nie dostali głównych ról w The Globe wcielali się w różne postacie, najczęściej piosenkarzy i piosenkarek, używając mugolskiej charakteryzacji. Nie wiem, czemu zakazali tej serii, chyba dlatego, że któryś przebrał się za Jenkins. Myślisz, że ubodło ją to, że wył jak ryś w księżycową noc? - to było w sumie ważne pytanie i ogromnie zastanawiająca kwestia, bo seria wystąpień urwała się tak nagle, jak się rozpoczęła. - Nie.
Odpowiedziała, a potem przeszła naokoło biurka i oparła tyłek o blat. Wskazał jej dwie opcje: krzesło lub kanapę, a że była po prostu sobą, to wybrała trzecią opcję, taką która normalnie nie wchodziła w grę. Charlotte była typem osoby, która jak nie mogła wejść drzwiami, to wchodziła oknem, a jak ktoś mówił że może usiąść na krześle, to siadała na podłodze. Półsiedziała więc tak tuż obok niego, zanim nie zdecydowała się lekko nachylić, by wyciągnąć rękę do Borgina. Dosłownie i w przenośni.
- Pokaż, twoja publika tu nie zagląda, nie musisz zgrywać twardziela. Widzę, że cię boli. Swoją drogą dobrze, że nie trafiłeś, sprzątanie trupów jest chyba bardziej uciążliwe, niż zmywanie krwi z desek - odezwała się łagodnie.