21.02.2023, 21:47 ✶
To był jeden z tych nerwowych dni, kiedy po prostu nie powinno wychodzić się z domu. Zwłaszcza, jak ktoś chodzi o sprawy, których lepiej nie wspominać. Dziś właśnie jakieś licho, czy to w postaci nietypowego ponuraka musiało nad nim wisieć, bo jak to inaczej wyjaśnić? Może jednak od początku.
Sklep, w którym pracował, sprzedawał kadzidła. Kilka dni temu otrzymali zlecenie na stworzenie jednego, które miało mieć wyjątkowe składniki. On po prostu przekazał to dalej i czekał, aż to konkretnie zamówienie wyjdzie. Pierwszy raz spotkał się z tak nietypowym składem, ale kompletnie nie miał pojęcia, po co mu takie były. Do tego jeszcze była dołączona lista pewnych wymogów. I to z cyklu irytujących, a nie normalnych. Co to było? Zakaz teleportacji z kadzidłem, wykluczenie sieci Fiuu. Zapomnieć można o zapakowaniu w cokolwiek, bo chodziło o jakieś warunki. Nawet pogoda musiała być odpowiednia! Jak tu się nie irytować? Wziął kilka oddechów i zapomniał o tym, dopóki nie przyszło. Patrzył na to, jak na jakiegoś dementora i poczekał na odpowiednie warunki. Jeden dzień. Tyle musiał czekać, by mógł z tym wyjść przez cały Londyn i dojść do Pokątna, skąd oczywiście miał dostarczyć to dalej. Mało było co prawda czarodziejów. Tym lepiej dla niego, bo nikt nie spróbuje go potrącić. Wszyscy pracowali i jedynie nieroby chodziły teraz.
Mijał przy tym sklep z różdżkami, gdzie jakiś dzieciak testował swoją nową różdżkę, którą kupił wraz z matką. Na jego cholernie szczęście trolla wypalił on iskry, które poleciały daleko i uderzyły w knot, zapalając kadzidło. Wtedy niedaleko przechodziła także Carrow. Próbował to oczywiście zgasić, co ... i wtedy świat zaczął się zmieniać. O, nie...to jakiś halucynogenny typ. Tyle zdążył pomyśleć, jak wszystko się zaczęło, a ściany zaczęły się kurczyć, a niewielkie grono czarodziei znikać, jak za dotknięciem różdżki.
Ocknął się i usłyszał jakiś głos, ale na początku nie odpowiedział zbytnio. Pierwsze, co wyrwało mu się z ust.
- Co za przeklęty na włochate kudły Merlina, dzień. Jak dorwę tego kogoś, to mu dorobię krowi ogon. - Warknięcie rozległo się w pełni, kiedy zaczął się rozglądać za źródłem tego głosu.
- Jest, jest i obecnie przeklina dzień. - Wtedy też dojrzał osobę i zaczął się kierować do niej. Cholera. Jak wąsko! Co to za durny efekt kadzidła?
Sklep, w którym pracował, sprzedawał kadzidła. Kilka dni temu otrzymali zlecenie na stworzenie jednego, które miało mieć wyjątkowe składniki. On po prostu przekazał to dalej i czekał, aż to konkretnie zamówienie wyjdzie. Pierwszy raz spotkał się z tak nietypowym składem, ale kompletnie nie miał pojęcia, po co mu takie były. Do tego jeszcze była dołączona lista pewnych wymogów. I to z cyklu irytujących, a nie normalnych. Co to było? Zakaz teleportacji z kadzidłem, wykluczenie sieci Fiuu. Zapomnieć można o zapakowaniu w cokolwiek, bo chodziło o jakieś warunki. Nawet pogoda musiała być odpowiednia! Jak tu się nie irytować? Wziął kilka oddechów i zapomniał o tym, dopóki nie przyszło. Patrzył na to, jak na jakiegoś dementora i poczekał na odpowiednie warunki. Jeden dzień. Tyle musiał czekać, by mógł z tym wyjść przez cały Londyn i dojść do Pokątna, skąd oczywiście miał dostarczyć to dalej. Mało było co prawda czarodziejów. Tym lepiej dla niego, bo nikt nie spróbuje go potrącić. Wszyscy pracowali i jedynie nieroby chodziły teraz.
Mijał przy tym sklep z różdżkami, gdzie jakiś dzieciak testował swoją nową różdżkę, którą kupił wraz z matką. Na jego cholernie szczęście trolla wypalił on iskry, które poleciały daleko i uderzyły w knot, zapalając kadzidło. Wtedy niedaleko przechodziła także Carrow. Próbował to oczywiście zgasić, co ... i wtedy świat zaczął się zmieniać. O, nie...to jakiś halucynogenny typ. Tyle zdążył pomyśleć, jak wszystko się zaczęło, a ściany zaczęły się kurczyć, a niewielkie grono czarodziei znikać, jak za dotknięciem różdżki.
Ocknął się i usłyszał jakiś głos, ale na początku nie odpowiedział zbytnio. Pierwsze, co wyrwało mu się z ust.
- Co za przeklęty na włochate kudły Merlina, dzień. Jak dorwę tego kogoś, to mu dorobię krowi ogon. - Warknięcie rozległo się w pełni, kiedy zaczął się rozglądać za źródłem tego głosu.
- Jest, jest i obecnie przeklina dzień. - Wtedy też dojrzał osobę i zaczął się kierować do niej. Cholera. Jak wąsko! Co to za durny efekt kadzidła?