15.10.2025, 13:21 ✶
– Jeśli myślisz o jakimś wspomnieniu typu "pierwszy raz z dziewczyną", to jestem pewny, że to nie to wspomnienie. Swój pierwszy raz pamiętam doskonale – skrzyżował ramiona na piersi. Nie zapomniał przecież, jak zaszyli się z Zacharią Macmillan w pustym składziku na miotły, kiedy bal z okazji Yule dobiegał już końca. Natomiast tamto wspomnienie... ono znikło. Jakby ktoś wymazał je mu z pamięci. Zostało pozbawione jakiejkolwiek tożsamości, charakterystyki. – Więc nie, nic krępującego.
Był ciekaw swoją drogą, ile osób rzeczywiście przeżyło swój pierwszy raz w murach Hogwartu. Oczywiście ani Robertowi, ani Zacharii przedtem nikt nie powiedział, jak to wszystko wyglądało. Przecież czemu niby dzieciaki miały wiedzieć takie rzeczy... On przecież wtedy znał temat tylko z plotek powtarzanych między kolegami i książek. A wiedza magicznie nie pojawiała się w głowie człowieka, gdy osiągnął wiek dorosły. A w takim Hogwarcie... mogło dochodzić nawet do niechcianych, nastoletnich ciąż, które były utajane przez troskliwych rodziców. Takie skandale spowodowane brakiem wiedzy na pewno nie stanowiły odosobnionych przypadków.
– No, pamiętam. Zachowałeś się wtedy jak twardziel, wiesz? – szturchnął Lazarusa ramieniem przyjacielsko.
Pod Westminsterem odnaleźli mugolkę (lub wcale nie mugolkę?), która podarowała im dziwaczną srebrną monetę. Robert przez chwilę przyglądał się temu niezwykłemu podarunkowi ze zmarszczonymi brwiami i skupionym wyrazem twarzy. Nie sądził, żeby było to coś obłożonego klątwą. Ciekawiła go raczej osoba starszej kobiety, która tak swobodnie poruszała się pomiędzy mugolami. Słyszał o czarodziejkach wyjętych spod prawa, szeptuchach, do których przychodzili ze swoimi problemami również mugole. Może to była jedna z nich? Czy chciał to sprawdzać, wciągać ją z powrotem w te ramy czy może mógł pozwolić jej na to lekkie, nieszkodliwe bezprawie? Nie miał ochoty na przesłuchiwanie jej. Nie był przecież w pracy, choć mawiało się, że sędzią Wizengamotu pozostawało się zawsze i wszędzie.
– Nie masz ochoty przejść się po okolicy? Popodziwiać cuda mugolskiej cywilizacji? – wskazał głową na opactwo Westminster. – Pomyśleć, że wybudowali to wszystko bez magii... Powinniśmy się uczyć od nich zaradności. A co robimy jako społeczeństwo? Zamykamy się we własnej banieczce i uważamy się za lepszych. A prawda jest taka, że bez magii, to byśmy byli kompletnie bezradni.
Był ciekaw swoją drogą, ile osób rzeczywiście przeżyło swój pierwszy raz w murach Hogwartu. Oczywiście ani Robertowi, ani Zacharii przedtem nikt nie powiedział, jak to wszystko wyglądało. Przecież czemu niby dzieciaki miały wiedzieć takie rzeczy... On przecież wtedy znał temat tylko z plotek powtarzanych między kolegami i książek. A wiedza magicznie nie pojawiała się w głowie człowieka, gdy osiągnął wiek dorosły. A w takim Hogwarcie... mogło dochodzić nawet do niechcianych, nastoletnich ciąż, które były utajane przez troskliwych rodziców. Takie skandale spowodowane brakiem wiedzy na pewno nie stanowiły odosobnionych przypadków.
– No, pamiętam. Zachowałeś się wtedy jak twardziel, wiesz? – szturchnął Lazarusa ramieniem przyjacielsko.
Pod Westminsterem odnaleźli mugolkę (lub wcale nie mugolkę?), która podarowała im dziwaczną srebrną monetę. Robert przez chwilę przyglądał się temu niezwykłemu podarunkowi ze zmarszczonymi brwiami i skupionym wyrazem twarzy. Nie sądził, żeby było to coś obłożonego klątwą. Ciekawiła go raczej osoba starszej kobiety, która tak swobodnie poruszała się pomiędzy mugolami. Słyszał o czarodziejkach wyjętych spod prawa, szeptuchach, do których przychodzili ze swoimi problemami również mugole. Może to była jedna z nich? Czy chciał to sprawdzać, wciągać ją z powrotem w te ramy czy może mógł pozwolić jej na to lekkie, nieszkodliwe bezprawie? Nie miał ochoty na przesłuchiwanie jej. Nie był przecież w pracy, choć mawiało się, że sędzią Wizengamotu pozostawało się zawsze i wszędzie.
– Nie masz ochoty przejść się po okolicy? Popodziwiać cuda mugolskiej cywilizacji? – wskazał głową na opactwo Westminster. – Pomyśleć, że wybudowali to wszystko bez magii... Powinniśmy się uczyć od nich zaradności. A co robimy jako społeczeństwo? Zamykamy się we własnej banieczce i uważamy się za lepszych. A prawda jest taka, że bez magii, to byśmy byli kompletnie bezradni.