16.10.2025, 07:38 ✶
Stał przed drzwiami i uważnie lustrował ich powierzchnię, jakby mógł z niej wyczytać... w sumie to cokolwiek. Spojrzenie przebiegało leniwie po popękanej, nieco zmęczonej farbie, która miejscami wybrzuszała się z kolei w bąble, wywołane towarzyszącym płomieniom gorącem. To był chyba bardzo dobry moment, żeby przygotować sobie i ułożyć w głowie jakieś sensowne wymówki; przeprosić, że nie okazało się lepszym i bardziej efektownym. Ale nie byłby sobą, gdyby teraz postanowił się przed nią tak zwyczajnie kajać.
To nie tak, że się o nią nie martwił, ale było to uczucie ciche i nacechowane właściwym dla niego, pozornym spokojem. Za dobrze jej się w życiu powodziło, by Spalona Noc tak zwyczajnie uderzyła w nią z całą mocą, zwalając z nóg i poddając w wątpliwość to, po której stronie stała ona i jej rodzina. Astoria zwyczajnie urodziła się odpowiednim rodzicom i podejmowała równie słuszne decyzje i nawet jeśli jej mieszkanie śmierdziało, a płomienie oblizały elewacje całego budynku, skończyła lepiej niż reszta mieszkańców miasta. I powinna się z tego zwyczajnie cieszyć.
Objął ją mocno, zaszczepiając w tym geście jakąś ulgę, która napłynęła gdy poczuł jej dotyk. Kiedy znajdowała się poza zasięgiem wzroku, jawiła się nieco jak odklejona od rzeczywistości i zawieszona w przestrzeni niepewności. A teraz była na wyciągnięcie ręki i tak jak mówiła - nic jej nie było.
- Mogę więc powiedzieć, że robi to ze mnie najszczęśliwszego człowieka w całej Anglii - odpowiedział z przekornym uśmiechem. Pachniał chłodem i powietrzem, ale bardziej niż Londyńska spalenizna, ubrań wciąż czepiała się leśna świeżość, głównie dzięki teleportacji. Spod iglastej zieleni i drzewnych nut, wciąż jednak wychylała się charakterystyczna, ostra nuta smoczej siarki.
- Nie było na coś takiego czasu - mruknął, podążając za nią głębiej w mieszkanie. Widząc trzepoczące skrzydła, wysunął dłoń, pozwalając jaszczurce przysiąść na niej. Pogłaskał go delikatnie. - Nie masz aż tak na co narzekać. Mieszkanie stoi całe, a zapach... musiała być jakaś cena za to, by tak po prostu ktoś cię nie podejrzewał, prawda?
To nie tak, że się o nią nie martwił, ale było to uczucie ciche i nacechowane właściwym dla niego, pozornym spokojem. Za dobrze jej się w życiu powodziło, by Spalona Noc tak zwyczajnie uderzyła w nią z całą mocą, zwalając z nóg i poddając w wątpliwość to, po której stronie stała ona i jej rodzina. Astoria zwyczajnie urodziła się odpowiednim rodzicom i podejmowała równie słuszne decyzje i nawet jeśli jej mieszkanie śmierdziało, a płomienie oblizały elewacje całego budynku, skończyła lepiej niż reszta mieszkańców miasta. I powinna się z tego zwyczajnie cieszyć.
Objął ją mocno, zaszczepiając w tym geście jakąś ulgę, która napłynęła gdy poczuł jej dotyk. Kiedy znajdowała się poza zasięgiem wzroku, jawiła się nieco jak odklejona od rzeczywistości i zawieszona w przestrzeni niepewności. A teraz była na wyciągnięcie ręki i tak jak mówiła - nic jej nie było.
- Mogę więc powiedzieć, że robi to ze mnie najszczęśliwszego człowieka w całej Anglii - odpowiedział z przekornym uśmiechem. Pachniał chłodem i powietrzem, ale bardziej niż Londyńska spalenizna, ubrań wciąż czepiała się leśna świeżość, głównie dzięki teleportacji. Spod iglastej zieleni i drzewnych nut, wciąż jednak wychylała się charakterystyczna, ostra nuta smoczej siarki.
- Nie było na coś takiego czasu - mruknął, podążając za nią głębiej w mieszkanie. Widząc trzepoczące skrzydła, wysunął dłoń, pozwalając jaszczurce przysiąść na niej. Pogłaskał go delikatnie. - Nie masz aż tak na co narzekać. Mieszkanie stoi całe, a zapach... musiała być jakaś cena za to, by tak po prostu ktoś cię nie podejrzewał, prawda?
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast