Philippa otaczała się różnymi ludźmi. Sporą część osób wpadających do jej gabinetu były znajomi jej dzieci, czy dzieci jej przyjaciół z dawnych i obecnych lat. Lubiła otaczać się młodymi, dzięki temu czuła się bardziej żywa? Chyba tak można to było określić. Lubiła im się przyglądać, obserwować jakimi ludźmi się stali. Była dumna z tego, że jej i najbliższym udało się wychować takie wspaniałe, nowe pokolenie czarodziejów, kiedyś w końcu to oni przejmą pałeczkę i będą kierować ich światem. Tak właściwie to już powinni to robić, ale jakoś większość z nich nie spieszyła się do zakładania rodzin, co było dosyć kontrowersyjne, ona, czy jej przyjaciółki w tym wieku już dawno miały swoje dzieci. To był jedyny mankament jaki dostrzegała, kiedyś może być za późno na to, aby założyć rodzinę, miała wrażenie, że zupełnie o tym nie myślą. Co do zakładania rodziny, bardzo zdziwiło ją zaproszenie, które dostała na ślub swojego pierwordonego... nie słyszała bowiem wcześniej nic na ten temat, jednak była zadowolona, że najwyraźniej był szczęśliwy, mimo tego, że nie miała w tym żadnej zasługi.
Nie było więc nic dziwnego w tym, że Brenna ją odwiedziła. Córka Elisy wiedziała, że może na nią liczyć, Philippa chętnie wspierała młodzież, chociaż robiła to z rozsądkiem, uważała, że każdy ma prawo popełniać własne błędy i się na nich uczyć, bo przecież na tym polegało nabieranie życiowego doświadczenia, jednak nigdy nie odrzucała nikogo kto szukał u niej wsparcia.
Słuchała więc uważnie tego, co Longbottomówna miała jej do powiedzenia. Nie wchodziła jej w słowa, powoli układała sobie jednak plan działania. Wiedziała, że hipnoza nie jest dla wszystkich akceptowalnym rozwiązaniem, mało osób lubiło kiedy zaglądało im się do umysłu, ale niektóre sytuacje potrzebowały radykalnych rozwiązań, ta brzmiała jak jedna z nich. Musiała działać. Wiedziała, że w przypadku Brenny bardzo istotne jest to, aby nic nie mogło jej przeszkadzać w pracy, każdy moment zawahania mógł kosztować ją życie, musiała być w formie. Tak, nie sądziła, aby miały inne wyjście, musiała zastosować wahadełko. Odruchowo zacisnęła na nim palce prawej dłoni.
Dostrzegła nagłą zmianę w zachowaniu dziewczyny, nie zdążyła nawet się odezwać, powiedzieć, co myśli o tym wszystkim. Nie do końca wiedziała skąd ona wynika, ale to spowodowało, że Philippa odruchowo sięgnęła po różdżkę, jasne ufała Brennie, jednak w tej sytuacji był to odruch bezwarunkowy. Przepraszam skarbie. Pomyślała nawet, bo nie miała w zwyczaju tak reagować na bliskich, ale najwyraźniej czasem nie dało się inaczej, ostatnio na pewno.
Nie przewidziała tego, że Longbottomówna wyciągnie różdżkę i podpali jej fotel. Zamarła, dosłownie na moment, a mebel stanął w płomieniach. Odetchnęła głęboko, dostrzegała panikę w swojej towarzyszce, nie zrobiła ona tego z własnej woli, inaczej przecież nie zareagowałaby w ten sposób. Nie było jednak takiego bałaganu, którego nie dało się posprzątać. Decyzja była prosta. Mruknęła pod nosem zaklęcie, bardzo szybko i machnęła różdżką, najpierw zajmą się ogniem, później przejdą do reszty, nie mogła pozwolić na to by Outlander spłonął.
- Zgaś to Brenna. - Wydała jeszcze polecenie.
Akcja nieudana
Najwyraźniej nie był to jej najlepszy dzień, Philippa przewróciła oczami niezadowolona z powodu, że nie wyszło jej zaklęcie. Zależało im w końcu na czasie, nie było tu miejsca na takie potknięcia.
Powtórzyła więc czynność, mruknęła zaklęcie, machnęła różdżką.
Akcja nieudana
- Proszę zgaś to. - Oby tym razem jej się udało.