21.02.2023, 21:41 ✶
Bla, bla, bla, prawdziwym czarodziejem, bla, bla, bla otwieramy drzwi, część inskrypcji jest zatarta.
Głos Nell, odczytującej artykuł stanowił tło do znacznie poważniejszego problemu, przed jakim właśnie stali. Zostali uwięzieni i albo znajdą wyjście, albo następni, którzy po nich przyjdą, zastaną wesołą gromadkę uśmiechniętych szkieletów. No, chyba że jednak ci na górze pójdą po rozum do głowy i postanowią rozejrzeć się za członkami własnej ekipy dość szybko, a nie na tyle późno, żeby stać się ofiarą rozwścieczonych duchów.
Może nie była do końca pewna Jamala i Nell, niemniej Leta niejednokrotnie się odgrażała, że po śmierci będzie „uprzyjemniać” życie każdemu, kto akurat właśnie jej podpadł i z całkiem dużą dozą prawdopodobieństwa można było założyć, że po kilku dniach spędzonych w grobowcu, wynurzyłaby się z niego jako zjawa, z potępieńczym wyciem na ustach.
Choć tak po prawdzie, w zjawę mogłaby się w pewnym sensie zmienić od zaraz. Tylko zwinąć się w kłębek w kąciku…
Bla, bla, bla, prawo do noszenia, bla, bla, bla. Masz magię, to nosisz różdżkę, proste, co to za pierdolenie. Dupą przecież nikt czarować nie będzie… przynajmniej nie w tym sensie.
- Jak nie trafimy, to też zginiemy, bo jeśli te ciołki nas nie znajdą, to nie wróżyłabym nam świetlanej przyszłości – sarknęła, przyświecając różdżką we wskazanym miejscu. W zasadzie też przykucnęła, próbując dołożyć swoją cegiełkę do rozszyfrowania inskrypcji.
W końcu zagadki stanowiły treść jej życia – poczynając od wyrafinowanych klątw, a kończąc na starożytnych inskrypcjach, które czasem przyprawiały o ból głowy. Wolałaby wprawdzie tę konkretną zajmować się w o wiele bardziej komfortowych warunkach, póki co jednak – zachowywała spokój. Godzina. Raptem godzina minęła od zamknięcia się komnaty; a jakkolwiek by nie patrzeć, z Cathalem wychodzili już z gorszych tarapatów.
- Wielki, wspaniały, przepotężny, niech Anubis go strzeże w drodze do Sali dwóch prawd... – wymamrotała, ściągając brwi. Nie, to nie to. Kolejne inskrypcje…? - Oznacz moją drogę, daj mi mądrość, otwórz przede mną drogę, umieść wśród wybranych… ej, Cal, może tym tropem? Anubis-szakal oznacza drogę i przez nią prowadzi, Wepwawet ją otwiera, tylko Bastet z Horusem jak pięść do nosa tu pasują, bo ni cholery żadne z nich nie prowadzi na Pola Jaru… chociaż kojarzę, że o Horusie mówiło się też w kontekście zbawienia, więc może jednak na końcu…? – zniżyła głos do niemal szeptu. Nie widziała potrzeby, żeby głośno rozprawiać nad Cathalowym uchem, zwłaszcza że i tak pozostała dwójka nie okazywała się szczególnie pomocna w rozwikłaniu felernej zagadki.
- No wiesz, Nell, jeśli coś nie ma co najmniej tysiąca lat, to prawdopodobnie o tym nie słyszałam – rzuciła, zerkając krótko na blondynkę – Jakby był czarnym dzbanem, to miałby moje zainteresowanie, bo a nuż ulepiony tak z parę wieków temu… a tak to chyba sama rozumiesz – dorzuciła, pochylając się z powrotem nad inskrypcją.
- Jeśli nikt z was nie zwali nam zaraz sufitu na głowy, to żadne z nas nie zginie – odezwała się jeszcze raz, z pewnym zniecierpliwieniem w głosie, przewracając przy tym oczyma.
O błoga nieświadomości.
