16.10.2025, 08:19 ✶
Pokątna była pogrążona w chaosie - i on był jedną z przyczyn, dla których Londyn trawił ogień. Nie tylko podpalał budynki wcześniej, w masce i szacie śmierciożercy, ale także przerwał nadawanie komunikatu w Rozgłośni Radiowej Nottów. Zabił nie jedną, nie dwie lecz o wiele więcej osób tej nocy, rozkoszując się każdym jednym zaklęciem, które wystrzeliwało z jego różdżki, by torturować czarodziejów, którzy stawali na jego drodze. Jednak teraz, gdy zegar wskazywał po północy, szedł bez maski. Był pracownikiem Ministerstwa Magii, osobą która zawsze miała plan - osobą cholernie ostrożną, paranoiczną wręcz. Chciał, by niektórzy Brygadziści widzieli jego twarz, chciał by ktoś go rozpoznał: nie dlatego, by przyznać się do tego, że jest odpowiedzialny za pożogę lecz po to, by pokazać dobrym duszom, że stoi po ich stronie barykady. Był to kolejny z jego planów, by odsunąć od siebie podejrzenia - kto będzie go oskarżać, skoro był obecny podczas zamieszania i pomagał innym? Nikt. Nikt nie wierzył, że młody Lestrange mógłby być aż tak wyrachowany.
Jego krok był szybki i sprężysty. Twarz i dłonie pokrywała sadza, czarne włosy rozsypane były w nieładzie. Biała koszula (powtórka z lata, kolejna rzecz do wyrzucenia) umorusana była w krwi i popiele. Nie miał na sobie marynarki, została rozdarta w chwili, gdy próbował wyciągnąć mężczyznę spod gruzów - tylko dlatego, że widział Aurorów, którzy biegli w ich stronę. Maskarada, jedna z najlepszych ról w jego życiu. Wszystko dokładnie przemyślał, lecz nie przewidział, że dostrzeże znajomą sylwetkę, na widok której serce na chwilę przestanie łomotać w jego klatce piersiowej. Astoria.
Wcale nie dumna Astoria, która na początku września pluła jadem, chcąc wywalić go z gabinetu. To nie była ta sama Astoria, która oskarżała go o fałszowanie obrazów i dziwne, złośliwe podchody. Nosił wilk razy kilka chciałoby się rzec, bo doskonale widział, jak grupa mężczyzn szarpie się z kobietą. Jak rozbijają jej nos, jak jucha zalewa jej twarz. Nie czuł jednak satysfakcji, którą mógłby czuć, gdyby pozbył się do końca ludzkich uczuć: zamiast tego czuł wściekłość. Zacisnął palce na różdżce. Widział, jak się z nią szarpią, jak jej pupil drapie pazurami twarz przeciwnika. Czuł, jak wszystko się w nim gotuje.
Nie był typem bohatera, który najpierw ostrzega wroga o swoim przybyciu, a potem kulturalnie tłumaczy co zamierza zrobić, dając mu czas na reakcję. Był typem, który atakował znienacka, pod przykrywką, i nie kłopotał się wyjaśnieniami. Czując narastającą, kłębiącą się w środku wściekłość, Lestrange wycelował różdżką w mężczyznę, próbującego przygnieść Astorię. Chciał wystrzelić w jego kierunku podmuch wiatru, by zwalić go z kobiety.
Rzut na kształtowanie, wytworzenie podmuchu powietrza, który pośle w pizdu jednego z mugolaków
Jego krok był szybki i sprężysty. Twarz i dłonie pokrywała sadza, czarne włosy rozsypane były w nieładzie. Biała koszula (powtórka z lata, kolejna rzecz do wyrzucenia) umorusana była w krwi i popiele. Nie miał na sobie marynarki, została rozdarta w chwili, gdy próbował wyciągnąć mężczyznę spod gruzów - tylko dlatego, że widział Aurorów, którzy biegli w ich stronę. Maskarada, jedna z najlepszych ról w jego życiu. Wszystko dokładnie przemyślał, lecz nie przewidział, że dostrzeże znajomą sylwetkę, na widok której serce na chwilę przestanie łomotać w jego klatce piersiowej. Astoria.
Wcale nie dumna Astoria, która na początku września pluła jadem, chcąc wywalić go z gabinetu. To nie była ta sama Astoria, która oskarżała go o fałszowanie obrazów i dziwne, złośliwe podchody. Nosił wilk razy kilka chciałoby się rzec, bo doskonale widział, jak grupa mężczyzn szarpie się z kobietą. Jak rozbijają jej nos, jak jucha zalewa jej twarz. Nie czuł jednak satysfakcji, którą mógłby czuć, gdyby pozbył się do końca ludzkich uczuć: zamiast tego czuł wściekłość. Zacisnął palce na różdżce. Widział, jak się z nią szarpią, jak jej pupil drapie pazurami twarz przeciwnika. Czuł, jak wszystko się w nim gotuje.
Nie był typem bohatera, który najpierw ostrzega wroga o swoim przybyciu, a potem kulturalnie tłumaczy co zamierza zrobić, dając mu czas na reakcję. Był typem, który atakował znienacka, pod przykrywką, i nie kłopotał się wyjaśnieniami. Czując narastającą, kłębiącą się w środku wściekłość, Lestrange wycelował różdżką w mężczyznę, próbującego przygnieść Astorię. Chciał wystrzelić w jego kierunku podmuch wiatru, by zwalić go z kobiety.
Rzut na kształtowanie, wytworzenie podmuchu powietrza, który pośle w pizdu jednego z mugolaków
Rzut N 1d100 - 91
Sukces!
Sukces!