Bo chyba nie mogli być tak głupi, prawda…?
… prawda?
Głos Nell, odczytującej artykuł stanowił tło do znacznie poważniejszego problemu, przed jakim właśnie stali. Zostali uwięzieni i albo znajdą wyjście, albo następni, którzy po nich przyjdą, zastaną wesołą gromadkę uśmiechniętych szkieletów. No, chyba że jednak ci na górze pójdą po rozum do głowy i postanowią rozejrzeć się za członkami własnej ekipy dość szybko, a nie na tyle późno, żeby stać się ofiarą rozwścieczonych duchów.
Może nie była do końca pewna Jamala i Nell, niemniej Leta niejednokrotnie się odgrażała, że po śmierci będzie „uprzyjemniać” życie każdemu, kto akurat właśnie jej podpadł i z całkiem dużą dozą prawdopodobieństwa można było założyć, że po kilku dniach spędzonych w grobowcu, wynurzyłaby się z niego jako zjawa, z potępieńczym wyciem na ustach.
Choć tak po prawdzie, w zjawę mogłaby się w pewnym sensie zmienić od zaraz. Tylko zwinąć się w kłębek w kąciku…
Bla, bla, bla, prawo do noszenia, bla, bla, bla. Masz magię, to nosisz różdżkę, proste, co to za pierdolenie. Dupą przecież nikt czarować nie będzie… przynajmniej nie w tym sensie.
- Jak nie trafimy, to też zginiemy, bo jeśli te ciołki nas nie znajdą, to nie wróżyłabym nam świetlanej przyszłości – sarknęła, przyświecając różdżką we wskazanym miejscu. W zasadzie też przykucnęła, próbując dołożyć swoją cegiełkę do rozszyfrowania inskrypcji.
W końcu zagadki stanowiły treść jej życia – poczynając od wyrafinowanych klątw, a kończąc na starożytnych inskrypcjach, które czasem przyprawiały o ból głowy. Wolałaby wprawdzie tę konkretną zajmować się w o wiele bardziej komfortowych warunkach, póki co jednak – zachowywała spokój. Godzina. Raptem godzina minęła od zamknięcia się komnaty; a jakkolwiek by nie patrzeć, z Cathalem wychodzili już z gorszych tarapatów.
- Wielki, wspaniały, przepotężny, niech Anubis go strzeże w drodze do Sali dwóch prawd... – wymamrotała, ściągając brwi. Nie, to nie to. Kolejne inskrypcje…? - Oznacz moją drogę, daj mi mądrość, otwórz przede mną drogę, umieść wśród wybranych… ej, Cal, może tym tropem? Anubis-szakal oznacza drogę i przez nią prowadzi, Wepwawet ją otwiera, tylko Bastet z Horusem jak pięść do nosa tu pasują, bo ni cholery żadne z nich nie prowadzi na Pola Jaru… chociaż kojarzę, że o Horusie mówiło się też w kontekście zbawienia, więc może jednak na końcu…? – zniżyła głos do niemal szeptu. Nie widziała potrzeby, żeby głośno rozprawiać nad Cathalowym uchem, zwłaszcza że i tak pozostała dwójka nie okazywała się szczególnie pomocna w rozwikłaniu felernej zagadki.
- No wiesz, Nell, jeśli coś nie ma co najmniej tysiąca lat, to prawdopodobnie o tym nie słyszałam – rzuciła, zerkając krótko na blondynkę – Jakby był czarnym dzbanem, to miałby moje zainteresowanie, bo a nuż ulepiony tak z parę wieków temu… a tak to chyba sama rozumiesz – dorzuciła, pochylając się z powrotem nad inskrypcją.
- Jeśli nikt z was nie zwali nam zaraz sufitu na głowy, to żadne z nas nie zginie – odezwała się jeszcze raz, z pewnym zniecierpliwieniem w głosie, przewracając przy tym oczyma.
O błoga nieświadomości.
Bo chyba nie mogli być tak głupi, prawda…?
… prawda?
493